W.Sady WITTGENSTEIN: materiały do zajęć dydaktycznych
http://sady.umcs.lublin.pl/wittgenstein.htm
A.Grobler Wykłady
http://adam-grobler.w.interia.pl/Wsp5.html
Encyklopedia Stanfordzka
http://plato.stanford.edu/entries/wittgenstein/
W niniejszym
artykule zostaną poddane
omówieniu oraz
przeanalizowaniu wybrane tezy Traktatu
logiczno- filozoficznego Ludwiga Wittgensteina.
Szczególna uwaga zostanie
poświęcona problematyce własności relacyjnych realizujących się na
płaszczyźnie
językowej, mających na celu odzwierciedlenie struktury świata,
zaprezentowanych
w
Traktacie w ramach teorii obrazkowej.
Przedstawione
zostaną pojęcia sensowności, prawdziwości, sprzeczności i fikcyjności
zdań w
kontekście logicznego obrazowania. Ich analiza wraz z przedstawieniem
zagadnień
z nimi związanych doprowadzi do zarysowania specyficznego podejścia do
filozofii, jakie reprezentuje Wittgenstein w swoich wczesnych pismach.
Ostatecznie zaś prowadzone tu rozważania mają na celu ukazanie granic
stosowalności języka przy jednoczesnym zachowaniu sensowności
wypowiedzi. Wątek
ten w szczególności ogniskuje się wokół dyskursu
metafizycznego, który jako
podstawa wyjściowa poszukiwań filozoficznych wzbogaca niejednokrotnie
przestrzeń ontologiczną o dodatkowy zakres możliwych odniesień do
przedmiotów
nieempirycznych, nie zwracajac niejednokrotnie uwagi na to w jaki
sposób używa
się języka w prowadzonych dociekaniach. Pytanie centralizuje
się wokół języka
metafizyki, jeśli zaś traktuje się język jako przezroczyste medium
odzwierciedlające możliwy stan świata, wówczas poddany pod
wątpliwość jest
również zbiór postulowanych
bytów.
Aby w pełni naświetlić podejście autora Traktatu do kwestii
wiążącej się z relacją język
odzwierciedlający -świat odzwierciedlany spróbujmy
wpierw naszkicować w
zarysie zasadnicze dla tego dzieła pojęcie myśli.
Fundament rozważań Wittgensteina zawartych w Traktacie położony jest na relacji pomiędzy trzema głównymi pojęciami: światem, językiem i myślą. Przedmiotem badań filozofii ma być analiza natury myślenia, bowiem to właśnie myśl jest specyficznym narzędziem umożliwiającym uchwytywanie świata i jego reprezentowanie w języku. Koncepcja myśli jest pozbawiona w tym ujęciu platonizującej naleciałości: struktura ontyczna myśli nie ma jakiegoś wyznaczonego królestwa idealnego (w takim sensie w jakim istnieją również myśli u Fregego), nie są to byty ani abstrakcyjne, ani wyłącznie psychiczne, lecz mają one postać sądów i zdań, które są wyrażalne w języku. Przez pryzmat takiego ustosunkowania się do myśli, jako czegoś wyrażalnego w zdaniach zdobywamy szczególną możliwość analizy zawartości myśli ukonkretyzowanych w tej właśnie formie wyrazu. Przyjrzyjmy się następującym po sobie tezom Traktatu rozbudowującym zakres znaczeniowy pojęcia myśli, by móc następnie przejść do analizy koncepcji zdań jako obrazów logicznych (mTLF5-8)[1].


Powyższa reprezentacja graficzna tez podkreśla to, że myśl jest „optymalnie abstrakcyjnym obrazem, którego jedyną formą obrazowania jest forma logiczna, i który nie jest uzależniony od jakiegokolwiek medium przedstawiania”.[2] Myśl w świetle tej definicji oraz dwóch powyższych tez jest obrazem mającym odzwierciedlać fakty w świecie, lecz nie w sposób dowolny. Oznacza to, że ten abstrakcyjny obraz ma być wyrażalny w takich strukturach, które posiadają cechy istotne dla poprawności rozumowań. O tym zaś przesądza właśnie forma logiczna. Forma logiczna musi być wspólna wszystkim obrazom tego samego stanu rzeczy, bez względu na ich formę odwzorowania. Dzięki temu, że forma odwzorowania jest pewną możliwością, że rzeczy tak się mają do siebie, jak elementy obrazu możliwy jest izomorfizm pomiędzy językiem a światem. Myśl bowiem przedstawiona w ramach obrazu, a więc w modelu rzeczywistości wyraża strukturę świata wówczas gdy jest myślą prawdziwą. Tak też odsłania się pierwsza fundamentalna przesłanka, która towarzyszy Traktatowi do samego jego zakończenia, a zaczerpnięta jest od Russella: pomiędzy strukturą zdań, a strukturą przedstawianych przez nie faktów zachodzi relacja odwzorowania, odsłaniając zaś formy logiczne zdań odkrywa się istotną strukturę rzeczywistości (mTLF6-7). Pytanie jakie rodzi się na płaszczyźnie dotychczas zarysowanej teorii obrazkowej dotyczy sposobu zinterpretowania atomizmu logicznego, a ściślej pojęcia odwzorowania zachodzącego pomiędzy elementami prostymi, z których składa się świat, a odpowiadającymi im zdaniami atomowymi, czyli takimi, które składają się z nazw jednostkowych i orzeczników najniższego stopnia. Należy zauważyć, że do tej bowiem pory w tradycji filozoficznej język nie był postawiony w samym centrum zainteresowania, tak jak ma to miejsce w omawianej teorii, traktowany w większości przypadków marginalnie był przezroczystym medium, ważnym o tyle, o ile spełniał swą rolę komunikacyjną oraz był stawiany zawsze w kontraście do świata niezapośredniczonego językowo. Mówiąc na wyższym szczeblu ogólności istotą języka podług myśli zawartej w Traktacie jest bycie obrazem tego, jak się rzeczy mają. Wittgenstein wyjaśnia enigmatyczność stwierdzenia, że zdanie jest obrazem sytuacji proponując ilustrację, która dotyczy rekonstrukcji wypadku samochodowego. Funkcję przedstawiania może pełnić nie tylko model wizualny, lecz również system abstrakcyjnych znaków włączonych w obręb zdania. W tym właśnie sensie myśl jako obraz „nie jest uzależniona od jakiegokolwiek medium przedstawiania”. Odbywa się to na mocy tego, że oba sposoby obrazowania stawiają sobie za cel reprezentację wydarzeń, czy sytuacji zastanych w świecie. Modele te są o tyle abstrakcyjne, o ile swoją zawartością obejmują wyłącznie cechy istotne danej sytuacji, nie włączając w obręb przedstawienia cech przypadkowych. I tak ważne jest zachowanie odpowiednich relacji przestrzennych w podanym przykładzie, mniej zaś uwaga przykładana jest do relacji wagowych poszczególnych obiektów. Przypadek, gdy dany model jest fałszywy -dalej ograniczę się do modelu zdań- jest rozwiązywany w ten sposób, że nadal odwzorowuje ono, lecz fałszywie, to jak się rzeczy mają. Problematyczne mogą okazać się jednak negacje, gdyż okazuje się, że możemy powiedzieć jak się rzeczy nie mają. Przydatne jest wprowadzenie do dyskursu pojęcia możliwości. Ono bowiem sprawia, że zasadne wydaje się stwierdzenie, że zdanie odwzorowuje pewną możliwość. Przy założeniu, że w zdaniu odpowiednie związki pomiędzy jego elementami odnoszą się do związków istniejących między rzeczami w świecie i stanowią ich językową reprezentację, wówczas odwzorować coś fałszywie to przedstawić nieistniejące związki między rzeczami. Urzeczywistnienie możliwości ma miejsce wówczas, gdy zdanie, które obrazuje sytuacje jest prawdziwe (mTLF7).
Prawdziwość jest u wczesnego
Wittgensteina rozumiana
na wzór teorii korespondencyjnej. Zgodnie z nią prawda jest
relacją pomiędzy
nośnikiem prawdy (modelem odwzorowującym) a czymś w rzeczywistości tj.
pewnym
weryfikatorem nośnika prawdy (faktem). Należy zauważyć, że przy
semiotycznym
komplikowaniu się języka operującego na zdaniach, zdania molekularne są
funkcjami prawdziwościowymi zdań elementarnych. Wittgenstein rozszerzy
ten
wątek na sensowność zdań, by stwierdzić, że wszystkie zdania sensowne
są
funkcjami prawdziwościowymi zdań elementarnych. Oznacza to, że o
wartości
logicznej zdania sensownego przesądza prawdziwość lub fałszywość zdania
atomowego. Posługując się pojęciem możliwości można podać następującą
ilustrację prawdziwości na przykładzie koniunkcji dwóch
zdań: koniunkcja dwóch zdań
jest prawdziwa wtedy i tylko wtedy, gdy zachodzi jedna z możliwości
odpowiadających jej podstawom prawdziwości tj. chodzi o tę możliwość,
dla
której oba człony koniunkcji są prawdziwe.[3]
Uściślijmy
także jeszcze jedno rozróżnienie terminologiczne. W świetle
powyższych rozważań
rekonstruujących zasadnicze tezy Traktatu
wyróżniliśmy podstawowy typ zdań atomowych. Zdania
te, mimo noszenia miana
zdań prostych są w gruncie rzeczy złożone. W ich strukturze budulcowej
zawarte
są przecież nazwy, które dalej już nie są analizowane. Można
je jedynie rozpatrywać
przez pryzmat relacji semantycznych i odnosić się do ich oznaczeń tj.
przedmiotów prostych. Istota zdania polega na dwubiegunowym
sposobie jego
interpretacji: po pierwsze pod względem jego budowy strukturalnej,
która dotyczy
wchodzących w skład zdania nazw oraz relacji odwzorowania, a więc
obustronnego
stosunku nazw do przedmiotów. Przydawanie nazw przedmiotom
przebiega na drodze
konwencjonalnego ich etykietowania, lecz zawsze podług formuły
logicznej
izomorficzności. W konsekwencji kombinatoryka nazw w zdaniu oraz ich
powiązania
muszą odzwierciedlać możliwe konfiguracje przedmiotów oraz
ich wzajemne relacje
w świecie. W
konsekwencji
kombinatoryka nazw w zdaniu oraz ich powiązania mają zdolność
odzwierciedlania
możliwych konfiguracji przedmiotów oraz ich wzajemnych
relacji w świecie na
podstawie tego, że przejawiają się one w zdaniach, które
posiadają strukturę
logiczną będącą elementem konstrukcyjnym i budulcowym całego poznania:
Przywołane
pojęcie sensowności zdań (mTLF9)
odnosi się do definicji, która głosi, że sensem zdania jest
odwzorowywany przez nie stan rzeczy, a więc możliwe połączenie
przedmiotów
(mTLF3).
Zdanie
jest sensowne nawet wówczas, gdy odzwierciedlana przez nie
sytuacja nie
istnieje. Wyrażenie to wydaje się jasne mając na uwadze to, że
zrozumiałe są
zdania fałszywe. Nie każde połączenie słów, nawet zgodnie z
regułami gramatyki
języka polskiego jest sensowne. Zdanie ‘Trzyletni
starzec jest
podobny do swojego ojca, którego
jest dziadkiem’ jest przykładem tego typu zdania. Podobną
trudność rodzą wspomniane
już w tej pracy zdania poprzedzone negacją oraz zdania z zakresu fikcji
literackiej typu ‘Pegaz nie istnieje’, chociaż te
ostatnie wydają się należeć
do innego przedziału zdań klasyfikowanych pod względem sensowności,
gdyż są
zrozumiałe mimo nieposiadania swej denotacji (chyba że przyznamy, że
zbiorem
desygnatów nazwy ‘pegaz’ jest
zbiór wszystkich i tylko tych bytów fikcyjnych,
które podlegają zakresowi definicji tej nazwy, co prowadzi
do kolejnych
konsekwencji mających przełożenie na problemy filozoficzne natury
ontologicznej
np. istnienia światów możliwych). Albo
też zdanie
typu ‘Kolorowy pejzaż przedstawiony na obrazie jest
bezbarwny wśród
miłosnych uniesień Pana Cogito rozpostartego na dywanie przed
domem’, które
pozbawione odniesienia, nacechowane sprzecznością (pejzaż nie może być
jednocześnie kolorowy i bezbarwny) wydaję się jednak zrozumiałe przy
znalezieniu odpowiedniego klucza hermeneutycznego. Biorąc pod uwagę
szereg tego
typu językowych labiryntów pomocne wydaje się przywołanie w
tym miejscu
dystynkcji Russella mającej na celu wprowadzenia
rozróżnienia pomiędzy
strukturą logiczną a gramatyczną zdania. Ostatnia jest pewnym typem
skrótu
aplikowanego w momencie stosowania ścisłej struktury
logicznej.Struktura
gramatyczna
zdania
może okazać się zwodnicza, gdyż włączona w obszar twórczego
wyłaniania się
nowych wyrażeń i zdań języka może płodzić zdania wyżej przytoczone. W
tym
właśnie miejscu Wittgenstein, który podobnie ujmuje tę
kwestie, wyznacza
pozycję filozofii. Zadaniem
filozofii
jest w jego opinii wyznaczanie linii demarkacyjnej temu, co da się
wyrazić
sensownie w strukturach języka oraz wyodrębnianie reguł logicznych z
warstwy
głębokiej języka (to, co później nazwane jest w Dociekaniach gramatyką głęboką w
kontekście gier językowych), które
są implicite
zawarte w samym języku. Reguły te stanowią o ważności
filozofii,
jako tej która je opisuje, wyłaniając te zdania konieczne,
które będąc apriorycznymi
konstytuują warunki konieczne zasadom myślenia, a więc także tym, które
obowiązują na płaszczyźnie opisu
rzeczywistości empirycznej. Tak też, można każde zdanie sensowne
przełożyć na
drodze analizy logicznej na taką formę zdania, która będzie
posiadała strukturę
logiczną składającą się ze stałych i zmiennych logicznych i innych
własności
charakterystycznych dla struktury logicznej zdań z uwzględnieniem
najwyższej
ostrożności w uwzględnianiu typów przedmiotów i
ich symbolicznej reprezentacji
w zdaniach oraz pułapek językowych, kryjących się w wieloznaczności
pojęć[5].
Istnieją zdania, które są pozbawione sensu-
zdania, które o niczym
nie mówią. Nie można ich poddać analizie logicznej, ponieważ
ich struktury
zdaniowe nie są izomorficzne ze strukturami stanów rzeczy.
Pomimo tego, że ich
budowa podporządkowana jest strukturze gramatycznej, jak zostało to
pokazane na
dwóch przytoczonych zdaniach, nie mają struktury,
która przynależy do zbioru
możliwych struktur zdaniowych wyznaczonych przez logiczną formę języka.
W
przypadku, gdy zdanie jest sprzeczne logicznie, a więc takie,
które ma postać
zdania ‘p
i ~p’ jest ono fałszywe bez
względu na to co jest faktem, stąd nie ma potrzeby
porównywania go z
rzeczywistością, gdyż nic nie mówi ono o świecie. Zdania
sprzeczne są
bezsensowne. W opozycji do zdań sprzecznych logicznie stoją tautologie,
które w
koncepcji Wittgensteina również niczego nie
mówią
o
świecie. Stąd wyciąga
on wniosek, że istnienie stanów rzeczy jest w tautologii
nieistotne, co doprowadza,
go do tezy, że
zdania logiki, rozumiane
jako te, których budulcem są wyrażenia, które są
prawdziwe na mocy swej
logicznej formy (dokładniej: które są prawdziwe w każdej
niepustej dziedzinie)
są bezsensowne. Zrozumieniu problemu bezsensowności dostarcza
wyjaśnienie tego
pojęcia nie jako synonimu niedorzeczności, lecz jedynie jako pojęcia,
które głosi,
że logika niczego nie mówi o świecie. Można się z tym
zgodzić wówczas, gdy logikę
uzna się za narzędzie, którego zakres stosowania ogranicza
się do dostarczenia i
opracowania schematów poprawnego rozumowania oraz , co
zostało już zaznaczone w
niniejszej pracy na gruncie filozofii Wittgensteina, ma za zadanie
ujawniać budowę
języka w stosunku do opisywanego przez niego świata (mTLF4).
Za przyjęciem tej
koncepcji przemawiają również nieempiryczne metody stosowane
w matematyce i
logice, które do weryfikacji stawianych hipotez nie wymagają
istnienia
weryfikatorów pochodzących z doświadczenia. Podsumowując
dotychczasowy przebieg
analizy: Wittgenstein zawęża możliwości generowania zdań do zdań
sensownych,
które są wyznaczone przez głęboką strukturę języka (jej
głębia oznacza jedynie
tyle, że nie przejawia się ona explicite
w języku). Przez pryzmat takiej właśnie optyki należy też rozpatrzyć
dwie finalne
tezy Traktatu:
Można je zawrzeć
również w zdaniu, że cokolwiek można
pomyśleć i da się sensownie powiedzieć jest możliwe. Przesądza to o
zniesieniu
roszczeń metafizyki do zajmowania sensownego stanowiska we własnej
dziedzinie
badań dotyczących istnienia świata, gdyż doprowadza to do tworzenia
zdań
połączonych ze sobą wedle prawideł gramatyki języka, lecz pozbawionych
wartości
logicznej. Taka sieć zdań niedorzecznych prowadzi, by posłużyć się
metaforą
religijną, do wytworzenia budowli przypominającą wieżę Babel, w
której
poszczególni budowniczowie nie są w stanie jej wykończyć ze
względu na
pomieszanie języków będących w użyciu (parafrazując
późnego Wittgensteina:
pomieszanie gier językowych). W przełożeniu na strukturę teorii
filozoficznych
następuje formacja pseudoproblemów, które
pretendując do eksplikowania świata
nic w istocie sensownego o nim nie mówią.
W tym miejscu rozważań należy
się zatrzymać, by
bacznie przyjrzeć się temu, co zostało tu napisane. Łatwo bowiem
pokusić się o
interpretację wartościującą wszelkich prób podjętych przez
metafizykę wraz z zakwestionowaniem
jej ważności. Jak zgodnie
twierdzą komentatorzy (Wolniewicz, Sady, Scruton, Glock i inni) i do
czego
przyznaje się sam Wittgenstein w późniejszych pismach
nadinterpretacji tej
dokonali pozytywiści logiczni podejmujący próbę wykreślenia
metafizyki z
obszaru nauk filozoficznych. Klucz do zrozumienia ścieżki,
którą podąża
Wittgenstein w Traktacie leży w
dwóch
przedstawionych powyżej w postaci graficznej tezach. Mówiąc
krótko, to co jest
przedmiotem zainteresowań metafizyków
nie należy do świata. Zrozumienie
struktury metafizycznych rozważań, semantycznej złożoności używanych
często
dowolnie pojęć nastręcza tak wiele trudności dlatego, że
próbuje się w nich
wyrazić to, co nie da się klarownie wyrazić. W tym sensie zrozumienie
metafizyki leży poza światem, a więc poza taką możliwością,
która zezwala na
ujmowanie myśli w zdania sensowne.
Na zakończenie pojawia się istotna teza, do której Wittgenstein przyznaje się otwarcie, mianowicie do próby zbudowaniu ontologii świata przemycanego w Traktacie pod postacią tez o silnym zabarwieniu metafizycznym (przykładem są próby wypowiedzi na temat wartości absolutnych) czyniąc z całego Traktatu zestaw ćwiczeń, po wykonaniu których należy je porzucić, gdyż poprzez nakierowanie przez autora zwierciadła prześwietlającego jego świadome zamierzenia, okazuję się, że cały Traktat jest zbiorem tez niedorzecznych. Finalne autozniszczenie wynika więc z przyjętych założeń mających na celu zakreślenia granic sensowności języka. Stąd niezwykłość Traktatu, który mimo surowości swoich tez, często przedstawionych w nadzwyczaj skrótowej formie przekraczającej dozwolone granice wyrażania, nie tylko mówi o czymś, lecz jest sam w sobie ilustracją tego o czym mówi. Inną oczywiście kwestią jest to, czy bogatość języka pozostająca w relacji do świata i siebie samego jest rzeczywiście wyznaczona przez taką jego naturę, jaka została tu przedstawiona.
[1] Skrót mTLF6 odsyła do Mapa Traktatu logiczno-filozoficznego Wittgensteina na przykładzie wybranych tez sporządzonej jako dodatek do niniejszej pracy, umożliwiający przyjrzenie się konkretnym tezom traktatu, do których nawiązuję w tej pracy. Cyfra oznacza numer poruszanego wątku wraz z graficznymi ilustracjami tez z Traktatu.
[2] Cytuję za: Glock H.J, Słownik Wittgensteinowski, Wyd. Spacja, Warszawa 2001, s. 209.
[3] Więcej o pojęciu prawdziwości u Wittgensteina, także po odejściu przez niego od koncepcji atomizmu logicznego zob. Glock H.J, Słownik Wittgensteinowski, Wyd. Spacja, Warszawa 2001, s.259.
[4] Wittgenstein L., Tractatus logico-philosophicus, Wyd. PWN, Warszawa 2000, s.23.
Omawiając powyższą kwestię odwzorowania otwarte pozostają pytania o podmiotowe predyspozycje do rzutowania określonych własności na obiekty poznawalne w procesie poznawczym, mimo że własności te są immanentnie zawarte w samych dyspozycjach epistemicznych. Przykładowo można uznać, że relacja kauzalna jest rzeczywistą relacją nie tylko objawiającą się w świecie ujmowanym w kategorie poznawcze (w tym językowe), lecz również przysługuje ona światu samemu w sobie, nie jest zaś nań narzucona w sensie kantowskim na mocy systemu apriorycznych form i kategorii. W takim realistycznym rozumieniu relacji kauzalnej, jej odkrycie jest jedynie formą zauważenia w przyrodzie i przetransponowania do języka i nie wynika ani z apriorycznych struktur naszego umysłu, ani ze zwykłego wyrobienia w sobie przyzwyczajenia do łączenia zjawisk w relację przyczynowo- skutkową. Zauważmy, że problem ten zaciera się w podejściu przednaukowym, gdzie większość naszych przekonań nie jest poddawana pod skalpel operacji sceptycznych.
[5]
Szereg
warunków jakie ma na celu spełnić symbolizm Wittgenstein
formułuje
w tezach 5.01- 5.5352. Więcej na ten temat w kontekście stosowania
symbolizmu
Wittgensteina w naukach formalnych: Rotter K., Idea
nauk formalnych we wczesnej filozofii Ludwiga Wittgensteina,
Wyd. UW, Wrocław 1996.
Bibliografia
Friedlander E., Signs
of Sense:
Reading Wittgenstein Tractatus, Wyd.
Glock
H.J, Słownik Wittgensteinowski,
Wyd. Spacja,
Warszawa 2001.
Hyder D., The
Mechanics of
Meaning: Propositional Content and the Logical Space of Wittgenstein
Tractatus,
Wyd.
Nieli R., Wittgenstein:from
mysticism to ordinary language, Wyd.
Sady W., Wittgenstein. Zycie i
dzieło, Wyd. Daimonion, Lublin 1993.
The Stanford
Encyclopedia of Philosophy, wyd. Stanford University
2006.
Wittgenstein L., Tractatus
logico-philosophicus, Wyd. PWN, Warszawa 2000