"[...] Innym razem wszedł Sokrates do pracowni rzeźbiarza Klejtona i nawiązując z nim rozmowę, zapytał:
- Że piękne są postacie twych biegaczy, atletów, pięściarzy, zapaśników wszechboju, mój Klejtonie, to wiem i sam widzę. Największy ma jednak urok dla oka to, że wyglądają jak żywe: w jaki sposób wypracowujesz to na posągach.
Ponieważ Klejton zaczął się nad tym zastanawiać i przypuszczalnie nieprędko dałby odpowiedź, Sokrates zapytał:
- Może dzięki wiernemu naśladowaniu kształtów żyjących ludzi osiągasz ten efekt, że twoje posągi tchną jeszcze pełniejszym życiem?
- Tak jest w istocie - odrzekł Klejton.
- Zatem odwarzasz momenty wyprostowania i nachylenia, ściśnięcia i rozszerzenia, napięcia i odprężenia, widoczne w różnych postawach ciała, i w ten sposób w swych dziełach zbliżasz się coraz bardziej do prawdy pierwowzorów i osiągasz coraz większe podobieństwo?
- Tak jest naprawdę.
- Czy odtwarzanie psychicznych wzruszeń u przedstawionych w jakiejś akcji postaci nie sprawia szczególnej przyjemności patrzącym?
- Z całą pewnością,
- I dlatego musisz przedstawiać groźne błyski w oczach zawodników i naśladować wyraz promiennej radości na twarzy zwycięzcy?
- Jak najbardziej.
- Rzeźbiarz zatem powinien wewnętrzne wzruszenia wyobrażać w zewnętrznych formach - zakończył Sokrates."
Ksenofont [Wspomnienia o Sokratesie ]
****
"Sokrates: -Naśladownictwo w ogóle, potrafiłbyś mi powiedzieć, co to właściwie jest? Bo ja sam jakoś nie bardzo wiem, co to ma być.
Glaukon: - A to właśnie ja mam wiedzieć- powiada.
- Nic w tym- dodałem - osobliwego; toż nieraz człowiek o krótszym wzroku dojrzy coś prędzej niż ten, co ma wzrok lepszy.
-Jest tak - powiada - Ale w twojej obecności nawet bym próbować nie potrafił wypowiedzieć się, jeżeli mi coś tam świta. Więc patrzaj ty sam. [...]
- Więc weźmy i teraz co bądź spośród wielu przedmiotów. Na przykład, jeśli chcesz, no- jest wiele łóżek i stołów.
- Jakżeby nie?
-Ale idee tylko dwie zostają w związku z tymi sprzętami. Jedna idea łóżka i jedna stołu.
- Tak.
- Nieprawdaż, i zwykliśmy mówić, że wykonawca jednego i drugiego sprzętu ku idei spogląda i tu robi jeden łóżka, a drugi stoły, którymi my się posługujemy, i inne rzeczy tak samo; bo przecież idei samej nie wykonywa żaden z wykonawców. Bo jakże?
- W żaden sposób.
-Ale zobacz no, kogoś takiego czy też nazywasz wykonawcą?
- Jakiego?
- Który wszystko robi, cokolwiek wykonywa każdy z wykonawców.
- To jakiś tęgi mąż, ten, o którym mówisz, i podziwiać go.
- Na razie jeszcze nie, raczej za chwilę tak powiesz. Bo on - ten sam mistrz - nie tylko wszystkie sprzęty wykonać potrafi, on tworzy także wszystko to, co z ziemi wyrasta, i żywe istoty wszystkie wyrabia - między nimi i siebie samego - a oprócz tego ziemię i niebo, i bogów, i wszystko, co w niebie i co w Hadesie, pod ziemią, wszystko to wykonywa. - To wielce podziwu godny i mądry ktoś - powiada.
- Ty nie wierzysz? - dodałem. - A powiedz mi, czy wydaje ci się, że w ogóle nie może istnieć ktoś taki, czy też w pewnym sposobie mógłby istnieć twórca tego wszystkiego, a w innym sposobie nie? Czy nie uważasz, że nawet i ty sam potrafiłbyś wszystkie te rzeczy stworzyć, chociaż tylko w pewien sposób?
- A cóż to za sposób taki? - powiada.
- Nietrudny - ciągnąłem. - To się da zrobić rozmaicie, a prędko. Najszybciej chyba, jeżeli zechcesz wziąć lustro do ręki i obnosić je na wszystkie strony. To zaraz i słońce zrobisz, i to, co na niebie, i zaraz i ziemię, i od razu siebie samego, i inne żywe istoty, i sprzęty, i rośliny, i to wszystko, o czym się w tej chwili mówiło.
- No tak - powiada- tylko ich wyglądy, ale przecież nie te rzeczy istniejące naprawdę.
- Pięknie - powiedziałem - i ty idziesz myślą we właściwym kierunku. Bo ja mam wrażenie, że do takich właśnie wykonawców należy i malarz. Czy nie?
- Jakżeby nie?
- Ale ty powiesz, sądze, że to nie są rzeczy prawdziwe, to, co on robi. Chociaż w pewnym stopniu malarz robi też łóżko. Czy nie?
-No tak- mówi - ale tylko wygląd łóżka, i on też.
- A cóż ten majster od łóżek? Czyżeś przed chwilą nie mówił, że on nie robi samej postaci [idei] - a tylko to jest tym, czym jest łóżko, tak mówimy - on robi pewne łóżko?
- Mówiłem tak.
- Nieprawdaż? Jeżeli nie robi tego, czym ono jest, to nie może robić tego, co istnieje, tylko coś takiego, jak to, co istnieje, choć ono nie istnieje właściwie. A gdyby ktoś powiedział, że dzieło tego, co robi łóżka, albo innego jakiegoś rękodzielnika, istnieje doskonale, to gotowo nie być prawdą?
- Nieprawdaż - powiedział - tak by się przynajmniej wydawało tym, którzy się zajmują rozważaniami tego rodzaju.
- Więc my się wcale nie dziwmy, jeżeli i ono jest czymś niewyraźnym w stosunku do prawdy.
- No, nie.
- A chcesz - dodałem - to poszukajmy tego naśladowcy tych rzeczy, kto to niby jest?
- Jeśli chcesz - powiada.
- Prawda, że te łóżka są jakoś trzy: jedno to, które jest w istocie rzeczy; moglibyśmy może powiedzieć - uważam - że je bóg zrobił. Albo kto inny?
- Nikt inny - myślę.
- A jedno to, które stolarz.
- Tak - powiada.
- A jedno to, które malarz. Czyż nie?
- Niech będzie.
- Więc: malarz, stolarz, bóg. Oto trzej autorzy przełożeni nad trzema postaciami łóżek.
- Tak. Trzej. [...]
-Więc myślę sobie, że bóg, wiedząc to i chcąc być istotnie twórcą łóżka istniejącego istotnie, a nie pewnego łóżka, i nie chcąc być jakimś tam stolarzem, stworzył tamto w egzemplarzu jedynym z natury rzeczy.
- Zdaje się.
- Więc jeżeli chcesz, to nazwijmy go twórcą jego natury albo czymś takim?
- Słusznie - powiada- skoro on przecież stworzył naturę i tego, i wszystkiego innego.
- A cóż stolarz, jak tego nazwać? Czy nie wykonawcą łóżka?
- Tak.
- A czy i malarza nazwiemy jego wykonawcą i twórcą?
- W żaden sposób.
- Więc powiesz, że on jest czym tego łóżka?
- To może - powiada - według mego zdania, najlepiej by go nazwać naśladowcą tego, czego inni są wykonawcami.
- No dobrze, więc autora trzeciego z kolei utworu, licząc od natury rzeczy, nazywasz naśladowcą?
- Tak jest - powiada.
- Więc tym samym będzie i autor tragedii, jeżeli jest naśladowcą, on będzie kimś trzecim z natury, licząc od króla i od prawdy, i wszyscy inni naśladowcy tak samo.
- Gotowo tak być.
- Więc co do naśladowcy zgoda między nami. A o malarzu powiedz mi taką rzecz. Jak ty uważasz, czy on próbuje naśladować każdy z tamtych przedmiotów samych, z tych, co są w naturze rzeczy, czy też on naśladuje dzieła wykonawców?
- Dzieła wykonawców - powiada.
- Czy tak, jak są, czy tak, jak wyglądają. Jeszcze i to rozgranicz.
- Jak ty to myślisz? - powiada. [...]
-Do czego zmierza malarstwo w każdym wypadku? Czy do rzeczywistości, żeby naśladować ją samą, jaka ona jest, czy też do wyglądu - jaka ona się przedstawia? Malarstwo jest naśladowaniem widoku czy naśladowanie prawdy?
- Widoku - powiedział.
- Więc sztuka naśladująca jest daleka od prawdy i zdaje się dlatego odrabia wszystko, że w każdym przypadku mało prawdy dotyka, a jeżeli już - to widziadła tylko. Na przykład malarz, powiemy, wymaluje nam i szewca, i cieślę, i innych rzemieślników, a nie rozumie się na żadnej z tych umiejętności. A jednak dzieci i głupszych ludzi potrafi w błąd wprowadzić, jeżeli będzie dobrym malarzem; bo gdy wymaluje cieślę, pokaże to z daleka i będzie się wydawało, że to cieśla prawdziwy.
[...]
- W każdym zakresie są jakoś te trzy umiejętności: ta, która się będzie czymś posługiwała, ta, która coś wykona, i ta, która będzie naśladowała?
-Tak.
[...]
- A naśladowca, czy z posługiwania się zaczerpnie wiedzy o tych rzeczach, które maluje, czy one są piękne i słuszne, czy nie, czy też będzie miał mniemanie słuszne, dlatego że z konieczności obcował z tym, który wie, i dostawał polecenia, co i jak ma malować?
- Ani jedno, ani drugie.
- Zatem naśladowca ani wiedzieć nie będzie o tych rzeczach, które naśladuje, ani słusznie mniemać, czy one są piękne, czy liche.
- Zdaje się, że nie.
- A to on musi być sympatyczny w robocie taki naśladowca, jeżeli chodzi o inteligentny stosunek do tego, co robi.
- Nie bardzo.
- A jednak mimo to będzie naśladował, nie wiedząc w każdym wypadku, o ile to złe albo coś warte. Tylko zdaje się, że tak, jak się coś wydaje piękne szerokim kołom, które nic nie wiedzą, tak on będzie naśladował.
- Cóż innego?
- Więc tośmy już, zdaje się, należycie uzgodnili, że naśladowca nie wie nic godnego uwagi o tym, co naśladuje; naśladownictwo to jest pewna zabawa, a nie zajęcie poważne, a ci, którzy się bawią pisaniem tragedyj w jambach i heksametrach, wszyscy są naśladowcami w najwyższym stopniu.
- Tak jest.
- Na Zeusa - powiedziałem - więc to naśladownictwo jest jakoś jakby czymś trzecim z rzędu w stosunku do prawdy? Czy nie?
- Tak.
- A na który pierwiastek człowieka ono działa? Z taką siłą, którą posiada?
- Ty o którym pierwiastku mówisz?
- O takim. Jedna i ta sama wielkość, widziana z bliska i z daleka, nie wydaje się jednaka.
- No nie.
- I jedno, i to samo wydaje się i złamane, i proste, zależnie od tego, czy się to widzi w wodzie, czy poza wodą, i wklęsłe, i wypukłe. To dlatego, że barwy wzrok w błąd wprowadzają i stąd to całe jakieś widoczne pomieszanie w naszej duszy i niepewność. Na ten stan naszej natury czyha malarstwo, nie ustępujac niczym zabiegom czarodziejskim. To samo robi sztuka magików i wiele innych tego rodzaju zmyślnych sposobów.
- To prawda.
- [...] ja to chciałem przedyskutować i uzgodnić i dlatego mówiłem, że malarstwo i w ogóle naśladownictwo, jak z jednej strony wykonywa swoją robotę, stojąc z daleka od prawdy, tak z drugiej strony zwraca się i obcuje z tym naszym pierwiastkiem, który jest daleki od rozumu, spoufala się z nim i zaprzyjaźnia, a z tego nie wychodzi nic zdrowego o nic prawdziwego.
- Ze wszech miar - powiada.
- Więc naśladowcza sztuka - sama licha - z lichym pierwiastkiem obcuje i lichotę rodzi.
- Zdaje się.
- A czy tylko ta - dodałem - która na wzrok działa, czy też i ta, co na słuch, a my ją nazywamy poezją?
- Zdaje się - powiedział - że i ta. [...]"
Platon [Państwo ]
"[...] Ten, kto aż dotąd zaszedł w szkole Erosa, kolejne stopnie piękna prawdziwie oglądając, ten już do końca drogi miłości dobiega. I nagle mu się cud odsłania; piekno samo w sobie, ono samo w swojej istocie. Otwiera się przed nim to, do czego szły wszystkie jego trudy poprzednie; on ogląda piękno wieczne, które nie powstaje i nie ginie, i nie rozwija się, ani nie więdnie, ani nie jest z jednej strony piękne, a z drugiej szpetne, ani raz tylko takie, a drugi raz odmienne, ani takie w porównaniu z czymkolwiek, a z czym innym inne, ani też dla jednego piękne, a dla drugiego szpetne. - I nie ukaże mu się piękno niby twarz albo ręce jakie, lub jakakolwiek cząstka cielesna, ani jako słowo, ni wiedza jakakolwiek, ani jako cecha jakiegoś, powiedzmy stworzenia, ni ziemi, ni nieba, ani czegokolwiek innego, tylko piękno samo w sobie niezmienne i wieczne, a wszystkie inne przedmioty piękne uczestniczą w nim jakoś w ten sposób, że podczas gdy same powstają i giną, ono ani się pełniejszym nie staje, ani uboższym, ani go żadna w ogóle zmiana nie dotyka.
Więc, kto od kochania chłopców zaczął, jak należy, a wznosząc się ciągle wyżej, już to piękno oglądać zaczyna, ten stanął prawie u szczytu. Bo tędy biegnie naturalna droga miłości, czy ktoś sam po niej idzie, czy go kto drugi prowadzi: od takich pięknych ciał z początku ciągle się człowiek ku temu pięknu wznosi, jakby po szczeblach wstępował: od jednego do dwóch, a od dwóch do wszystkich pięknych ciał, a od ciał pięknych do pięknych postępków, a od postępków do nauk pięknych, a od nauk aż do tej nauki na końcu, która już nie o jednym pięknie mówi, ale człowiekowi daje owo piękno samo w sobie; tak że człowiek dopiero przy końcu istotę piękna poznaje. na tym szczeblu [...] dopiero życie jest coś warte [jeśli w ogóle warte]; wtedy gdy człowiek piękno samo w sobie ogląda. "
Platon [Uczta ]
****
****
"Nie tylko filozofia, ale też sztuki piękne zmierzają w gruncie rzeczy do rozwiązania zagadki bytu. Albowiem w każdym duchu, który choć raz oddał się rozważaniom nad światem, rodzi się dążenie do uchwycenia prawdziwej istoty rzeczy, życia, bytu, nawet jeśli jest głęboko ukryte i nieświadome. Tylko ta sprawa bowiem interesuje umysł jako taki, tj. uwolniony od celów woli, czysty podmiot poznania, tak jak podmiot, który poznaje tylko jako jednostka, interesują wyłącznie cele woli. – Dlatego efektem każdego czysto obiektywnego ujęcia rzeczy, a więc także ujęcia ich przez sztukę, jest jeszcze jeden wyraz istoty życia i bytu, jeszcze jedna odpowiedź na pytanie: „Czym jest życie?” (…) Każde dzieło sztuki stara się więc pokazać życie i rzeczy tak, jakie są naprawdę, choć nie każdy potrafi je w ten sposób uchwycić, gdyż patrzy przez mgłę przypadków obiektywnych i subiektywnych. Sztuka rozprasza tę mgłę. Wiadomo powszechnie, że w dziełach poetów, plastyków i w ogóle artystów, którzy coś ukazują, kryją się skarby głębokiej mądrości, a to dlatego, że przemawia przez nie prawda samej natury rzeczy, a one tłumaczą ją tylko przez uwyraźnienie i czystsze powtórzenie. Ale dlatego każdy, kto czyta wiersz lub ogląda dzieło sztuki, musi sam przyczynić się do wydobycia na jaw tej mądrości; pojmuje z niej więc tyle tylko, na ile pozwalają jego zdolności i wykształcenie – jak żeglarz, który swą sondę zapuszcza tak głęboko, na ile pozwala jej długość. Przed obrazem każdy powinien stać jak przed władcą, czekając, czy i jak się on do niego odezwie, ale pierwszemu odezwać się do niego nie wolno, tak jak do władcy, bo wtedy usłyszy się tylko siebie samego. "
Arthur
Schopenhauer [Świat
jako wola i przedstawienie ]
****
CDN