ZAPISKI Z BŁĘKITNYCH RUIN.

Kajetan Młynarski

 

 

 
 

W ŚWIECIE PRZEKONAŃ

 

 

„Pod szerokim niebem zbudował jego sklepienie, pomimo użycia najlepszych materiałów wciąż coś było nie tak”.

 

 


nie tylko teorie

 

264. Teorie prawdy zawarte w uczonych książkach nie są powszechnie znane i nie wszyscy ludzie są [zawodowymi] filozofami. Ale przecież prawda jest podstawą życia każdego człowieka. Uczeni mędrcy tworzą swoje teorie a ci, którzy nie poświęcają temu czasu swojego życia nabywają przecież przeświadczenia, że prawda jest czymś ważnym. Także każda władza przystraja prawdę w dostojne szaty i nakazuje jej cześć zgoła obcą [zbędną] jej samej. Dość powiedzieć „prawda to nic ważnego nadzwyczajnego”, aby poczuć, o czym tu mowa. Czyż takie słowa nie brzmią wprost „niemoralnie”? Tak więc oprócz specjalistycznych teorii prawdy istnieją też pewne przekonania. Te przekonania są często gruntem, na którym wyrastają teorie, a te skoro się pojawią, oddziaływają jakoś na [potoczne] przeświadczenia. Przekonania są tym, co ma w każdej sytuacji zasadnicze znaczenie. Człowiek żyje [egzystuje] dla siebie w takim świecie, o jakiego istnieniu jest przekonany. Jego przekonania [o ile pozostaje w ich mocy] decydują także, czym jest dla niego prawda. Dlatego dzieje przekonań dotyczących prawdy są ważniejsze dla zrozumienia jej współczesnej sytuacji niż dzieje „oficjalnych” teorii. Wszak żyjemy w potoczności i ona jest miejscem tworzenia także dowolnie wyrafinowanych teorii. Jednak o ile teorie znajdują swój bezpośredni wyraz w piśmiennictwie, o tyle potoczne przekonania zwykle traktowane są jako zbyt mało ważne, aby je pieczołowicie rozpatrywać i starannie przechować. Niekiedy bywają czymś niejako wstydliwym, właśnie przez swoją „pospolitość”. Dlatego badanie historii przeświadczeń jest trudnym zadaniem, wymagałoby ono rozległej erudycji historycznej i pracy hermeneutycznej. Z drugiej strony uczone teorie prawdy także wyrażają przekonania stojące u ich podstaw. Dlatego mówiłem najpierw o tych teoriach.

265. Nie wszystko, co się mówi [o prawdzie] jest wyrazem przytomności albo przekonań. Często nie mamy ani faktycznego rozpoznania spraw ani nie żywimy w danej materii przeświadczeń, a jednak mówimy, mówimy, ponieważ jesteśmy przekonani, że coś powiedzieć trzeba, jesteśmy jakoś zobligowani. Taką obligacją może być pożądanie osiągnięcia jakiegoś celu; uwolnienia się od pytającego, pokonania przeciwnika w dyskusji, pożądanie zobligowania siebie czy kogoś innego. To są pewne zastosowania wypowiedzi [opowieści] o prawdzie. Żyjąc spotykamy także i je.

266. Przekonania i wypowiedzi czasów minionych mogą być trudno dostępne, ale przyjrzenie się kilku poglądom współczesnym nie nastręcza przecież wielkiego kłopotu. Wykładając filozofię przez kilka lat prosiłem uczestników zajęć o sformułowanie krótkich wypowiedzi dotyczących prawdy. Moi słuchacze nie dysponowali jeszcze erudycją filozoficzną a ja nie prosiłem o uczone definicje, ale raczej o opis skojarzeń czy wyrażenie poglądów. Wypowiedzi mogły być sygnowane bądź anonimowe i nie były obowiązkowe. Około 60 % proszonych czyniło zadość mojej prośbie. W ten sposób zgromadziłem materiał obejmujący mniej więcej 800 krótkich tekstów. Pomiędzy nimi było wiele bardzo do siebie zbliżonych. Były też rzadkie, sformułowane przez jedną lub kilka tylko osób jednak w czasie dyskusji okazywało się, że wyrażają one poglądy żywione nieomal powszechnie. Należą tu przede wszystkim takie poglądy i doświadczenia, których wyrażenie explicite wymaga znacznej odwagi wewnętrznej i przytomności. Poniżej przytaczam tekst dwunastu wypowiedzi, wyrażających pewne potoczne przekonania i doświadczenia. Wszystkie one są częste, chociaż nie zawsze częste jest ich formułowanie. Teksty przytaczam w takiej wersji ortograficznej i gramatycznej w jakiej do mnie dotarły.

     I. Prawda to jest coś co dzieje się obiektywnie w świecie bez naszego zdania na ten temat i bez naszej subiektywnej i wąskiej jej interpretacji. Taka prawda istnieje, ale my robimy z nią co chcemy na własny użytek.

        II. Prawda: kole w oczy, bardziej prawdziwa jest od niej nieprawda, na dobrą sprawę prawda nie istnieje.

       III. Prawda nie istnieje, w każdym razie nie w pojęciu ogólnym obowiązującym wszystkich. Jeżeli prawda to: jednostkowa, subiektywna. Jest kreowana przez każdą osobę oddzielnie i tylko do niej się odnosi. Prawda człowieka stanowi jego świat i jeżeli chcemy zrozumieć istotę ludzką to tylko z perspektywy jej prawdy, którą kształtuje właściwie wszystko począwszy od miejsca narodzin, wychowania, zdarzeń, okoliczności.

      IV. Prawda. Imperatyw kategoryczny, coś do czego się dąży, sens egzystencji. Podobno w winie jest prawda? Prawdą jest, że wiem iż nic nie wiem.

      V. Prawda to pojęcie względne – na ogół ludzie zachowują się adekwatnie do tego co myślą a nie do tego co jest naprawdę.

      VI. Jedna z możliwych wartości logicznych. Wielu znalazło prawdę i co dziwne za każdym razem była inna. Prawda jest taka, że jak długo by o niej myśleć to i tak w końcu trzeba będzie zajrzeć do garnka.

      VII. Prawda: szczerość, autentyczność.

      VIII. Prawda – przeważający argument [stanowiący przeciwwagę dla innych argumentów]. Prawda – subiektywne pojęcie.

     IX. Prawda, może to coś ważnego ale można żyć kompletnie się prawdą nie przejmując. Może to coś najlepszego i jednocześnie najgorszego z czym można mieć do czynienia. Może to wszystko co nie jest kłamstwem.

      X. Prawdy obiektywnej z pewnością nie ma. Prawda jest potrzebna, ja osobiście bardzo jej potrzebuję.

      XI. Prawda to coś wspaniałego, ale trudno ją mówić, znacznie łatwiej jest kłamać żeby się nie narazić. Zawsze kłamię.

      XII. Prawda jest zjawiskiem naturalnym wpisanym w egzystencję człowieka. Prawda bywa często bolesna.

267. Oczywiście różne przekonania dotyczące prawdy są mi znane także i przede wszystkim z mojego własnego, codziennego doświadczenia.

 

 

kojąca i bolesna

 

268. Na początek przyjrzyjmy się wątkowi „prawdy bolesnej”. Jakkolwiek pojawia się on tylko w około 10 % wypowiedzi to jednak w trakcie dyskusji niemal wszyscy jej uczestnicy uznawali ten pogląd za swój: prawda może być bolesna. Niektórzy byli nawet zdania, że bolesność stanowi rodzaj kryterium prawdy [zetknąłem się z paroma takimi przypadkami]. Przecież nawet przysłowie powiada: „prawda w oczy kole”. Pojawienie się przysłowia i to powszechnie znanego jest wyraźnym świadectwem doświadczenia bolesności prawdy. Ktoś ujął to wyjątkowo radykalnie: ból jest jedyną prawdą.

269. Trzeba wyraźnie powiedzieć, że pogląd ten jest najzwyczajniej błędny, prawda nie kole w oczy, lecz je otwiera, do jej bowiem istoty należy to, iż jej poznanie, dostrzeżenie, stanowi katharsis; oczyszczenie i wyzwolenie zarazem, uwolnienie od błędu [fałszu]. Zresztą to także rzecz znana i znajdująca swój wyraz w niektórych wypowiedziach. Jednak pogląd o bolesności prawdy przecież się pojawia, a nawet jest, w różnym nasileniu, powszechny. W takim razie spróbujmy dokładniej go rozpatrzyć nie poprzestając na samym prostym stwierdzeniu jego błędności. Jakkolwiek bowiem nie byłby błędny, odpowiada mu przecież pewne bezpośrednie doświadczenie egzystencjalne, doświadczenie, które niejednokrotnie bywało i moim udziałem. Oznacza to, że mamy do czynienia z fałszem zwartym w pewnej sytuacji, sytuacji fundującej bolesność prawdy i sprzyjającej rozpowszechnieniu przekonań o jej bolesności.

270. Wyobraźmy sobie, świat, w którym ustanowiono, iż aby móc zaspokajać jakieś naturalne potrzeby życiowe [społeczne, fizjologiczne, itp.] np. aby móc zasługiwać na minimalny choćby szacunek, trzeba należeć koniecznie do Klubu Ludzi Prostych i Wysokich. Wyobraźmy sobie dalej, że w naszym świecie żyje pewien garbus nikczemnego wzrostu mający jednak wuja pełniącego funkcję prezesa Klubu. Nasza znajomość spraw tego świata podpowiada nam już, co będzie dalej: oto garbus staje się członkiem Klubu [być może honorowym] i za tę cenę [oszustwa] otrzymać może to, co dla każdego człowieka konieczne niezależnie od tego jak on prosty czy wysoki. Pewnego dnia, w czasie przerwy w obradach klubowych, podchodzi do naszego bohatera jego polityczny przeciwnik i klepiąc go czule po plecach powiada: „ale prości to my nie jesteśmy”, a po chwili dodaje „co, prawda w oczy kole, nieprawdaż?”. Garbus czuje lęk, jest egzystencjalnie zagrożony, a jeżeli [co w jego sytuacji daje się zrozumieć] rzeczywiście wmówił sobie, że jest prosty i wysoki, to czuje także ból, ból i nienawiść, która musi być powstrzymana, lecz bądźmy pewni, znajdzie swoje ujście [np. w rewolucji ustanawiającej klub Niskich Garbusów]. Oczywiście znajdujemy się na terenie sytuacji rodzących emocje resentymentalne, to sytuacje ograniczenia wolności. Tak przysłowie ‘prawda w oczy kole’ jest prawdziwe, ale w ramach sytuacji, która sama jest fałszywa, jest przeciwludzkie. Aby doświadczyć bolesności, a nawet nieznośności prawdy, trzeba samemu w tej sytuacji uczestniczyć, samemu przyjąć przekonanie, że np. jest się „dobrym człowiekiem” [cokolwiek miałoby to znaczyć] czy „kompetentnym profesorem” albo „młodym geniuszem”, bo w przeciwnym przypadku nie ma się prawa do czegoś, co do życia, najnaturalniej należy. W krańcowym przypadku nie ma się prawa do życia [jak widzimy w takiej sytuacji życie staje się przedmiotem prawa]. Jeżeli presja środowiska jest odpowiednio wielka to prawie nikt nie może się jej oprzeć w młodości i niewielu zdoła ją przekroczyć dorósłszy.

271. Powszechność poglądu o bolesności prawdy jest wskaźnikiem rozpowszechnienia, rozległości opisanej sytuacji. Dlatego badania tej powszechności mają duże znaczenie pokazując nam gdzie żyjemy.

272. Bolesność jest kryterium fałszu. Nawet, jeżeli to, co mówimy jest literalnie prawdziwe, to wskazuje ona, iż prawda nie została przekazana  i faktycznie powiedzieliśmy fałsz, który wyraża ślepotę, uwikłanie. Prawda, którą można powiedzieć garbusowi z naszego przykładu brzmi: „nie musisz być prosty i wysoki żeby żyć, ale uczyniono z tego [fałszywą] zasadę i dlatego chcąc żyć trzeba tu być uznanym za postawnego”.

 

takie sobie pojęcie

 

273. Niejednokrotnie wypowiedzi dotyczące prawdy zaczynają się od słów „Pojęcie prawdy…”. To nieomal standard nie tylko w wypowiedziach studentów, ale i w tekstach fachowych, w których częściej spotykamy rozważania dotyczące pojęć czy terminów niż wyrażające jej doświadczenie. Tym niemniej, choć na pojęcia prawdy może się znaleźć miejsce w naszym życiu, to nie są one przecież [całą] prawdą, bez której nie ma [prawdziwego] życia. W ogóle zrozumienie, że można mówić o prawdzie, często nastręcza znaczne trudności, a pokazanie, że prawda nie ogranicza się do „teorii” [epistemologii] wydaje się w ogóle niepojęte i wymaga długiego wykładu. Prowadząc zajęcia ze studentami filozofii znaczne trudności napotykam nie przy omawianiu wyrafinowanych konstrukcji pojęciowych, ale np. w przypadku fragmentu „Tez o Feuerbachu” Karola Marksa, w którym powiada on, że przedmiotowej prawdziwości myślenia dowodzi się w praktyce [działaniu]. Tym co trudne nie jest koncepcja szczególnego działania [praktyki] u Marksa, ale w ogóle sama możliwość dowodzenia czegoś przez działanie, życie, egzystencję. Tak więc vox populi [w tym także do niedawna i mój] utożsamia prawdę z pojęciem, a pojęciami przecież nie każdy ma ochotę się zajmować. Zresztą zajmowanie się pojęciami „niczego konkretnego przecież nie daje” jak głosi inny pogląd często znajdujący odzwierciedlenie w zebranych wypowiedziach. To także jest wyraz egzystowania w sytuacji, w której [w jakiejś mierze] o prawdzie się czasem mówi, ale się jej nie praktykuje. Oczywiście jest ona wtedy pojęciem [i to „abstrakcyjnym”], czymś, co jest uznanym przedmiotem [zwłaszcza „akademickich”] rozważań, ale czego uświadomione doświadczenie nie jest dostępne. Nie jest „oficjalnie” doświadczane jako cenne [zasadnicze]. Przecież jasne : prawda to coś, co się, co najwyżej mówi, należy do języka a właściwie gadania. Stopień utożsamienia prawdy z pojęciem jest skorelowany ze stopniem egzystencjalnego odcięcia od prawdy w danej kulturze, warto go znać i znać jego znaczenie. Bardzo dobitnie wyraża je zdanie: „najpierw trzeba mieć [czegoś] pojęcie a dopiero potem można to realizować, czynić”.

 

atak i obrona

 

274. Najczęściej spotykane sformułowanie poglądów naprawdę rozpoczyna się od zdania „Prawda jest pojęciem względnym” lub „prawda jest względna” albo równoważnego [przykładowe wypowiedzi: 3, 5, 8]. Następnie dowiadujemy się, iż oznacza to, że nie istnieje prawda „obiektywna”, „absolutna” czy „powszechnie wiążąca”, ale każdy ma jakąś „swoją prawdę”, która nie może sobie rościć pretensji do żadnej [prawie żadnej] ogólności czy wagi, ona nie obowiązuje innych. Zauważmy od razu: mamy tu do czynienia ze strategią obronno-zaczepną, a nacisk kładziony jest na obowiązywanie prawdy. Znajdujemy się zatem nie na terenie jakichś teorii prawdy lecz na terenie władzy i tego rodzaju teorie są podporządkowane jej sprawom. Są to narzędzia walki  o nią lub służące do obrony przed nią. Dlatego wszelkie rozważania merytoryczne dotyczące samej prawdy są tu bez istotnego znaczenia ponieważ de facto nie idzie o prawdę lecz o szeroko rozumianą władzę. Dlatego też nie podejmuję tu wątku merytorycznych rozważań nad „relatywnością prawdy”. Cokolwiek sformułowanie to mogłoby oznaczać nie jest ono bynajmniej trudne do zrozumienia, jeżeli tylko nie jest uwikłane w ukryty konflikt zupełnie innego rodzaju. Źródłową sytuacją przekonań o relatywności prawdy jest sytuacja doświadczenia ‘prawdy’ jako narzędzia władzy. Zgodnie z tym doświadczeniem ‘prawda absolutna’ byłaby jakąś formułą całkowicie obowiązującą wszystkich bez względu na to czy im się to podoba czy nie. To obraz terroru absolutnego; gdyby jakiś polityk, nauczyciel czy teoretyk mógł powiedzieć ‘to prawda bezwzględna’ to miałby on legitymację władzy absolutnej: nikt nie mógłby [nie miałby prawa] myśleć czy postępować inaczej. Także i przede wszystkim dotyczy to władzy, jaką możemy sprawować nad sobą. Dysponując „prawdą absolutną” z jednej strony mielibyśmy jednoznacznie i bez wątpliwości wytyczoną drogę postępowania, ale z drugiej każde odstępstwo byłoby [absolutnie] unicestwiające. Jak widać mamy tu pewną pokusę, pokusę zarówno dla polityka, nauczyciela, teoretyka, jak i dla każdego kto chce kogoś [a zwłaszcza siebie] zdominować. Przecież nawet w codziennych rozmowach orzeczenie prawdziwości jest używane dla zobligowania strony przeciwnej [np. wypowiedź 8.]. Sprawa ta jednak jest jednak w pewien sposób ukryta, obowiązuje bowiem sytuacyjny zakaz mówienia o władzy wprost [nb. znacznie ją to wzmacnia]. Teoretycy prawdy sami są w jakiejś mierze uwikłani w grę o władzę. To jedna z przyczyn, dla których dziedzina ta odznacza się obecnie zarówno żywiołowym rozwojem jak i niewielką przejrzystością.

275. Widać, że mamy do czynienia z sytuacją urazu, na względność prawdy powołuje się ktoś, komu mówiono „to prawda”, ale to nie była prawda, lecz on musiał się zgodzić, ponieważ sankcją tej „prawdy” była siła, a nawet gdyby to była prawda, to miała być uznana także ze względu na siłę [a nie na nią samą]. Ten, kto mówi „prawda jest względna” powiada przez to: „nic nie możesz mi narzucić, mam coś swojego” [obrona] lub/i „nic, co powiesz, nie będzie miało dla mnie wiążącego znaczenia, nie masz nic wartościowego” [atak unicestwiający]. Takie poglądy są wyrazem uczestniczenia w sytuacji, w której „kryterium prawdy” stanowi siła [fizyczna, rodzicielska, polityczna, finansowa, przywiązana do stanowiska w hierarchii akademickiej itp.] i dlatego poszukuje się „prawdy” i walczy o nią ponieważ jest ona źródłem mocy [a przynależność do Klubu Ludzi Mocnych jest w tej sytuacji obligatoryjna].

 

tak i nie

 

276. Twierdzenie o relatywności, czyli o faktycznej bezmocy, prawdy współwystępuje jednak z wielkim jej pragnieniem. Prawda jest czymś upragnionym, jest potrzebna i jest czymś wspaniałym [wypowiedzi 7, 10, 11]. Bez prawdy nie da się żyć. Z jednej strony jest ona zakazana, nienawistna [jako możliwe narzędzie władzy, terroru], a z drugiej najbardziej naturalnie pożądana. Mamy do czynienia z sytuacją ambiwalencji: to co upragnione, jest zarazem znienawidzone. Ambiwalencja rodzi rozpacz i niewątpliwie pogląd o „relatywności” prawdy ma znamiona rozwiązania rozpaczliwego: usiłuje ocali ile się da [moją prawdę] i odeprzeć co najgorsze [„prawdę obiektywną”]. Ale ten, kto tak sądzi doświadcza samotności, izolacji i słabości [co skądinąd znakomicie wzmacnia jego sytuację egzystencjalną]. Przeciwieństwo, o którym tu mowa, jest w swojej istocie fałszywe, ponieważ nie mamy do czynienia ze sprzecznością w samej prawdzie, lecz z niezgodnością pomiędzy prawdą a władzą. Krótko mówiąć to, co odrzucane, należy do władzy [powołującej się na „prawdę”] a to, co upragnione, jest prawdą, ale niewielu zdaje sobie z tego sprawę i cicha rozpacz [by użyć określenia Paula Tillicha] nie należy do zjawisk rzadkich.

 

jedyna

 

277. Jeżeli podniosę na wykładzie rękę i zapytam, jaka jest barwa kredy, którą w niej trzymam, to zazwyczaj zalega cisza trwająca tak długo, jak długo jest w stanie wytrzymać jej napięcie najmniej odporny z uczestników zajęć [10-30 sekund]. Jeżeli natomiast powiem: „ta kreda jest biała” to natychmiast podnosi się kilka głosów sprzeciwu nierzadko zaczynających się od słów „a gdyby przyszedł daltonista…”. Oczywiście z jednej strony mamy tu obronę omówionego stanowiska relatywizmu [wiem, że niektórzy uczestnicy zajęć obawiają się po prostu, że jeżeli uznają biel kredy to zaraz, mocą jakiejś „logiki”, każę im uznać coś, na czego uznawanie nie mają najmniejszej ochoty]. Z drugiej strony skutkuje także specyficzne wyobrażenie o „prawdzie absolutnej” zgodnie z którym zdanie „kreda jest biała” miałoby być prawdziwe [obowiązujące] zawsze, dla każdego i w każdej sytuacji. Rzecz jasna ja takiego zdania „absolutnego” nie wypowiadałem, ale ono tak zostało [wielokroć] odebrane. Oznacza to, że jest normą doświadczenie, iż ten, kto „mówi prawdę” rości sobie pretensję, aby była ona obowiązująca [w granicy całkowicie wiążąca]. Co więcej on taką „prawdę” powinien mówić. A jeżeli nie mówi czegoś całkowicie wiążącego, to w ogóle nie mówi nic wartego uwagi. Jednym słowem ma on mówić, jak jest kreda „ostatecznie”, „absolutnie” i nic innego nie ma jakby znaczenia. Zatem prawda „absolutna” jest czymś, czego się żąda [żeby żądanie nie mogło być wykonane] i w imieniu, czego się żąda [żeby musiało być wykonane], a zarazem jest czymś nieosiągalnym [fakt], jakby ukrytym, jest obietnicą i groźbą nieograniczonej mocy. Pragnienie „prawdy absolutnej” jest po prostu formą pożądania całkowitej mocy pojawiającego się w sytuacji, w której moc [siła] decyduje o tym, co ważne [np. o „prawdziwości”]. Dlatego sama koncepcja „prawdy ostatecznej” może zostać poddana krytyce dopiero po przekroczeniu sytuacji, o której mowa. Wtedy możemy zobaczyć jej granice i niemerytoryczność jej uroszczeń. Zauważmy jeszcze: obraz świata zgodny z koncepcją prawdy ostatecznej jest niezwykle zdegradowany w stosunku do samego świata, kreda jest zawsze i tylko np. biała a w świetle zachodzącego słońca, co najwyżej „wydaje się” czerwona. W sytuacji absolutyzowania prawdy proste i zwyczajne zdanie „kreda jest biała” staje się bezwartościowe, a więc i cała rzeczywistość naszego życia pozbawiona zostaje doniosłości. To się nazywa utratą swojego świata [dla siebie].

 

zawsze kłamiąc

 

278. Wśród przytoczonych wypowiedzi szczególnym dramatyzmem odznacza się oznaczona numerem jedenastym. „Zawsze kłamię” – to nie jest antynomia logiczna, to jest zdanie prawdziwe dobitnie wyrażające egzystencjalne doświadczenie autora tej wypowiedzi. To zachęta do przyjrzenia się sytuacji, w której „łatwiej kłamać, choć prawda jest czymś wspaniałym”. Oczywiście to sytuacja, w której prawda jest zakazana jako taka, w której nie chodzi o prawdę. Sytuacja, co najmniej ignorowania prawdy, o ile nie nakazu kłamstwa. Mówiąc „sytuacja ignorowania prawdy” mam na myśli stan, w którym prawda obowiązuje nie własną mocą, ale ze względu na coś innego, odróżniającego się od niej [wtedy właśnie pojawia się doświadczenie relatywizacji]. Poglądy obowiązują nie dlatego, że są prawdziwe, ale dlatego, że mają obowiązywać i za owym ‘mają’ stoi [przemożna] siła. To może powodować uraz w stosunku nawet do tych poglądów, które są bezpośrednio [literalnie] prawdziwe, ale doświadczane przede wszystkim jako narzucone. Tak pojawia się coś, co najtrafniej można określić jako nienawiść prawdy [skoro zostaje ona utożsamiona z tym, co wbrew nam nakazywane]. Ale sama sytuacja nie jest naszą sytuacją, o ile w niej nie uczestniczymy, tzn. o ile sami nie jesteśmy przeświadczeni o jej prawdziwości uczestnicząc tym samym w jej fałszu. Wolę kłamać wtedy gdy sądzę, że kłamstwo zapewni mi coś, co jest naprawdę potrzebne, że kłamiąc mogę uzyskać coś prawdziwego, a inaczej nie. Ktoś uczestniczący np. w fałszywej kampanii propagandowej może uzyskiwać w ten sposób środki niezbędne do życia i może być przeświadczony, że nie ma innej możliwości. To właśnie pewna cena płacona za kłamstwo: ograniczenie świadomości, a ograniczenie świadomości samo stanowi istotę uwikłania we wszelkie sytuacje zniewalające. Zatem ten, kto woli kłamać ulega pokusie lub/i groźbie, a uległszy przestaje widzieć [cały] stan rzeczy. Wyjście jest tylko jedno: trzeba widzieć sytuację w jej granicach, widzieć ograniczenia tych, którzy ograniczają, ponieważ oni, w co najmniej równym stopniu są ograniczeni i choćby o tym nie wiedzieli pragną wolności [prawdy], choć sądzą [fałszywie], że mogłaby ona ich unicestwić. Przyjrzyjmy się temu dokładniej: jeżeli np. wykładowca wywiera presję na studentów żądając deklarowania poglądów zgodnych z jego własnymi to używa on siły związanej ze stanowiskiem do oszukiwania samego siebie. Taki wykładowca niczego się nie dowie od swoich studentów, a oni oczywiście będą woleli kłamać [w przeświadczeniu, że inaczej nie ukończą studiów]. Obie strony uczestniczą tu w podtrzymywaniu sytuacji. Wyjście może zapoczątkować ten, kto jest w stanie pokazać drugiej stronie, że fałsz nie jest konieczny [do życia] i możliwe jest osiąganie prawdziwych korzyści. Chociaż mogą one być mniejsze od obiecywanych przez fałszywą sytuację to jednak będą właśnie prawdziwe [rzeczywiste]. Oczywiście trzeba pamiętać, że jak istnieją „wymagający” wykładowcy, tak istnieją „potakujący” studenci [sprawujący w ten sposób ukrytą władzę nad tymi, którzy ulegną pokusie]. Od ludzi tego rodzaju niczego nie można się dowiedzieć a przestawanie z nimi sprawia, że zaczynamy woleć kłamać. Co dotyczy innych ludzi dotyczy także instytucji, przede wszystkim dotyczy nas samych.

 

potoczne i uczone

 

279. Jak widać potoczne poglądy dotyczące prawdy odsłaniają pewne problemy naszej sytuacji i same bywają problemami : źródłami „kłopotów” [np. rozpaczy]. Naturalne wydaje się pytanie: jak w takim razie zmienić sytuację? Jakie dekrety ustanowić, jakie poglądy i postawy zwalczać? Otóż pytania tego rodzaju wydają się naturalne tylko w ramach sytuacji. Rozwiązaniem jest po prostu nie uczestniczenie w sytuacjach, wszystkie one czerpią swoją siłę tylko z siły [zaangażowania] ich uczestników. Zatem po pierwsze dobrze jest nie wchodzić w sytuacje, w których nie możemy być szczerzy i autentyczni [wypowiedź 7] co nigdy nie jest bolesne [jeżeli nie ma fałszu]. Dobrze jest także umieć rozpoznawać fałsz obietnic i gróźb egzystencjalnych [np. fałszywy szacunek daje fałszywe zadowolenie]. Jeżeli następuje atak to trzeba się bronić, wprost. Możliwą formą obrony jest uprzytomnienie przeciwnikowi jego więzów, uwolnienie go, ponieważ wolny nie jest zainteresowany niewoleniem nikogo. Dobrze jest widzieć, że prawda jest siłą rzeczywiście przemożną i dlatego właśnie władza uprzedmiotowiająca śmiertelnie się jej obawia i przedstawia ją jako coś ukrytego [ugruntowując legendę o prawdzie absolutnej, której sama gorączkowo poszukuje]. Użyłem słowa „władza”, nie chodzi mi tylko o dowolnie szeroko pojętą władzę zewnętrzną, ale przede wszystkim o nas samych. Każdy jest dla siebie pierwszym władcą i bywa skłonny zarządzać sobą jakby był narzędziem do jakiegoś celu [np. przyjemności]. Tę sytuację wewnętrzną dobrze opuścić jak najszybciej.

280. Jeżeli tylko potrafimy powiedzieć prawdę i widzimy ją to jesteśmy niepowstrzymani [przez uwikłania sytuacyjne], ale nie może to być „prawda” naszych sytuacyjnych przekonań. Pomimo, iż poprzednie zdanie zawiera słowa uważane za podniosłe, chodzi o coś zupełnie zwykłego, zwyczajnego jak zdanie „kreda jest biała”. Naprawdę nie ma problemu.

281. Język ma tyle mocy ile udzielimy, tyle wagi ile uważności, jest narzędziem pielęgnowania bądź ograniczania świadomości [wolności].

282. Kiedy sprawy prawdy stają się dla kogoś niezwykle ważne, kiedy domagają się rozwiązania, zaczyna on poświęcać im swój czas. Daje wyraz swoim przekonaniom i przekracza je uświadamiając sobie ich miejsce, albo rozbudowuje w pożądanym kierunku. W ten sposób powstają pewne teorie prawdy. Budowane są także bez wielkiego zaangażowania bezpośredniego, mamy przecież grupę ludzi zajmujących się tym zawodowo. Jedni pielęgnują przytomność i dlatego mogą tak pracować, a inni zajmują się tym, żeby móc pozostać w „zawodzie”, dla niektórych z nich „zawód” staje się dziedziną konkurencji, walki o ważne miejsce, trzeba zrobić coś „nowego”, powinno się prześcignąć lub pokonać przeciwników. Także i w ten sposób powstają ogólne opisy prawdy kształtujące z czasem także potoczne przekonania.

 





Wkrótce cykl kolejnych  tez Zapisków
Zapraszamy!