ZAPISKI Z BŁĘKITNYCH RUIN.
zwycięstwo i klęska
51.
Liść
umożliwia rozróżnianie, liść umożliwia przeciwstawienie
[tego co rozróżnione],
liść umożliwia także zanegowanie [tego co przeciwstawione]. Zwycięstwo
może
zostać ogłoszone przed walką, a wtedy przeciwnik traci prawo
zarówno do niej
jak i do samego bytu [prawdy].
52. Jest jesień i liść jest czerwony, patrząc na niego możemy powiedzieć: on [teraz] nie jest zielony. W ten sposób krótko wyrażamy fragment jego [naturalnej] opowieści.
53.
Ten sposób
mówienia, wyrażania, przekazywania informacji, jest
efektywny w uniwersach
skończonych i policzalnych. Istotnie łatwo pokazać, że
informacja
przekazywana w uniwersach pozaskończonych [lub otwartych, tj.
nieokreślonej
mocy] przez komunikat „to nie jest to” jest
nieokreślona, a więc, zgodnie ze
zwykłą intuicją, nie przekazuje on [określonej] informacji. Weźmy jakiś
zbiór
skończony i policzalny, np. zbiór palców jednej
ręki. Komunikat „nie kciuk”
jest równoważny komunikatowi „wskazujący, wielki,
serdeczny, mały”. Informacja
przenoszona [przy odpowiednich założeniach] przez ten komunikat jest
równa –lg2 4/5. Weźmy teraz zbiór policzalny lecz
nieskończony. Niech komunikatem będzie „nie trzeci element
tego zbioru”.
Pokazuje on informację równą – lg2 alef 0 - 1/alef 0 = -lg2 alef
0/alef 0,
otrzymujemy więc symbol nieoznaczony, informacja nie jest
równa zeru, lecz w
ogóle nieokreślona. Zdanie, z którym mamy tu do
czynienia nie umożliwia wyboru
żadnego konkretnego obiektu. Przekazuje ono informację jeżeli nasze
uniwersum
podzielimy na skończoną liczbę podzbiorów, na np.
podzbiór zawierający [tylko]
element trzeci i, zdefiniowany osobno, podzbiór zawierający
pozostałe elementy.
Nasz zbiór staje się wtedy faktycznie dwuelementowy i możemy
przekazać jeden
bit informacji. Może się wydawać, że zdanie [nieograniczenie] negujące
przekazuje po prostu pewną informację, jest to jednak tylko złudzenie,
któremu
możemy nadać wagę domykając nasz obraz świata, dzieląc go na
„to” i „nie to” i
„nic poza tym”. To właśnie jest cecha
komunikatów stosujących negację, samo ich
użycie czyni sytuację [w której mają być efektywne]
domkniętą. Domkniętą w
określony przez warunki ich efektywności sposób, a więc ona
nie może być
otwarta, ona musi być ograniczona.
54. Użycie
negacji jest kolejnym krokiem umożliwiającym sprawne operowanie w
szczególnych
warunkach, a mianowicie, gdy przeciwieństwa wykluczają się nawzajem a
to, czym
się zajmujemy jest skończone i policzalne. Operacja negacji umożliwia
wysoko
efektywne przetwarzanie informacji, np. możemy od razu wykluczać duże
zbiory
zagadnień, co znakomicie zwiększa naszą wydolność kalkulacyjną [w
szerokim
sensie]. Liść umożliwia nam wysoką sprawność w tym
szczególnym zakresie. Jeżeli
jednak [np. skuszeni jej wielką efektywnością] zawęzimy naszą uważność
tylko do
tej [specjalnej] operacji to, wraz z ustanowieniem powszechnej ważności
negacji, ustanowimy sytuację negacji. Wtedy pojawią się w niej naprawdę
doskwierające problemy. Chcąc stosować logikę z negacją jako
podstawową, do
opowieści liścia [3], musimy uznać, że ma on cztery i tylko cztery
barwy
odpowiadające porom roku, to jest warunek sensowności [sprawności
przekazu]
komunikatu typu „nie jest zielony”. Wtedy jednak
natychmiast pojawią się
problemy z daltonistami, barwnym oświetleniem, itp. Liść umożliwia nam
i to
zmieszanie.
55. Tu widać
rzecz ważną: w sytuacji negacji tylko jedno twierdzenie
[zbiór komunikatów]
może być [prawdziwy] i musi być jednoznacznie, wyraźnie, określony.
Wszystkie
inne muszą zostać unicestwione, całkowicie odrzucone jako
nie-prawdziwe.
Dlatego wraz z negacją pojawia się postulat, żądanie ujmowania
wszystkiego
absolutnie wyraźnie jako czegoś szczególnego.
56. To właśnie do
sytuacji negacji należy; co nie jest takie jak ma być, nie może być
wcale, nie
może egzystować. Co nie jest całkiem określone, nie jest określone w
ogóle. W
przypadku sytuacji sprzeciwu celem walki jest zwycięstwo,
„bycie górą”, w
sytuacji negacji jest nim unicestwienie, możliwie ciche, szybkie i
ostateczne.
Tylko ono może zaprowadzić konieczny ład świata [sytuacji].
57. Jeżeli była w
dziejach epoka sprzeciwu, to toczono w niej wojny uznając
przeciwników za
równych i godnych [zaszczytu walki]. Jeżeli była w dziejach
epoka negacji, to
nie toczono w niej walk, lecz realizowano plany unicestwień
problemów nie
mających prawa bytu, których istnienia od samego początku
się nie uznaje,
ponieważ są najdosłowniej nieznośne dla świadomości negującej.
Oczywiście na
wojnie tymi „problemami” są zazwyczaj ludzie.
58. To jest
pewien ideał tej sytuacji: usunąć przeciwnika wraz ze wszystkimi
śladami nawet
o tym nie wiedząc.
59. W sytuacji
negacji prawda staje się, tak czy inaczej, negacją czegoś a mianowicie
tego, co
jest jej negacją, czyli fałszem, staje się tylko i dokładnie tym. Fałsz
nie
jest czymś pozytywnym, on jest właśnie tym, co nie ma prawa bytu ani
żadnej
wartości, jest „wszystkim innym”. W sytuacji
sprzeciwu, kłamstwo jest jeszcze
czymś i to nie byle jakim czymś: jest przeciwnikiem, można się na nim
kształcić
[w walce]. Zgodnie z logiką negacji, fałsz nie jest niczym takim, po
prostu nie
jest [prawdą] i już. Gdyby jednak pojawiło się w sytuacji negacji coś,
co jest
w niej ustanowione jako fałsz i jednak byłoby widocznie czymś, to
sytuacja ta
staje się dla jej uczestników rozpaczliwie nieznośna,
doświadczają negacji
własnego bycia. Problem musi się wtedy usunąć np. zapominając o nim, eliminując
[np. milczeniem] wszystkich, którzy go dostrzegają.
Wszystkich a zwłaszcza
siebie, tj. własną świadomość. Zatem, tak czy inaczej ograniczając
wolność i
świadomość [tak właśnie tworzy się to, co w psychologii nazywamy
treścią
podświadomości].
60. Ponieważ
negacja jest naturalnie stosowalna tylko w skończonych i policzalnych
uniwersach, to w sytuacji negacji musi dojść do maksymalnego możliwego
[umożliwianego przez nią] domknięcia, domknięcia [używając chętnie
stosowanego
w niej terminu] wszystkiego. Pojawia się więc
„wszystko”, które samo jest czymś
szczególnym. Szczególnym, ponieważ gdyby było
wszystkim [w naturalnym sensie]
to byłoby bez sensu, nie zapewniałoby komunikatom o nim informacji
większej od
0 [ponieważ komunikat z wszystkich komunikatów przenosi
informację o wartości
0]. Takie „wszystko” ma być
„konkretnym”, „solidnym”,
„czymś” i jednocześnie
takim, że „nie ma nic innego”. Ale to ostatnie
sformułowanie jest właśnie
negacją szczególności wszystkiego, wobec czego nie może ono
jednak być
„naprawdę solidne”. Przecież wszystko obejmuje z
istoty każde „coś” [łącznie z
sobą]. I tak pojawia się pierwsza wielka antynomia sytuacji negacji,
pierwsze
pojęcie, z którym nie może ona sobie zgodnie ze swoją logiką
poradzić:
„wszystko” ma być przez nią koniecznie objęte, ale
się w niej nie mieści.
Zapanowuje więc niechęć do „wszystkiego” i
wszystkiego, niechęć i nieznośność
rzeczywistości [niestanowionej lecz dającej podstawę konieczną
stanowieniu]. To
właśnie nazywa się odcięciem korzeni. Wielce Szanowny Czytelniku,
jeżeli
zetknąłeś się kiedyś z podstawami teorii mnogości, to na pewno
przypominasz
sobie antynomię zbioru wszystkich zbiorów, to jest
szczególnie wyraziste
sformułowanie problemu „wszystkiego”, a rygoryzm,
konsekwencja, pewna właściwa
tej teorii naturalna przytomność nie pozwala po prostu pominąć go
milczeniem.
61. W sytuacji
negacji wszystko musi być rozstrzygalne a antynomie są właśnie
problemami
nierozstrzygalnymi przy założeniach dopuszczanych przez tę sytuację i
przy
dopuszczanych przez nią metodach [logice]. Ponieważ antynomie stają się
nieznośne, żyje się pomimo nich, ponieważ jednak wszystko [jako
„wszystko”]
jest antynomią tej sytuacji, żyje się w niej pomimo wszystkiego i ile
się da.
To nie jest potoczny zwrot ani gra słów, to jest fakt
egzystencjalny.
62. Ponieważ
uniwersum jest podzielone, to prawda nie jest wszystkim, jest czymś
szczególnym
i nie jest niczym innym. Jest więc stanowiona np.
własnością zdań albo
sądów albo i zdań i sądów albo aktów
percepcji, itp. Każda z tych teorii musi,
zgodnie z naturą sytuacji negacji, dążyć do zanegowania [unicestwienia]
pozostałych, to jest, w tej sytuacji wieloraka konieczność życiowa. Tak
pojawia
się to, co nazywamy uroszczeniem wyłączności [nawet, jeżeli miałaby to
być
wyłączność obszernej koniunkcji].
63. Jeżeli prawda
zostaje uznana za przysługującą pewnej klasie obiektów [np.
zdań], to zgodnie z
zasadą domknięcia wszystkie zdania muszą albo być prawdziwe albo nie
być
prawdziwe i tak naprawdę musi wtedy być. To jest podwójne
zawężenie prawdy, po
pierwsze czyni się ją własnością relacyjną [co najmniej dwuelementową]
pewnej
klasy, po wtóre własnością niektórych tylko
obiektów tej klasy. Tak umożliwione
zostają antynomie, w których mamy do czynienia ze zdaniami
nie przekazującymi
informacji [równoważnymi ogółowi
komunikatów w danym zbiorze], dla których
jednak koniecznie [sytuacyjnie] musi się określić prawdziwość [należy
tu
antynomia kłamcy]. W ten też sposób ustanowione zostaje
[jako problem
egzystencjalny] zagadnienie prawdziwości i kryteriów prawdy.
Dalej przyjrzymy
się temu dokładniej.
64. Negacje
dotyczą nie tylko prawdy i fałszu, w szczególności dotyczą
także podmiotu i
przedmiotu, mianowicie podmiot nie jest przedmiotem. Ale negacja będąca
przecież szczególną formą sprzeciwu ustanawia tym samym
podmiot przedmiotem
[domkniętym, ograniczonym] tego samego rodzaju co przedmiot, w jej
obrębie
podmiot jest przedmiotem, który nie jest
„przedmiotem”. To iście karkołomne
zdanie oddaje tylko zwykłą, podstawową karkołomność sytuacji
[nadużywanej]
negacji. Dobrze też zauważyć, że takie uczynienie podmiotu przedmiotem
[specjalnego rodzaju] skutkuje kolejnymi antynomiami [znowu możemy tu
przywołać
antynomię kłamcy]. To należy do natury sytuacji negacji: uczynić siebie
nieznośną.
65. Ustanowienie
podmiotu szczególnym przedmiotem skutkuje w jeszcze inny
sposób. Podmiot
mianowicie musi być czymś [zdeterminowanym] i nie może być czymś innym,
a po
pewnym czasie [jak się zwykle przyjmuje] musi nie być [co naturalne dla
przedmiotów
szczególnych jako takich]. W ten sposób pojawia
się groza i lęk. Wszelkie
ograniczenia wolności w ramach tej sytuacji doświadczane jako jej
[wolności]
negacja.
66. Definicje
stosowane i [jedynie] poważane w sytuacji negacji wypadałoby właściwie
nazywać
determinacjami, ponieważ one nie tylko określają jak być powinno [co ma
miejsce
w sytuacji sprzeciwu] one określają co z koniecznością być musi bez
żadnego
wyjątku i sprzeciwu.
67. Obywatele
sytuacji negacji są więc nawzajem dla siebie przedmiotami
szczególnego rodzaju
i pędzą przesycone cichą rozpaczą życie polegające na wzajemnym
determinowaniu
się lub [zdeterminowanym i pełnym determinacji] buncie wobec tego stanu.
68. To należy do
prawdy w sytuacji negacji; jest ona czymś, co ma być jednoznacznie
zdeterminowane, ale nie daje się uchwycić [ponieważ liść umożliwia
różne
„uchwycenia”]. Prawda [Prawda] byłaby bowiem dana
pewną szczególną
formułą negującą i unicestwiającą wszystkie inne [możliwe]
„prawdy”. Gdyby
została „osiągnięta”, unicestwiłaby świat, jej
terror byłby bezwyjątkowy.
Dlatego choć tak pożądana jest zarazem nienawistna i każda
próba jej
ustanowienia powoduje unicestwiające ataki. To właśnie jest sytuacja
ambiwalentnego rozdarcia. Prawda jest doświadczana jako [beznadziejnie]
ukryta
i pojawia się koncepcja prawdy absolutnej: na szczęście i nieszczęście
nieosiągalnej. Znajomość tej „prawdy” jako atrybut
przypisuje się niekiedy
doprawdy cierpliwemu Bogu.
69. To, co
dotyczy prawdy, dotyczy też innych obiektów [i
terminów], do których nie bez słusznej
przyczyny przywiązywana jest szczególna waga, są nimi
zwłaszcza piękno i dobro
[Piękno i Dobro]. One także są unicestwiające [ograniczające], one
także są
nieosiągalne i ostatecznie zarezerwowane dla całkiem niedostępnego Boga.
70. Obywatele
sytuacji negacji rozprawiają o dobru, pięknie i prawdzie
dopóki nie przerwą im
mdłości. I to umożliwia wierzbowy liść.
71. Każde
wyrażenie prawdy, każde jej [przedmiotowe] ujęcie czy określenie jest
szczególne, skończone. Dlatego poszukiwanie określenia
absolutnie zawierającego
[zwłaszcza determinującego] prawdę jest trudem zawsze otwartym. Jego
koniec
może być co najwyżej ustanowiony odpowiednim zakazem. Dlatego
mówi się: prawda
umożliwia twórczość. Nie jest ona w swojej istocie czymś, co
trzeba by ująć,
jest wszak jawna, jest jednak czymś, co można ujmować i wyrażać na
wiele
sposobów: tak tworzy się wiedzę.
72. Zastosowanie
negacji jest osiągnięciem, jest adaptacją do szczególnych
warunków i wyrażeniem
szczególnych własności. Odpowiada mu logika dwuwartościowa z
negacją. Ta logika
jest tak powszechna w naszej kulturze, że praktycznie jest synonimem
ogólniejszego przecież terminu „logika”.
To doprawdy sprawne narzędzie
definitywnego rozstrzygania wszelkich problemów, dotyczących
uniwersów
spełniających pewne określone, szczególne warunki.
Policzalność i skończoność,
podzielność na [co najmniej] dwa podzbiory rozłączne, wyznaczają
właśnie
naturalne granice stosowania negacji i jej logiki, a definitywność
rozstrzygnięć jest wiążąca, właśnie w tych granicach. Jak w przypadku
wyrażania
czy rozróżniania, tak i w tym kompetencją zastosowania
negacji jest świadomość,
przytomność prawdy. Patrząc na liść możemy zainteresować się nim jako
botanicy,
popatrzyć nań jako na przedmiot naszych szczególnych
[botanicznych] badań i w
obrębie tego nastawienia zastosować negację [o ile okaże się
merytorycznie
uzasadniona], możemy np. mówić, że liść wierzby nie jest
pierzastodzielny.
Poruszamy się wtedy w pewnych granicach nie będących ograniczeniami,
ponieważ
je widzimy [i w każdej chwili możemy przekroczyć]. Tak postępując,
respektując
[naturalne] granice, możemy efektywnie stosować negację i wiele się od
liścia
nauczyć, to właśnie należy do [nauki] botaniki i wielu innych nauk. Ta
łatwość
i pewność, z jaką możemy poruszać się w granicach tego, co policzalne i
skończone [domknięte] jest pewną pokusą, aby stosować negację także
poza jej
granicami, stosować ją zawsze i do wszystkiego, a to możliwe jest tylko
przez
ustanowienie granic ograniczeniami. Jeżeli np. powiemy, że liść jest
tylko organem
fotosyntezy i niczym więcej, to nadużyjemy botaniki [przypisując obcy
jej sąd]
i znacząco zubożymy, zafałszujemy nasz obraz świata [a także miejsca
botaniki].
Dokładnie rzecz biorąc przestaniemy wtedy widzieć liść, ponieważ
zobligujemy
się do widzenia go zgodnie z ustanowionymi regułami, doprawdy nic nie
jest w
stanie bardziej zaszkodzić botanice [jak brak przytomności]. Łatwość i
pewność
jakie daje logika z negacją naprawdę mają moc uwodzicielską. Leibniz
całe życie
marzył o lingua uniwersale i calculus universalis, a
było to marzenie niezwykle inspirujące dla
rozwoju logiki. Lecz to, co było marzeniem dla Leibniza było zarazem
obsesją
niektórych jego naśladowców [np.
niektórych logicyzujących filozofów]. Uwodzi
nie tylko możliwość rozstrzygania problemów poznawczych,
negacja może być
używana jako ogromnie efektywne narzędzie władzy i to jest jedna z
głównych
przyczyn zamieszania związanego z problematyką prawdy: jej uwikłanie w
sprawy
władzy, która używa tego narzędzia [prawdy, negacji], ale
niejawnie tzn. udaje,
że nie jest to narzędzie, lecz „obiektywna” jej
[władzy] legitymacja. To trzeba
wiedzieć, im bardziej zaawansowane i wydajne narzędzie [adaptacja], tym
większe
może przynosić pożytki i tym większe zniszczenia w przypadku nadużycia.
Przecież
widać; będące przedsięwzięciami skromności i przytomności nauki
funkcjonują w
potoczności naszej kultury jako dysponenci niezwykłych mocy i trybunały
ostateczne.
73. Powiedzmy
wprost: największą pokusą pojawiającą się z użyciem negacji jest
możliwość
ostatecznego unicestwienia przeciwnika. Przeciwnikiem może być problem
[ trzeba
go „załatwić”] albo nasz oponent czy jakieś
doznanie albo emocja. Jednak
unicestwienie przekracza już sytuację [i operację] negowania.
milczenie
i knebel
74. Jest świt i
na niebie widać ciemny kontur liścia, jest lancetowaty, a jego brzegi
są
delikatnie piłkowane (1), liść jest właśnie taki. Posługując się
językiem
negacji możemy powiedzieć: on [teraz] nie jest niczym innym (2). Jeżeli
posługujemy się tym językiem kompetentnie to zdanie (2) jest po prostu
inną
formą zdania (1), jest mu równoważne, zdanie(2) oznacza sumę
[około dwudziestu]
zdań w rodzaju: „nie jest klapowany, nie jest całobrzegi, i
tak dalej. Jeżeli
jednak tak nie jest, jeżeli np. hipostazujemy negację to wprowadzamy
[„domyślnie”] jakieś „[wszystkie] inne
rzeczy, którymi nie jest, co jest”. W
ten sposób pojawia się owo „nic”
[którym liść nie jest]. Pełni ono funkcję
domknięcia uniwersum i dopełnienia go do uniwersum dwuelementowego
[czego
wymaga logika negacji]. Ale wraz z owym „niczym”
pojawia się jego antynomia,
ono przecież jakoś musi [zgodnie z logiką negacji] być, ale nie może
[zgodnie z
tą logiką] być czymś. I tak niekompetentne zastosowanie negacji
prowadzi do problemu
nierozwiązywalnego na gruncie, który umożliwia jego
sformułowanie. Doprawdy, to
zawężenie uwagi, pozostawanie w mocy [nawykowego] schematu jest
problemem;
chcieć oddychać skrzelami na lądzie. Możemy rozwiązać ten dolegliwy [w
sytuacji
negacji] problem dwoma sposobami. Pierwszym jest przytomność liścia, on
jest
skończony, jest ciemnym kształtem na jaśniejącym niebie. Drugim
„sposobem” jest
usunięcie świadomości wszystkiego, co w sytuacji negacji jawiło się
jako
problem, co do niego prowadziło. Tak patrząc na liść powiemy to samo
„liść jest
ciemnym kształtem na jaśniejącym niebie”, ale unicestwimy
[np. przez wyparcie]
świadomość otwartości, tego, że za chwilę może być inny i tego, że
także w tej
chwili można go wyrazić na wiele sposobów. W ten
sposób dokonamy absolutnego
dla nas domknięcia rzeczywistości [naszej egzystencji], nic, co nie
jest takie
jak „powinno być” i wszystko co jest „nie
takie” [jest możliwym źródłem
dolegliwych trudności] nie znajdzie w naszej przytomności miejsca. To
nie jest
nic rzadkiego ani niezrozumiałego, istnienie nieuświadamianych
nawyków i
wypartych treści świadomości jest faktem dobrze znanym
zarówno w psychologii
jak i każdemu z nas. Dobrze jest pamiętać, że takie ograniczenie ma
miejsce
także w praktyce naukowej i filozofii, można je dostrzec przyglądając
się
niektórym teoriom prawdy; o pewnych rzeczach się tam nie
mówi.
75. Ten
umożliwiany przez negację rodzaj ograniczającej świadomość aktywności
nazwiemy
unicestwianiem. Jak widać ma ona [co najmniej] dwie postaci i dwa
zastosowania.
Pierwsze to zwyczajna świadomość tego, co [jak to wyrażamy] jest,
przytomność
liścia, skupienie uwagi na rzeczywistości jest jej właściwym
kultywowaniem [nie
jest jej zawężaniem]. W tym sensie unicestwianie jest rozwianiem
złudzeń, ich
nieobecnością, czyli zaprzestaniem ich pielęgnowania.
Współczesna nauka zaczyna
się między innymi od fundującego pewne unicestwienie stwierdzenia, że
„duchów
nie ma”, ale stwierdzenie to i odpowiadające mu unicestwienie
problematyki,
wymaga kompetencji, przytomności tego, co jest. Naprawdę to ono samo
jest ufundowane
w przytomności prawdy. Bez tej kompetencji, staje się samo nie
rozjaśnieniem
[uwolnieniem], ale zaciemnieniem świadomości, której oto
[nie wiadomo właściwie
dlaczego] nie wolno się pewnymi sprawami zajmować. Takie użycie
prowadzi wprost
do głupoty i lęku [przed wypartymi w nieświadomość duchami]. Lęk
przejawiać się
będzie w rozpaczliwej i zagorzałej próbie unicestwienia
wszystkiego, co może o
istnieniu „duchów” choćby tylko
przypominać. Głupota ta skutkować może także
przeciwnie, np. próbami ustanowienia
„nauki” zajmującej się sprawami
„duchów”.
Oczywiście „duchy” to tylko przykład, ale każdy,
kto ma praktykę naukową zna aż
za dobrze wiele takich duchów i wielu apodyktycznych
„unicestwiaczy” problemów
nierozwiązanych jak i pewną liczbę
„parapsychologów”. Wystarczy tu
wspomnieć
pewne nurty antypsychologizmu obecne w akademickiej filozofii
współczesnej,
najwyraźniej fundują one unicestwienie problemów
[psychologicznych właśnie] ich
autorów, z którymi to problemami nie mogli oni
sobie [inaczej] poradzić. Rozpoznajemy
to np. po ich zajadłości w zwalczaniu błędu
„psychologizmu”. Nie chcę przez to
powiedzieć, ze błąd psychologizmu nie ma nigdy miejsca, ale, że bywa on
niekompetentnie unicestwiany zamiast wyjaśniany, bywa najzwyczajniej
zakazywany
„per fas et nefas”.
76. Unicestwianie
ma swoje miejsce nie tylko w nauce, stosowane jest także w sztuce,
polityce [w
najszerszym rozumieniu], moralności i co najważniejsze, w naszym
zwykłym,
codziennym życiu. Mówię „co
najważniejsze”, ponieważ to ono, nasze powszednie
życie, jest podstawowym gruntem wszelkich aktywności specjalnych i w
nim mają
one swoje miejsce. To tak jak z wszelkimi językami sformalizowanymi i
terminologiami fachowymi: powstają pierwotnie w języku naturalnym [i
zależą od
jego kultywowania], one zresztą w tym języku pozostają, choć w
różnym stopniu
uczestniczą w jego potoczności. Jeżeli unicestwianie nie jest stosowane
kompetentnie to funduje sytuację o niezwykłym nasileniu dolegliwości:
coś jest
źle, ale zupełnie nie wiadomo co, czuje się, że czegoś trzeba szukać,
ale nie
wiadomo czego. Prawda, wiążące się z nią problemy, nie są niczym
ważnym, nie ma
nic takiego, jest co najwyżej kwestia użycia języka. Unicestwianie
[niekompetentne] stosowane poza jego naturalnymi granicami [tj. nie do
tego co
zmyślone, fałszywe, nieprzytomne] , skutkuje wyniszczeniem głuchą
[nieuświadamianą jako taka] rozpaczą i największym stopniem zniewolenia
jaki
można sobie wyobrazić [dlatego jest bardzo atrakcyjne politycznie]. To
po
prostu pielęgnowanie ślepoty, a ślepca naprawdę łatwo się prowadzi,
wystarczy
[cokolwiek] powiedzieć a on musi słuchać. W sytuacji unicestwiania
ślepiec
nawet nie wie, że jest ślepy, z którego to faktu zdaje sobie
sprawę w sytuacji
ustanowionej negacji. Tutaj najwyraźniej chyba zobaczyć możemy jak
użycie
osiągnięcia [„adaptacji”] może prowadzić do rozwoju
[wolności] lub zagłady w
zależności od tego czy jest ono używane kompetentnie. To przecież
prawie banał:
„najefektywniejsze narzędzia mogą być najniebezpieczniejsze,
ponieważ do istoty
narzędzia należy możliwość”. Zwierzęta i rośliny nie mają na
ogół większych
możliwości używania swoich adaptacji poza środowiskiem, do
którego są one
adaptacjami, ale ludzie mają i tu znaczną swobodę i właśnie ona należy
do
najważniejszych adaptacji naszego gatunku, ale pod rygorem wymarcia
nakłada
obowiązek kompetencji. Rzeczywistość pełna jest swobody i jest też
poważna,
najdosłowniej, śmiertelnie poważna.
obejmujące
spojrzenie
77. Czerwcowy
wiatr kołysze liściem, którego zieleń ciągle jeszcze nabiera
mocy. Możemy to
wyrażać i możemy poprzestać na wyrażaniu. Możemy wzbogacić wyrażanie
odróżniając liść od drzewa, gałęzi czy innych [teraz możemy
użyć tego słowa]
liści. Możemy krótko wyrazić liść w wichurze
mówiąc o walce i przeciwieństwach.
Możemy liczyć jego żyłki i sprawnie zastosować morfologiczną
klasyfikację
stosując logikę z negacją. Możemy uprawiać poezję, rysunek albo
botanikę i
pielęgnować przytomność nie przejmując się wymyślonymi trudnościami,
wolni od
fałszywych lęków. To są [niektóre] kompetentne
zastosowania wyrażania,
rozróżniania, przeciwstawiania, negacji i unicestwiania
umożliwiane przez
prawdę.
78. Jeżeli chodzi
o liść, to jest on na swojej gałęzi. Jeżeli chodzi o wyrażanie
[rzeczywistości], to jest ono [ona] skończone i otwarte, zawsze
otwarte, ale
jeżeli skupimy się na wyrażaniu liść stanie się jakby odległy i na tym
polega
sytuacja [egzystencjalna] wyrażania. W sytuacji rozróżniania
liść [i my] może
się zgubić, a w sytuacji przeciwieństw może być zagrożony [w samej
swojej
istocie]. Jeżeli chodzi o sytuację negacji to rzeczywistość jest
nieskończona
[ponieważ ma obejmować „wszystko”] i zamknięta
[przez to co „poza
nią” czyli „nic”], jest nieskończona w
uroszczeniu ale faktycznie przede wszystkim dychotomiczna, a liść [i
my]
zagrożeni jesteśmy „niebyciem”. W sytuacji
unicestwiania świat jest skończony i
zamknięty, a świadomość ograniczeń jest zagubiona [wyparta], to
naprawdę
„duszny świat”. To świat, w którym
właściwie nas nie ma, nie ma i miejsca dla
nas, to rzeczywistość, w której nie ma już liścia, a
„granice mojego języka są
granicami mojego świata” (Wittgenstein) i
nie po prostu granicami, ale nieprzekraczalnymi ograniczeniami. Na tym
właśnie
polega niekompetentne użycie tych spraw. Liść [prawda] umożliwia i je.
79. Prawda jest
bardzo prosta i [całkowicie] zwyczajna, a jej wyrażanie jest
aktywnością
naturalną, pierwotną i podstawową. W prawdzie i jej wyrażaniu znajdują
swój
naturalny grunt wszystkie kolejno następujące aktywności i
przedsięwzięcia
specjalne. To, co proste i podstawowe jest też najważniejsze dla tego,
co
złożone i specjalne, i poprzedza to wszystko, zwłaszcza w porządku
kompetencji.
Bez prawdy nie można mieć kompetencji jej wyrażania, a bez kompetencji
prostego
wyrażania nie można zajmować się nauką [zwłaszcza używającą logiki z
negacją]. Co
znaczy „nie można”. To znaczy, że zawężając
świadomość do tego, co wymaga
gruntu, czyniąc je dla nas ważniejszym [od jego podstaw] doświadczymy
cierpienia i możemy narazić na nie innych. Co to jest cierpienie? To na
przykład zmącone myśli, niepewna mowa, rozpaczliwe pragnienie,
roztargnienie
albo [nerwowe] bóle brzucha, to także uporczywe poszukiwania
niepostrzeżenie
przechodzące w nawyk [wysiłku, który zaczyna być postrzegany
jako ich wartość].
80. To widać
także w porządku historycznym, czy, jakby powiedział ewolucjonista,
filogenetycznym. Proste wyrażanie poprzedza wyrafinowaną mowę a
opowieści i
poematy epickie zawierają w sobie początki nauk. To byłoby błahe
stwierdzenie
gdyby nie oznaczało, że kompetencje w aktywności bardziej zaawansowanej
wymagają
ugruntowania w tym, co bardziej podstawowe. Nie można być np. fizykiem
nie
mając dostępu do żywiołu poezji, nie przechodząc pewnego
„stadium rozwojowego”.
Oczywiście nie idzie tu o to, żeby wymagać od przyrodnika umiejętności
operowania zaawansowanymi technikami wersyfikacji, one nie stanowią
istoty
poezji. Idzie właśnie o dostęp do istoty, o umiejętność znajdowania najwłaściwszych
form wyrazu. Kiedy tak to ujmiemy, rzecz staje się jasna i
wiemy też, że
każdej z dziedzin prawdziwej nauki nieobce jest piękno [trafności ujęć
jej
spraw]. Idzie też o to aby do istoty nauki, co miewa miejsce, nie
zaliczać
kontestowania tego, co pierwotniejsze [np. poezji: elegancji i
stosowności
wyrazu]. Taka kontestacja jest skutkiem z jednej strony pewnego urazu
kulturowego [bywały okresy, których „oficjalni
poeci” bredzili bez miłosierdzia
dla siebie i bliźnich], a z drugiej, resentymentalnej potrzeby
dominacji i
władzy [do której „poeci” zawsze mają
skłonność]. Podaję przykład poezji,
ponieważ on, w potoczności naszej kultury jest szczególnie
nieoczywisty i
dlatego warto go wyraźnie uprzytomnić. Ale taka zależność dotyczy
wszystkiego,
co pierwotne w stosunku do tego, co wtórne.
„Poeta” także
może popełniać błąd osłabienia
ugruntowania lekceważąc proste słowa i oddalając się od tego, co
stanowi
podstawę jego twórczości zasługując tym samym na
lekceważenie, ponieważ sam
zlekceważył żywioł swojej sztuki. Można powiedzieć dosadnie: kto
kontestuje
swoją „biologiczność” [np. fizjologię] ten
kontestuje samą podstawę swego
człowieczeństwa [w imię, którego ma być rzekomo
kontestowana]. Taki ktoś nie
będzie w stanie usłyszeć kazania wierzbowego liścia.
81. Można
powiedzieć „przecież znamy wielu np. przyrodników
kontestujących powiedzmy
poezję, albo słabo radzących sobie w życiu
„prywatnym”, a przecież zasłużonych
w swoich dyscyplinach”. Tak, to jest prawda, ale byli oni
tylko narzędziami,
arystotelejskimi niewolnikami i to, co zrobili nie było wprost ich ani
dla
nich. Ich kondycja egzystencjalna była godna pożałowania i lepiej
nikogo do czegoś
takiego nie zachęcać [żeby się, tak czy inaczej, pracodawcy czy
„idei”
sprzedał]. Poza tym dzieła [fundamentalnie] niekompetentnych, są
niebezpieczne,
ponieważ łatwo [bo nieświadomie] używają oni aparatury swoich dziedzin
do
rozstrzygania niemerytorycznych [np.
„światopoglądowych”] problemów lub
wykraczają poza granice naturalnych obszarów stosowalności.
To właśnie im może
przyjść do głowy „naukowe” zajęcie się sprawą
duchów czy stosowanie ustaleń
zoologii w sprawie istnienia zwierząt mitologicznych. Zresztą,
przyglądając się
tym, których nazywamy „naprawdę
wielkimi” widzimy, że ugruntowanie ich było
zazwyczaj wysokiej próby, a np. programowe kontestowanie
sztuk spotykamy w
wyjątkowych przypadkach.
82. Ponieważ
żyjemy w kulturze, której potoczność zdominowana jest przez
logikę stosującą
[nie zawsze kompetentnie] negację to pierwsze rozdziały nauk
wierzbowego liścia
mogą wydawać się po prostu niezrozumiałe, a na pewno rozpaczliwie
„nienaukowe”.
Rzeczywiście one są „nienaukowe” w tym sensie, że
należą do tego, co naukę
poprzedza, ale w tym samym sensie właśnie są naukowe, ponieważ nauki
zawierają
się w swoich podstawach i w tym sensie ich podstawy należą do nich [są
im
właściwe, nie są im „obce”]. Należą o ile tylko nie
zechcemy ich [nauk i
podstaw] sobie przeciwstawić [albo wzajemnie zanegować albo jednych z
nich nie
unicestwimy]. Ktoś stosujący nawykowo negację i poszukujący
„specjalnej” prawdy
może przy pierwszych zdaniach pomyśleć np. tak: „o czym tu
mowa, przecież liść nie
jest prawdą, a prawda nie jest liściem, a to co
czytam to jest zdanie i
ono też nie jest liściem, a jeżeli miałbym uznać
to, co się tu mówi, to
musiałbym przyjąć sąd przeciwny temu,
który właśnie wyraziłem, co jest
jawnym nonsensem”. Rzeczywiście jest jawnym nonsensem, ale
wynikającym z
zastosowania rozumowań w miejsce rozumienia, a to, ponieważ pierwsze
zdania
liścia umożliwiają wprowadzenie np. negacji i można ją w ich świetle
rozumieć,
ale postępowanie odwrotne prowadzi tylko do zamieszania. Słowa prawdy
są proste
i nie wymagają [wysilonego] rozmyślania,
ale jeżeli spróbuje się je zrozumieć jakby były czymś
niezwykłym, angażuje się
rozumowania oparte na rozróżnianiu i przeciwieństwie.
Usiłując rozumieć w ten
sposób pielęgnuje się tylko wątpliwości. Oczywiście nie
znaczy to, że takie,
tj. stosujące negację rozumowania powinny być [w ogóle]
odrzucone, jak zdają
się to postulować „nawiedzeni mistycy”, wręcz
przeciwnie, jako ugruntowane w
rzeczywistości [prawdzie] mają one swoją [wielką] przydatność, nie mogą
jednak
tej rzeczywistości ani zastąpić ani ująć w sposób całkowity.
Słowa znajdują
swoją wagę w [widzeniu] rzeczywistości i to jest ich [prawdziwa] waga,
ale
słowa nie są w stanie zastąpić oczu [i chodzi tu o ten sens, w
którym nie
zastępują, jest taki]. Tyle i tylko tyle.
83. Ktoś może
zapytać: „pełno tu słowa ‘przytomność’,
ale czym jest przytomność, co właściwie
znaczy to słowo?”. Rzecz jednak nie w tym, aby być
przytomnym, a nie umieć
wypowiedzieć jakąś formułę definicyjną, która załatwiłaby
sprawę pozwalając
naszemu „sumieniu” na dalsze pielęgnowanie
nieświadomości. Jeżeli chodzi o
znaczenie słowa to można go szukać i [kompetentne] poszukiwanie nie
jest niczym
innym jak pielęgnowaniem przytomności. Choć można pomagać w
pielęgnowaniu
przytomności to w istocie nie jest ono sprawą proceduralnych instrukcji
czy
skomplikowanych „wskazań”. Kto jest przytomny, bez
trudu może wyrazić znaczenie
[i tego] słowa, kto jednak tego nie doświadcza widzi tylko terminy,
pojęcia i
myśli [ponieważ właśnie na tym polega nieprzytomność: że się na nie
patrzy jak
na coś najważniejszego]. To właśnie przytomność nazywa się
źródłową kompetencją
i jest to jasne dla każdego [kto jest przytomny], w
szczególności jest jasne
np. dla każdego [kompetentnego] przyrodnika [obserwatora]. Wielce
Szanowny
Czytelniku, właśnie czytasz, to jest przytomność, może się z tym, co tu
napisałem zgadzasz, a może nie, to jest prawda. Może nie zadowala Cię
to proste
stwierdzenie, w takim razie pielęgnuj przytomność, a z pewnością
doznasz
zadowolenia. Choć można o niej mówić, prawda nie jest rzeczą
słów. Słowa są jej
rzeczą. Wśród rzeczy prawdy odnajdujemy i słowa.
84. Liść jest
zielony, liść jest rudo-brązowy, mały i delikatny, mocny i sztywny.
Możemy
powiedzieć, że to są szczególne wyrazy liścia i zdania
stwierdzające coś
szczególnego. Jednak sam termin
„szczególne” jest terminem odznaczającym
się [w
pospolitym użyciu] ogólnością. To znaczy może być używany
jako skrót, krótko
wyraża to, co powiedziane innymi słowami zajęłoby więcej miejsca. W tym
sensie
termin ogólny jest tymi wszystkimi [zastępowanymi] słowami.
Mówiąc, że zdanie
„liść jest zielony” jest zdaniem
szczególnym, wyrażamy to, że jest on także
rudo-brązowy [późną jesienią], mały i delikatny, itp. To
nazywamy kompetentnym
użyciem terminu ogólnego: świadomość tego, co on w danym
przypadku wyraża.
Używamy na co dzień wielu, naprawdę wielu terminów
ogólnych, ich użycie jest
tak potoczne, że często nie zdajemy sobie sprawy z ich
ogólności, a tym samym z
potrzeby stosownej kompetencji. Kiedy używamy wyrazów
ogólnych z zawężoną uwagą,
to używamy ich błędnie i nawet jeżeli nasza mowa odznacza się
[syntaktyczną]
poprawnością, będziemy mieli kłopoty [bo już je mamy: zawężenie
świadomości].
Na tym właśnie polega niekompetencja w używaniu wyrazów
[słów, terminów, zdań,
sądów, form emocji i przedstawiania] ogólnych.
85. Szczególność
bywa rozumiana i tak, że to, co szczególne nie jest tym, co
ogólne, wyrazy
szczególne dotyczą pewnych [niektórych] spraw a
wyrazy ogólne wszystkich. Ale
to jest określenie używające negacji i w związku z tym stosowalne tylko
tam,
gdzie negacja może być kompetentnie użyta. Dlatego zdefiniowanie
szczególności
przez negację [także odróżnienie lub przeciwstawienie]
ogólności jest prawdziwe
w pewnych granicach, w pewnych skończonych i określonych uniwersach. To
warto widzieć,
samo użycie negacji odznacza się ogólnością i dlatego
potrzebna jest tu
kompetencja. Także użycie dowolnego terminu ogólnego jest w
pewnej mierze
użyciem negacji. Trafnie ujął to Franz Brentano: wszystkie sądy
negatywne są
[całkowicie] ogólne, a wszystkie sądy [całkowicie]
ogólne są zarazem negatywne.
Np. sąd: „wszyscy ludzie są śmiertelni” jest
równoważny sądowi „żaden człowiek
nie jest nieśmiertelny”.
86. Budowanie
rozległej wiedzy, głęboki wgląd w naturę rzeczywistości nazywamy dobrym
działaniem, ale gdyby ktoś chciał otrzymać sąd całkowicie
ogólny, wyrażający i
zamykający całą prawdę, to takie postępowanie będzie błędem. Będzie
błędem,
ponieważ zastosujemy np. negację to tego, na czym ona się opiera,
zastosujemy
ją do prawdy [wierzbowego liścia], a wtedy pojawią się kłopoty. Wiedza
ogólna
znajduje zastosowanie w wielu przypadkach i dlatego jest czymś, co się
ceni,
ale dążenie do wiedzy [sądów] całowicie [absolutnie]
ogólnych jest tylko
pułapką dla przytomności. Mówiąc jasno: wiedza całkowicie
ogólna jest też
całkowicie błędna [pusta], jest całkowicie błędna a jednak można do
niej dążyć.
To się nazywa pielęgnowanie głupoty.
87. Kłopoty,
trudności, nierozwiązywalne problemy i dręczące wątpliwości nie są
niczym
„złym”. Kłopoty, trudności, nierozwiązywalne
problemy i dręczące wątpliwości są
tym, co nazywamy [między innymi] złem [używając tego
ogólnego wyrazu]. Człowiek
mądry wie, co w danym przypadku oznacza to słowo i dlatego postępuje
pewnie
[nie gubiąc się w domniemaniach, hipostazach, czy w nawykach nabytych w
związku
z innym użyciem tego wyrazu]. Właśnie dlatego nazywamy go mądrym,
ponieważ nie
tworząc cierpienia jest [tym samym] wolny od błędów.
88. Wyrażanie,
rozróżnianie, przeciwstawianie, negacja, unicestwianie
odznaczają się pewną
ogólnością. Ogólność wyrażania jest
ogólnością słów [wyrazów], słowo
„liść”
może wyrażać liść wierzby i liść buka, jeżeli patrzymy tylko na słowa,
to skąd
mielibyśmy wiedzieć, co one właściwie wyrażają. Jeżeli słuchamy tylko
słów to
ten, który mówi pozostaje odległy, a to, co
mówi jest jakby lasem [w którym
można się błąkać]. Słuchanie kazania wierzbowego liścia jest wtedy
tylko
utrzymywaniem zamętu. Właśnie dlatego wyrażanie wymaga kompetencji,
przytomności [prawdy]. Kompetencji [przytomności] wymaga tak samo
wyrażanie jak
i słuchanie. Rozróżnianie, przeciwstawianie, wznoszą się na
coraz wyższe
poziomy ogólności, słowo może wyrażać coraz więcej i coraz
łatwiej się zgubić,
np. zacząć myśleć, że słowa wyrażają [tylko] coraz więcej
słów. Mówienie
słowami negacji jest wyrażaniem stosującym terminy [wyrazy]
ogólne, a my
jesteśmy do tego [języka] przyzwyczajeni i przyzwyczajani. Może nawet
nasze
przyzwyczajenie ma charakter nawyku i [dlatego] nie zdajemy sobie z
niego
sprawy.; przecież, stosując negację, mówi się łatwo, a
łatwość jest pokusą i
może być przedłożona nad prawdę [przytomność]. Może nakazano nam
negować
[wypowiadać odpowiednie zdania] to czy tamto, a my ulegliśmy presji
nakazujących. Jeżeli tak jest, to będąc przyzwyczajonymi do negacji,
możemy
myśleć, że negowanie nie jest wyrażaniem [na poziomie
rozróżniania: jest czymś
innym], sprzeciw nie był rozróżnianiem itp. Jednym słowem
możemy myśleć, że
jedne z tych aktywności [całkowicie] nie są innymi i tylko tak myśleć.
Możemy
też myśleć, że [każde] wyrażanie czy rozróżnianie zakłada
[wprzód] negację.
Możemy zatem myśleć błędnie, czyniąc z negacji podstawę tego, na czym
ona się
opiera. Głęboko tkwiąc w sytuacji negacji możemy pomyśleć także, że
jeżeli
tamte myśli i [wyrażające je] zdania są błędne, to prawdziwe muszą być
zdania
przeciwne [negujące], tzn. możemy myśleć, że ja tutaj powiedziałem, że
prawda,
wyrażanie, negacja itd. są [zawsze, tylko, ostatecznie] jednym, są
tożsame. Ale
to jest także nawykowym zastosowaniem negacji i błędnym poglądem. Jaka
jest
prawda? Prawda jest taka, że wierzbowy liść [rzeczywistość, prawda] te
aktywności, takie myśli i zdania umożliwia. Mogą być ujmowanie jako
różne,
przeciwstawne czy wzajemnie się negujące, o ile to zachodzi. Słowa
oznaczające
wyrażanie, rozróżnianie, przeciwieństwo itd. tworzą
[skończony i policzalny]
zbiór pięciu wyrazów, możemy więc, np. dla
potrzeb terminologicznych, używać
negacji. Ale jeżeli będziemy aspirowali do sądu całkowicie
ogólnego, to
będziemy mówić albo o wielości albo o [przeciwnej jej]
jedności, ale tylko
nabawimy się guzów wdając się w walkę [lub spór]
o błąd. Do takich walk należą
boje o kwantyfikację rzeczywistości, o to czy świat jest [istotowo,
ostatecznie, rzeczywiście] jeden czy jest mnogością. Dla przytomnego
prawdzie
zagadnienie to jest jasne, liść umożliwia kwantyfikację, daje się
policzyć i
liczenie ma szerokie, doprawdy szerokie zastosowanie [jako środek
wyrazu]. Ale
i to prawda: gdzie jest wola sporu, tam znajdzie się i pretekst o broń.
Istotę
spory stanowi wola, a ta jest skutkiem uwikłania przytomności.
89. Ten, kto
przebywa w sytuacji negacji, może pomyśleć, że negacja jest czymś złym
i w
związku z tym należy postępować przeciwnie, należy ją zanegować. W ten
sposób
tylko ją wzmacnia, ponieważ stosuje jej regułę istotowo do jej
[zamierzonego] przekroczenia
[transcendowania]. W ten sposób pozostaje dalej w swojej
sytuacji, ale jest to
już sytuacja podzielona, dialektyczna. Podzielona na tych,
którzy ją aprobują i
na tych, którzy ją negują [zgodnie z jej zasadami]. To
charakterystyczne
zawężenie świadomości, sytuację negacji, możemy często rozpoznać po jej
dialektyczności, wyrażającej się w zaprzeczaniu, sprzeciwianiu,
niedostrzeganiu
czy unicestwianiu.
90. To jasne: co
da się powiedzieć z negacją to da się powiedzieć w terminach
pozytywnych i konkretnych
[o uprzytamnianym znaczeniu], co może być powiedziane tylko przez
użycie
negacji, jest czymś jakby dołożonym do prawdy [błędem]. Oczywiście w
niektórych
językach sformalizowanych negacja jest niezbędna, ale właśnie dlatego
języki te
mają swoje granice i swoje obszary [poprawnej] stosowalności.
Mówienie słowami
pozytywnymi tam gdzie nawyk językowy stosuje negację jest dobrym
ćwiczeniem
przytomności i ugruntowaniem kompetencji. Natomiast zakaz stosowania
negacji
sam należy do sytuacji.
91. Wyrażanie jest
szersze i bardziej podstawowe niż mowa. Wyrazami mogą być słowa i
gesty, myśli
i napięcia [wewnętrzne], rysunki, obrazy, muzyka, teorie naukowe,
znajomości i
stosunki z ludźmi. One nie tylko są wyrazami, one mogą być postrzegane
jako
wyrazy, ponieważ są, jak mówimy, są czymś, co jest i to jest
prawda. Jeżeli
niekompetentnie [z zawężoną uwagą] malujemy niebo, malujemy
„niego w ogóle”, to
otrzymamy głuchą plamę. Jeżeli nawykowo napinamy mięśnie [w obawie
przed
domniemanym ciosem] to słysząc, że to błąd, zrozumiemy [w sytuacji
sprzeciwu
lub negacji], że temu się trzeba przeciwstawić albo to zanegować. Wtedy
do
wysiłku naprężania dodajemy [negujący] wysiłek rozprężania i dziwimy
się, że
choć przecież „spokojni”, jesteśmy jednak coraz
bardziej utrudzeni. Możemy też
rozluźnić mięśnie nie usuwając przyczyny, dla której je
napinamy [nawykowej
obawy], wtedy napięcie pojawi się na poziomie głębszym i choć
„wszystko będzie
w porządku” to jednak ciągle coś będzie „nie
tak”. Zwłaszcza dotyczy to
uważności, potocznie „skupiona uwaga” oznacza
zawężoną świadomość. To jest
męczące, bo jakby nie było nawykowe, to jednak jako nienaturalne,
wymaga
nakładu energii. To jest przyczyna, dla której wielu ludzi
słysząc okrzyk
„uwaga” traci [omalże] przytomność. Takie są
przykłady stosowania negacji,
przeciwstawiania, unicestwiania w odpowiadających im sytuacjach. O ile
tak
postępujemy, to o tyle nie mamy wielkich kompetencji do filozofii, ale
też
bardzo nam jej potrzeba. Potrzeba tak jak lekarstwa i tym samym pojawia
się
doświadczenie potrzeby, a wraz z nim i odpowiednie teorie,
terapeutycznej
funkcji filozofii. Jeżeli zamiast pielęgnować swoją przytomność,
weźmiemy się w
takiej sytuacji do teoretycznych rozważań, to będziemy je uprawiali
zamiast
przytomności prawdy. Tym właśnie sposobem powstało wiele teorii, a
wśród nich
sporo teorii prawdy [wyrażających odpowiednie sytuacje]. Wszystko to
jest tylko
zwiększaniem zamętu i winą „filozofów”.
92. Prawdę łatwo
jest wyrażać, a wyrażanie jej pełne jest swobody i każdy, kto cokolwiek
robi,
robi i to. Tak czy inaczej, w zgodzie z sobą czy przeciw sobie,
pozostając w
ograniczającej sytuacji czy przemawiając swobodnie, wyraża prawdę. Ten,
kto
miesza się i zastanawia, z natężeniem śledzi myśl, popada w
wątpliwości, także
wyraża prawdę. Wszystkie wiersze i wszystkie teorie [także prawdy] są
prawdą i
są jej wyrazami. Dlatego do sztuki filozofowania należy umiejętność
widzenia
prawdy i jej wyrazów gdziekolwiek by się nie pojawiały.
93. Przemiany
barw, łopotania na wietrze, rzucanie cienia i delikatny, gorzkawy
zapach. To
wierzbowy liść. To [także] jego wyrazy, formy, prawdy. Jeżeli jednak
weźmiemy
termin „liść” i terminy
„wyrazy”, „formy” czy
„cechy”, a potem zastosujemy do
nich [jako podstawową] operację negacji to „okaże
się” , że on nimi nie jest.
„Okaże się”, że istnieją jakieś [przypadłościowe]
formy i jakaś [ukryta]
istota. Coś [mocą wprowadzonej negacji] niedostępnego czym jednaj liść
„:naprawdę jest”. W ten sposób
rozpoczynają się nie mogące osiągnąć
obiecywanego celu rozważania nad istotą i przypadłościami, fenomenami i
noumenami, itd. Jednym słowem zaczyna się poszukiwanie samego liścia
[jakby go
nie było] trwające aż po ogłoszenie, że „jako rzecz sama w
sobie” nie jest on
nam w ogóle dostępny [Kant]. Historia filozofii obfituje w
tego rodzaju
przedsięwzięcia. Ich autorzy najpierw [niepostrzeżenie] ukrywają
prawdę, a
następnie ukazują [wielką] mądrość i dialektyczną zręczność w jej
odnajdywaniu.
Najczęściej zresztą bezskutecznym. Jeszcze częściej zanim przystąpią do
działania już znajdują się w sytuacji przeświadczenia o ukryciu prawdy,
o
koniecznej potrzebie odnalezienia jej istoty. Nieraz zdarzało mi się
czytać
książkę, której pierwsze zdania ustanawiały problem, dla
którego rozwiązania
nie starczało potem grubego tomu wyrafinowanych rozumowań. Wszystko to
jednak
jest błędem w wyrażaniu prawdy, błędem poznawczym. Dlatego Wielce
Szanowny
Czytelniku, nie znajdziesz w tej książce myśli tego rodzaju, nie
znajdziesz
mianowicie odpowiedzi na pytanie „czym jest prawda w swojej
istocie?”. Jeżeli tej
odpowiedzi [we wskazanym kontekście] szukasz, to nasze drogi właśnie
się
rozchodzą. To, co tu piszę, jest tylko wyrazem mojej świadomości
prawdy, na
niej się opiera i donikąd nie dąży, to, po prostu, pewna opowieść.
94. Prawda,
wyrażanie, rozróżnianie, sprzeciw, negacja i unicestwianie
tworzą hierarchię.
Jej zakłócenie prowadzi do błędu. Właśnie [i] dlatego tworzą
one hierarchię.
95. Prawda jest
zwyczajna, a słowa prawdy są proste i nie wymagają [wysilonego]
rozumienia.
Dlatego powiedziano: „mądrość jest jak chłodna sadzawka w
letni dzień; można
wchodzić z każdej strony”. Jeżeli jednak jesteśmy
przyzwyczajeni do uporczywych
poszukiwań [i przez to ich nieświadomi], jeżeli uważamy, że prawda jest
od
czegoś różna [lub przeciwnie ze
wszystkim identyczna], to słowa
wierzbowego liścia będą zagadkowe albo nawet bez najmniejszego [dla
nas]
znaczenia. Dlatego powiedziano: „mądrość jest jak za zasłoną
z płomienistych
mieczy: nie można wejść z żadnej strony” (Nagardżuna).
przekraczając furtkę
96. Trzymam w ręce pióro, to pióro jest zielone, to jest sąd, to jest zdanie, to jest akt wyrażania i akt percepcji, takie jest pióro i to jest prawda. O tym właśnie poucza wierzbowy liść.

