ZAPISKI Z BŁĘKITNYCH RUIN.

Kajetan Młynarski

 

 

 
 

 

BRAMY I MURY

 

 

 

„Kiedy nie ma muru brama jest wszędzie, nie daj się zwieść”

 

 

 

 

rozjaśnienie spojrzenia

   

 

302. Pośród rozmaitych poglądów dotyczących prawdy odnajdujemy i taki: prawda jest czymś czego się dowodzi. Chociaż nie znam żadnej „dowodzeniowej” teorii prawdy, to przecież związek prawdy z dowodzeniem jest dość jasny i powszechny w potocznym doświadczeniu naszej kultury. Kiedy sprawa jest poważna nie wystarcza po prostu coś powiedzieć, zwykle trzeba tego dowieść.

 

303. Kiedy widzimy jasno, nie pojawiają się wątpliwości a umysł pozostaje spokojny.

 

304. Kiedy doświadczamy niepewności, kiedy czegoś szukamy, tym, co pozwala na wyjście z tego stanu jest zobaczenie wprost, świadomość jasna i prosta. To nazywamy dowodem, a drogę i pracę prowadzącą do rozpoznania [świadomości] określamy mianem dowodzenia.

 

305. W matematyce mamy zasadniczo jeden dowód zwany dowodem wprost. Jego formułą jest „to widać” i na doprowadzeniu do tego polega dowodzenie w matematyce. Oczywiście stosujemy też dowody nie wprost np. indukcyjne czy per reductio ad absurdum, ale one same, ich skuteczność są dowodzone wprost.

 

306. Także w prawie mówimy o dowodzeniu i ono także ma doprowadzić do pewnego „to widać”.

 

307. W naukach przyrodniczych dowodzenie podstawowo polega na obserwowaniu, obserwowaniu tego, czym się one zajmują i we właściwy im sposób.

 

308. W życiu dowodem jest to, co doprowadza do prostej i bezpośredniej świadomości jego spraw.

 

309. Dowodem może być rozumowanie, postępowanie, zjawisko, proces [np. reakcja]. Także jakaś rzecz może być dowodem np. skamieniałość przewodnia jest dowodem tezy dotyczącej wieku warstwy, w której została znaleziona. Ale wszystkie te obiekty nazywa się dowodami wtedy, kiedy doprowadzają nas do swiadomości prawdy.

 

310. Rozmaitość form dowodów nie daje się wyczerpać, ponieważ dowodzenie jest dziedziną twórczości. W matematyce dowód może być rachunkiem, rozumowanie formułowanym w języku naturalnym lub sztucznym albo rysunkiem. W prawie [procesie] może być rzeczą albo [czyjąś] relacją. W naukach przyrodniczych rzeczą, obserwacją, także i tym, czym w matematyce.

 

311. Rozmaitość form dowodów nie daje się istotowo wyczerpać, ponieważ dowodzenie jest sztuką, twórczością, a ta, jako realizacja wolności, jest aktywnością zawsze otwartą. Chociaż formy dowodzenia nie dają się wyczerpać, to jednak ogólne teorie dowodu same należą do [wartościowych] osiągnięć [dorobku] twórczości i poznania zarazem.

 

312. Widzenie jest stanem umysłu, formą swiadomości. Dlatego dowód jest dowodem dla tego, kto widzi, widzi np. przeszedłszy drogę dowodzenia.

 

313. W matematyce udowodniono wiele twierdzeń, ale dla mnie niewiele jest rzeczywistych dowodów, ponieważ niewielką liczbę dowodzeń przeszedłem i chociaż matematyka jest wielka, to nie sądzę, żebym znał więcej jak trzysta twierdzeń. Oczywiście wiem, że są tacy, którzy znają ich znacznie więcej a każde poprawnie udowodnione twierdzenie zostało jasno zobaczone w swojej prawdziwości.

 

314. O tym trzeba pamiętać, nie każde dowodzenie jest drogą dla każdego. W naukach i nie tylko w nich dbamy, aby było ono drogą dla możliwie wielu. Matematycy zdają sobie z tego doskonale sprawę i dlatego ceni się znajdowanie nowych dowodów twierdzeń już dowiedzionych a najwyżej cenione są dowody najprostsze, tak dla ich piękna jak i dostępności [ o ile w ogóle trzeba oddzielać tu te sprawy]. To przecież jasne w intencji rozumowania matematyczne mają być tak proste, aby każdy był w stanie je pojąć, faktycznie jednak sztuka ta należy do szczególnie trudnych intelektualnie, matematyków zawodowych jest niewielu a uczniom szkół z trudem przychodzi opanowanie podstaw królowej nauk.

 

 

narzędzie mocy

 

315. Człowieka widzącego nazywamy oświeconym. Nie sprzeciwia się on swojemu widzeniu, ani mu nie ulega, ale postępuje zgodnie z nim i [tym samym] z sobą, jest wolny. Dlatego mówi się: prawdzie dowodu nie można się oprzeć. Właśnie dlatego jeżeli zawęzimy naszą uwagę do form i procesów dowodu, wydają się one obdarzone niezwykłą mocą. To jedna z przyczyn, dla których dowodzenie wydaje się tak atrakcyjne w sytuacji władzy, dowody  są w niej czymś pożądanym. W ten sposób pojawia się specjalna kategoria prawd dowiedzionych tzn. tez, które muszą być uznawane, ponieważ istnieje coś, co ma kształt [ich] dowodu. Muszą być uznane niezależnie od tego, czy są dla zainteresowanych bezpośrednio dostępne czy nie. „Prawdy dowiedzione” [w tym rozumieniu] są po prostu formami nakazów ignorujących rzeczywistość a ich dowodzenie zwykle sprzeciwia się samej istocie dowodu. Sprzeciwia się, ponieważ ten, kto upatruje w dowodzeniu [głównie lub tylko] źródła mocy dba raczej o jego hermetyczność niż powszechną dostępność.

 

316. Nie można widzieć czym jest dowód i nie znać wolności, nie być wolnym. Jeżeli się nie widzi, wtedy wydaje się, że dowodzenie jest czymś, co może sprawić, aby ludzie zachowywali się tak a nie inaczej, zachowywali się jakkolwiek, ponieważ dowód wydaje się mieć jakąś siłę zniewalającą, którą zawdzięcza jakimś trudnym, niezrozumiałym czy wręcz „kontrintuicyjnym” zabiegom zwanym dowodzeniem. To jest magiczne [maniczne] pojmowanie dowodzenia. Powiedzmy precyzyjniej: to nie jest pojmowanie to jest przekonanie przesłaniające prawdę [rzeczywistość]. Właśnie tym są przekonania, protezami widzenia, czymś w rodzaju sztucznego oka służącemu zapewnieniu nas, że widzimy [skoro przecież je mamy]. Dlatego przekonania nie mogą być prawdziwe [nie są widzeniem] one mogą być tylko formalnie poprawne [„jednokształtne z widzeniem”]. Naprawdę mieć przekonania to być w ich mocy. Dlatego ten, kto nie widzi istoty dowodzenia myśli, że polega ona na braniu umysłu w moc i władzę, w ten sposób zamiast otwierania bramy, budowany jest mur.

 

317. Ten, kto nie widzi jasno, pozostaje w niepewności i pełen jest lęku, nie wie, z której strony padnie cios, wątpi o sobie i o rzeczywistości, potrzebuje mocy i władzy. W swoim przekonaniu jest zagrożony unicestwieniem, doświadcza tego w swojej egzystencji. Ponieważ nie wie, jak mocny będzie unicestwiający cios, potrzebuje mocy i władzy możliwie największej, najlepiej nieograniczenie wielkiej, w granicy władzy absolutnej, nierzadko ta władza [absolutna] nazywana jest absolutną prawdą. Egzystencja staje się obecnością wobec unicestwiającej nicości i wypełniona jest rozpaczą oraz walką o moc. Ta unicestwiająca nicość jest rzecz jasna nazwą i postacią własnej ślepoty [utrzymywanej wraz z przekonaniami i jednocześnie rodzącej kurczowe do nich przywiązanie]. Faktycznie potrzeba władzy, przede wszystkim władzy nad sobą, jest proporcjonalna do stopnia zagubienia.

 

318. W takiej sytuacji pojawiają się nowe kategorie dowodów: dowody fundujące przekonania. Nie są one właściwe dowodami, ponieważ nie idzie o to, żeby coś zobaczyć, ale żeby o czymś kogoś, a zwłaszcza siebie, przekonać, ostatecznie zniewolić się do myślenia, że tak jest i że nie można, nie wolno, myśleć inaczej [ponieważ nie może być inaczej]. To przecież widać: pomimo użycia słowa „dowód” cała sprawa jest dokładnie przeciwna dowodzeniu.

 

319. Nie ma gorszego wroga prawdy jak przekonanie, które zawarte jest w formule jednokształtnej z prawdziwą [wyrażającą widzenie]. Dzieje się tak, ponieważ przekonaniu takiemu bardzo trudno jest zaprzeczyć. Ten, kto kurczowo się go trzyma, może powiedzieć „przecież to prawda” i nie będzie to wypowiedź wolna od agresji. Powoła się więc na niedostępną mu jasność prawdy jako na autorytet ją zasłaniający. Sytuacja zagubienia jest na wskroś dialektyczna, każdy ruch w jej obrębie prowadzi tylko do dalszego uwikłania, na nic nie zdadzą się dyskusje, konieczne jest widzenie. Prawdziwy dowód jest właśnie tym, co pozwala transcendować [dialektyczną] sytuację, jest bramą wiodącą poza mur jej ograniczeń.

 

320. Gdzie wielu jest zagubionych tam wiele potrzeba przekonań, tam stają się one fundamentem egzystencji, nie tyle zresztą się stają ile są nimi ustanawiane. Podobnie dzieje się z pojęciami rozumianymi jako wzięcie czegoś w moc intelektu. Nie jest przesadą powiedzieć, że rzeczywistość może być zastąpiona konstrukcją przekonań, których materią uczyniono pojęcia. Tak powstaje kultura będąca protezą rzeczywistości, dowieść coś oznacza w niej zmienić czyjeś przekonanie. Właśnie taki ustanawiający przekonanie „dowód” uważany jest w niej za efektywny, czyli prawdziwy. Dokładnie rzecz biorąc tego rodzaju kultury są przede wszystkim sublimacjami rzeczywistości, one zajmują się wydzielaniem [sublimowaniem] mocy w czystej postaci, oddzielaniem jej od tego, co ona może i używaniem instrumentalnym poza naturalnymi jej granicami.

 

321. Dowodzenie może być drogą pozwalającą zobaczyć ograniczenia pojęć i przekonań. Takimi są np. dowody Zenona przeciwko ruchowi. Zenon nie przeczy [naocznej] rzeczywistości ruchu, umożliwia jednak zobaczenie niedostatków naszych przekonań ruchu dotyczących. Niektórym umożliwia także dostrzeżenie rzeczywistości [ruchu] nie skrytej przecież za żadną inną zasłoną jak zasłona przeświadczeń. Jednak dla wszystkich, którzy doświadczają potrzeby przekonań, antynomie Zenona są nieustannym i nieznośnym wyzwaniem, domagają się zapełnienia muru przeświadczeń. To jedna z przyczyn nieustannego, obsesyjnego zainteresowania argumentami Eleatów. Oczywiście zainteresowanie to nie musi być obsesyjne, Zenon przedstawił przecież bardzo eleganckie i proste argumenty otwierające wiele możliwości. W ten sposób uczynił coś, co także należy do istoty dowodzenia, zwiększył nasze możliwości [wolność]. Można też załatwić sprawę całkiem po prostu stwierdzając, iż Zenon jakieś bzdury opowiada, bo przecież strzała leci, a to, co tutaj napisane, to zwykłe zawracanie głowy. Na tym właśnie polega uznanie za wiążące przekonań jednokształtnych formalnie z wyrazem prawdy.

 

322. Mamy więc dowody i dowody przekonujące [fundujące przekonania]. Te drugie sprawiają nie, że coś widzimy, ale że zachowujemy się jakbyśmy widzieli. Zatem musi być tu zaangażowana jakaś moc, jakaś siła skłaniająca nas do takiego zachowania. Tą siłą może być rozpacz, lęk [tak musi być, bo w przeciwnym razie coś strasznego], przeświadczenie o konieczności czegoś, wreszcie bezpośrednia siła władzy politycznej, albo najzwyczajniej zapłata. Satysfakcja przeprowadzającego dowód przekonujący płynie z doświadczenia panowania nad czyimś zachowaniem niezależnie od jego woli [udowodniłem ci, więc musisz, udowodniłem sobie, więc jestem]. Nic też dziwnego, że kultura, w której proceder ten jest rozpowszechniony jest zarazem kulturą przeciw sobie, kulturą i egzystencją buntu [przeciw „wartościom”] i to buntu eskalującego do permanencji [bo co niby miałoby go zatrzymać].

 

323. Istnieje taki „sport”: dowodzenie własnego istnienia i dowodzenie istnienia świata. Jest on, ten sport, najdosłowniej wyrazem obłąkania. Odróżnić od niego trzeba dowodzenie istnienia czegoś w specjalny sposób, odkrywanie statusu egzystencjalnego czy ontycznego jakichś obiektów. To jest możliwe, urzeczywistnienie mądrości, no. Zobaczyć, iż jest się bytem zbłąkanym [status egzystencjalny].

 

324. Dwa razy używamy słowa dowód. Raz oznacza ono wolność, jasność i spokój, a w drugim sensie niewolę, lęk i obłąkanie. Czyż to nie jest mylące, tym samym słowem nazywać te sprawy [kategorialnie różne]. Ale to nie jest przypadkiem, gdyby słowa były różne, jak demagog mógłby czerpać moc z przeświadczenia [poprawnego] o sile dowodów, bo siła dowodu [widzenia] jest faktycznie rozstrzygająca, ale nie poddaje się żadnej manipulacji [jest wolna i suwerenna]. To terminologiczne zamieszanie jest przyczyną niepewności a niepewność to skarb władzy [instrumentalnie traktującej ludzi] ponieważ niepewność odrywa ich od ich siły.

 

325. To, co dotyczy słowa „dowód”, dotyczy także słowa „prawda”.

 

326. Upragnionym celem dowodzących przekonywająco jest dowód absolutny [zatem i prawda absolutna] tzn. zmuszający całkowicie do przyjęcia pewnego nieodwołalnego, niepodważalnego przekonania. Byłby on narzędziem władzy absolutnej nad sobą i nad drugimi. Jednocześnie sama możliwość takiego dowodu budzi przerażenie i sprzeciw, to przecież byłaby unicestwiająca ‘prawda’ całkowitej niewoli. Tak więc najlepiej byłoby być jedynym dysponentem takiego dowodu, władcą absolutnym. Dlatego [przekonywująco] dowodzący prawdy walczą o władzę nad sobą [jak stado demonów].

 

groźne słowa

 

327. Mówią o wszechmocy, pilnuj głowy.

 

328. Zgodnie z filozofią scholastyczną absolutna prawda, absolutne dobro, absolutne piękno a także doskonałe istnienie należą do atrybutów boskich. Określano je mianem transcendentaliów, ostatecznie, w swej absolutnej właśnie postaci miały być zarazem dokładnie tożsame. W takim ujęciu [absolutna] prawda to Bóg. Dlatego dowody na istnienie Boga były zarazem dowodami istnienia prawdy [Prawdy].

 

329. Niezależnie od tożsamości transcendentaliów istnieje podobieństwo pomiędzy dowdami istnienia boga a dowodami prawdy. Otóż jeżeli prawdę traktuje się jako coś odległego, nadzwyczajnego lub jako źródło mocy to pojawia się potrzeba jej dowodzenia. Pomiędzy dowodami istnienia Boga odnajdujemy ekstremalne przykłady dowodów pełniących funkcję dysponowania mocą. W ten sposób poszukiwano mocy, której można by podporządkować swoją egzystencję [życie] i w ten sposób zdobyć władzę nad sobą. Jednocześnie to moc legitymująca władzę nad innymi. Kiedy patrzymy na historię, rzecz jest oczywista; przez długi czas permanentnie powoływano się na [dowiedzionego] Boga jako źródło władzy, oczywiście także władzy politycznej. Później Bóg zastąpiony został [dowiedzioną] koniecznością lub prawdą [obiektywną].

 

330. Istnieje wiele argumentacji ogólnie znanych jako dowody na istnienie Boga. Zazwyczaj to, że podejmowano trud tego rodzaju, traktuje się jako coś oczywistego, naturalnego nawet, zwykłego jak pytanie ‘czy Bóg istnieje’ [niezależnie od zaangażowania religijnego czy poglądów filozoficznych]. Taki jest obyczaj kulturowy i takie są przekonania. Tym niemniej dowodzenie istnienia Boga nie jest wcale niczym oczywistym, staje się takim w specjalnej sytuacji, psychologicznej, kulturowej, egzystencjalnej. Zarazem ta sytuacja jest właśnie sytuacją dowodzenia, w granicy dowodzenia Absolutu i dlatego można ją zrozumieć przyglądając się statusowi dowodów.

 

331. Przyglądaliśmy się teoriom prawdy i dotyczącym jej [potocznym] przekonaniom. Ale dowody na istnienie Boga pokazują nam, że samo istnienie prawdy może stać się czymś, czego trzeba dowieść. To wyraża pewną szczególną sytuację [egzystencjalną], sytuację, w której prawda jest tak „dalece obiecana”, że podtrzymanie przeświadczenia o jej faktycznej ważności wymaga dowodu samego jej istnienia. Ono nie jest już czymś oczywistym.

 

332. Pytanie „czy Bóg istnieje” jest jednym z pytań ustanowionych w naszej kulturze jako pytania powinne, tj. takie, że każdy powinien jakoś na nie odpowiedzieć a ta odpowiedź jest dla niego wiążąca, ma on się zachowywać i żyć zgodnie z tym, co dana odpowiedź w kontekście kulturowym oznacza. Jeżeli odpowiecie „tak” fundamentalnemu islamiście to uzna was za podległych prawu koranicznemu, chrześcijanin także wyciągnie odpowiednie konsekwencje podobnie jak ateista, deista, itd. Można wręcz odnosić wrażenie, że ludzie dzielą się na tych, którzy odpowiadają „tak”, „nie”, ewentualnie „nie wiem”. Logika tego poglądu jest równie zniewalająca, co błędna, naprawdę jest to pogląd nie dotyczący istoty tego, czego zdaje się dotyczyć. Szczerze mówiąc znaczna część ludzkości żyje o ile można daleko od problemów tego rodzaju, ale jednak w zasięgu ich oddziaływania. Oddziaływania często przemożnego. Nic też dziwnego, że choć z jednej strony jest to pytanie powinne, to nikt nie ma ochoty na nie odpowiadać, wyjąwszy może fanatyków, demagogów oraz tych, którzy zawodowo zajmują się tymi sprawami.

 

333. Pytanie „czy Bóg istnieje” traci jednak coraz bardziej swoją oficjalną ważność. Udzielana odpowiedź jest, w coraz większym stopniu, „sprawą prywatną”, czyli właśnie poglądem albo przekonaniem bez oficjalnego znaczenia. Często nawet taka jest oficjalna wykładnia i tak się to rozumie; przekonania „religijne” nie mają „istotnego” znaczenia. Nie mają przede wszystkim dlatego, że sprawa ta nie jest [oficjalnie] rozstrzygnięta, nie ma absolutnego [wiążącego] dowodu. Pokazuje to, że władza [zinternalizowana lub „zewnętrzna”] nie czerpie mocy z religii [„Prawdy”]. Skuteczniejszym sposobem okazało się dysponowanie mocą przez użycie obligujących dowodów, to one są najważniejsze.

 

334. Dla naszych potrzeb zastąpimy teraz słowo „Bóg” słowem „Prawda”.

      Teza: dowodzenie [istnienia] Prawdy, tak jakby była ona czymś szczególnym, czymś, co trzeba i można udowodnić przekonywująco i przy pomocy wyłącznie operacji pojęciowych oraz rozumowania [bez jej przytomności] jest błędem.

      Dowód [argumentacja]:

      - Prawda transcenduje istnienie i nieistnienie. Transcenduje także, dlatego, że stanowi podstawę wszelkich dowodów istnienia czy nieistnienia [same te dowody o tyle są znaczące o ile są prawdziwe].

      - Prawda nie jest możliwym przedmiotem szczególnych [i efektywnych] orzeczeń, cokolwiek mówimy, mówimy o Niej [jest jej wyrazem].

      - Istnienia Tego, co transcenduje istnienie i nieistnienie nie sposób dowieść [jak istnienia jakiegoś specjalnego, szczególnego bytu, np. jakiejś rzeczy].

      - Ale też i nie trzeba.

      - Dowody na istnienie Prawdy są dowodami na istnienie jakiejś „maksymalnej” [najpotężniejszej] „prawdy”, tak jak [zniewalające rozum] dowody na istnienie Boga są dowodami na istnienie najpotężniejszego z bytów szczególnych [tzn. takich, że istnieją jeszcze inne, różne od nich byty, które są od nich „słabsze”].

      - Dygresja. Zgodnie z tradycją biblijną najpotężniejszym bytem szczególnym [stworzeniem] jest książę tego świata –Szatan. Niezależnie od Biblii taki maksymalny byt jest istotowo tego samego rodzaju, co wszystkie inne, nie ma innego tytułu do władzy czy czci niż ten właśnie, że jest po prostu najsilniejszy, największy, pierwszy, itp. Jego kult byłby opłacalnym, „pragmatycznym” kultem mocy, opłacalnym przez jakieś uczestniczenie w niej, lub tylko z jej groźby, profitowaniem. I tak służby można żądać w imieniu choćby zmyślonego pana. Jeżeli jednak zmyślenie ma formę dowodu a forma ta jest uznawana za wiążącą [mocą już ustanowionych przeświadczeń] to zabieg taki będzie skuteczny [także mocą powagi formy]. Dlatego religia dowiedzionego boga jest religią gloryfikującą rozum formalny i formalnie nakazującą jego powagę. Dowodzenie jest w takim przypadku właśnie wiążącą formą. Tu jednak tkwi słabość religii tego rodzaju, „rozum formalny” staje się de facto potężniejszy od dowiedzionego Boga [Prawdy], którego istnienie miał uzasadniać. Staje się, ponieważ już wprzód był ustanowiony jako instancja, od której Bóg jest zależny. W takiej sytuacji Prawda staje się właściwie zbędna, ważne są dowody i rozumowania, w których mocy ona pozostaje, które ją ujmują. Nic też naturalniejszego [?], jak pojawienie się „rozumu” jawnie suwerennego [źródła instrumentalnej mocy], to właśnie jest „oświecenie”, „racjonalistyczne oświecenie” przygotowane [umożliwione] między innymi przez pojawienie się dowodów na istnienie Boga [Prawdy]. Dowiedziony Bóg staje się faktycznie niepotrzebny, wystarczą dowody. Zrozumiała jest wobec tego niechęć oświeceniowych racjonalistów do scholastyków: to spór [o władzę] i to spór w rodzinie, a właśnie takie spory bywają najgorętsze. Oczywiście jest „oświecenie” i oświecenie, racjonalizm i sytuacja, w której się go niekompetentnie wykorzystuje [jako „racjonalizm”].

      - Dowody na istnienie Prawdy są zatem dowodami na istnienie fałszu [ponieważ fałszem jest każda teza prawdziwa, pretendująca do wyłączności i utożsamiana z całą, samą prawdą].

      - Istnienia [maksymalnego] fałszu można dowodzić. To jest dowodzenie istnienia tezy [obiektu, bytu] maksymalnego ze względu na jakąś charakterystykę, zazwyczaj jest nią moc i występującego jako jedyny [unicestwiającego wszystko inne, wszystko, co jest w stanie od siebie odróżnić]. Takim maksymalnym fałszem może być np. ogół zdań prawdziwych ujęty jako coś różnego od poszczególnych zdań [po prostu prawdziwych]. W ten sposób „Prawda” zostaje przeciwstawiona prawdzie a nawet służy do jej negowania. Pojawiają się sądy, zgodnie z którymi jeżeli nie wiemy „wszystkiego”, to właściwie nic nie wiemy a wiedza ludzka jest zaiste marnej próby.

      - Powiedzmy od razu: zniewalającego dowodu Prawdy nie da się przeprowadzić. Nie da się, ponieważ intencją jest tu przeprowadzenie dowodu absolutnego tj. absolutnie wiążącego i to nie tylko intelektualnie, ale i egzystencjalnie. To oczywiście da się zrobić ale nie zrobić, ponieważ jesteśmy wolni. Istnieje zatem tylko jeden sposób na przeprowadzenie takiego dowodu: ograniczenie swojej wolności, ograniczenie wolności innych. Tu widzimy możliwość powstania religii niewoli i niewolników zarazem. Co ciekawe nie musi to być religia [dowiedzionego boga], równie dobrze może to być antyreligijny światopogląd [dowiedzionej prawdy].

      - Jednak ci, którzy przeprowadzają tego rodzaju dowodzenia twierdzą zazwyczaj, że dowodzą istnienia Prawdy, a nie fałszu [Boga a nie diabła]. Nie tylko tak twierdzą ale i są o tym przekonani.

      - W ten sposób czynią fałsz [obowiązującą Prawdą] i tak, czy inaczej, respektują to ustanowienie. Czynią tak, chociaż ich intencje są całkiem przeciwne. Postępują tak, ponieważ uświadamiają sobie intencje [odnalezienia prawdy] ale nie to, co je powoduje [potrzebę mocy].

      - To jest właśnie błędem, prowadzącym do kłopotów wynikających z ograniczenia wolności [umożliwianej przez prawdę] i wywodzącym się [zazwyczaj] z uczestniczenia w sytuacji, w której błąd ten jest już obecny.

 

335. Przeprowadzając tego rodzaju dowody są przekonani, że dowodzą istnienia prawdy [Boga]. W ten sposób pojawia się pewien problem, dlaczego i po co [zniewalająco] dowodzi się istnienia Prawdy.

 

336. Istnieje specjalny rodzaj religii: religia dowiedzionego Boga. W takich religiach Bóg staje się niepotrzebny a dzieło stworzenia podlega cenzurze, to, co nie jest zgodne z wolą dysponujących dowodami jest niedopuszczalne [np. przedstawiane jako błąd wiary].

 

337. Istnieje specjalny rodzaj wiedzy: wiedza prawd [przekonywająco] dowiedzionych. Nauka, o ile posługiwałaby się zniewalającymi dowodami, byłaby „nauką” zupełnie specjalną. Przedsięwzięciem [z nazwy] poznawczym, które w rzeczywistości byłoby jednak formą władzy [np. „zarządzania”] ograniczającą aktywność poznawczą.

 

338. Gdy chodzi o religię, to Bóg dowiedziony staje się niepotrzebny [lub pełni funkcję narzędzia, marionetki], wystarczy dowód. Gdy chodzi o naukę to Prawda [poznanie] dowiedziona staje się także niepotrzebna [lub jest tylko narzędziem]. Cały wysiłek skupia się na poszukiwaniu najmocniejszych technik dowodzenia. Jednoznaczność jest cnotą sformułowań, ale można poszukiwać jednoznaczności po to, aby ten, kto usłyszy dane sformułowanie musiał się z nim zgodzić [bez względu na cokolwiek]. Tak cnota jednoznaczności zamieniana jest na błąd [ograniczania świadomości].

 

339. Jeżeli chodzi o dowody tego rodzaju, to zniewalające dowody Prawdy egzystencjalnie wywodzą się z rozpaczy upatrującej ratunku tylko w [absolutnej, maksymalnej] mocy. W religii usiłowanie pojęciowego [wyczerpującego i zniewalającego „logiką”] ujęcia Boga jest przedsięwzięciem pychy zrodzonym z rozpaczy [obłąkania, niepewności]. W filozofii, w nauce analogicznie, absolutyzowanie prawd naukowych „ugruntowane” jest w niepewności i może też służyć do składania fałszywych obietnic w jej imieniu. Oczywiście mogą to być także groźby. Taki proceder spotykamy np. w przypadku nieodpowiedzialnych „popularyzatorów” nauki. Sami ulegamy pokusom tego rodzaju ilekroć obiecujemy sobie, że nauka jakieś sprawy naszej egzystencji „załatwi za nas”. Chociaż nauka może być ogromną pomocą, to jednak tylko my możemy rozwiązywać nasze problemy. Jeżeli „zawiedziemy” się na fałszywej obietnicy to możemy zacząć ignorować także [wielką] pomoc, której nauka dostarcza, w ten sposób powstaje kontestacja nauki a dolegliwość sytuacji wyraźnie się zwiększa ułatwiając życie szarlatanom. Jeżeli o te sprawy chodzi, to to, co dotyczy nauki, dotyczy także religii.

 

340. Egzystencjalnie dowodzenie prawdy może mieć charakter obrony swojego stanowiska [tożsamości] albo ataku, tzn. może służyć do zdominowania kogoś, określenia jego tożsamości zgodnie z sytuacyjną potrzebą. Najniebezpieczniejsze egzystencjalnie są dowody, przy pomocy których manipulujemy sami sobą [dla uzyskania pożądanych parametrów tożsamości].

 

341. Z historii wiemy, ze Bóg dowiedziony był używany jako uzasadnienie władzy [absolutnej w istocie, choćby nie wiedzieć jak tolerancyjnej w deklaracjach i atrybutach]. Kto przytomny ten wie, że także „prawda” dowiedziona była i jest tak używana w najrozmaitszych sytuacjach.

 

342. Istotę dowodu stanowi uprzytomnienie prawdy. Jednak metody dowodzenia mogą być stosowane do [domniemanego, pożądanego] zdobycia władzy nad prawdą. To jest jeden z podstawowych błędów w dowodzeniu. Jest on w pewien sposób trudny do dostrzeżenia, ponieważ nie jest błędem, który ujawniałby się w toku [formie] dowodzeń, lecz zawarty jest w traktowaniu samego tego procesu.

 

343. O ile tego rodzaju rozumienie dowodzenia staje się powszechne, o tyle mamy do czynienia z sytuacją, w której wszystkiego trzeba dowieść. Przy czym „dowieść” oznacza „dowieść metodycznie” [„naukowo”]. To, co nie dowiedzione, nie ma wagi. W ten sposób pojawia się iśie syzyfowy trud dowodzenia rzeczywistości. Dowidzenia [całej] prawdy. Pojawiają się też żądania „dowodów” tam, gdzie dowody są dowodami wprost nie wymagającymi kroków pośrednich. Zachodzi to, ponieważ w tej sytuacji rozumienie istoty dowodów uległo zagubieniu. Należy tu np. wiele pytań o rację czy powód danego postępowania. Ponieważ pytania te same są błędne, ale odbierane jako wiążące, to odpowiadanie na nie prowadzi do rozwoju niemałej „twórczości racjonalizacyjnej”. Możemy się z tym spotkać zwłaszcza w przypadku tzw. zagadnień etycznych. Często mają one związek z prawdą, np. pytanie „dlaczego należy mówić prawdę?” należy do takich kwestii. Czytelnik zwrócił zapewne uwagę na obecność w tym pytaniu kategorii należności oraz terminu „dlaczego” [ sugerującego konieczność określenia szczególnej przyczyny należności].

 

344. Podsumowując, kiedy zajmujemy się prawdą, możemy mieć i miewamy do czynienia z sytuacjami, w których jej dowód jest od niej ważniejszy. Dotyczy to także teorii prawdy, zdarzało mi się uświadamiać sobie, że bywały one dla mnie jakby ważniejsze od niej samej. Skutkowało to tym, że skłonny byłem definiować [ujmować] prawdę tak, aby mogła być przedmiotem dowodzeń czy ujęć teoretycznych, których potrzebę uznawałem za dojmującą. Kiedy zdałem sobie z tego sprawę spostrzegłem, iż nie byłem bynajmniej jedynym tak postępującym. Jednym słowem Prawda bywa wymyślana [ujmowana pojęciowo] w swoich atrybutach tak, aby można ją było odpowiednio [stosownie do sytuacji] określić czy dowieść.

 

 

 

 

 





Czytaj dalej
poprzednia
   strona

Czytaj dalej

czytaj dalej