ZAPISKI Z BŁĘKITNYCH RUIN.
MOCNE PODSTAWY
„Czy
prawdomówny pyta czym jest prawda?
a przytomny
wytrzeszcza oczy w jej poszukiwaniu?”
„Kiedy
upadły mury malowanego na niebiesko sklepienia nic nie
przesłaniało widoku
Szerokiego
błękitu.”
budowanie
nieba
283. W pewnym świecie wszystko było błękitne i nikt z jego mieszkańców nie widział nigdy innego koloru. Cokolwiek mówili o rzekach, górach, zachodach słońca czy kwitnących drzewach, mówili [zarazem] o błękicie, ich słowa były jego wyrazem. Było tak nawet, kiedy wyrażali swoje uczucia albo opisywali słynne wydarzenia. Było tak, ponieważ w ich świecie naprawdę wszystko było błękitne. I gdyby chcieli wyrazić kolor swojej rzeczywistości jakimś szczególnym [odróżniającym], jednym tylko słowem, czy opowieścią, to byliby w kłopocie. Byliby w nim, ponieważ każde słowo i każde zdanie było u nich wyrazem błękitu [a i samo było błękitne]. Dlatego żadne nie przekazywało o błękicie informacji większej niż zerowa. Dlaczego? Ponieważ każda [komunikat] była zarazem i z pewnością [to znaczy z prawdopodobieństwem równym jeden] opowieścią o błękitnym świecie. Ale zupełnie ich to nie martwiło, ponieważ kolor swojego świata bezustannie mieli przed oczyma, nawet, gdy je zamykali, a wszystko, co mówili właśnie go wyrażało i zawsze można było milczeć albo powiedzieć więcej i zawsze można było przecież użyć prostego słowa „błękit”. Niektórzy cieszyli się opowiadając, że błękit właściwy jest niebu, górom oraz otwartemu morzu, to była ich opowieść i ich teoria błękitu. Inni mówili, że błękit to kolor oczu pięknych dziewcząt oraz wiosennych łąk, a jeszcze inni rozprawiali o niebieskich księgach i instrumentach badawczych. Jednak zdarzyło się tak, ze zapatrzywszy się w treść opowieści, pewni ludzie utracili [dla siebie] przytomność powszechnego błękitu. Tym sposobem pojawili się z czasem uczeni mędrcy i sprawiedliwi władcy, którzy postanowili zawrzeć błękit w jednej, jedynej opowieści-teorii. Mówili, że ich zamiarem jest zaprowadzenie rzeczywistej powszechności błękitu, ale naprawdę spragnieni byli mocy dla panowania nad [błękitnym] światem, gdyż serca ich przepełniał lęk, cień zawężonej świadomości. Ponieważ go nie dostrzegali, uczeni mędrcy i dobrotliwi władcy obiecali powszechne wprowadzenie rzeczywistego błękitu. Szybko wzięto się do dzieła, najpierw wybudowano ogromne sklepienie, pomalowane zgodnie z obowiązującą teorią. Także każdy obywatel budował w sobie i dla siebie, jeżeli nie sklepienie, to przynajmniej daszek, najmniej skrupulatni malowali po prostu parasole. Czasami wybuchały rewolucje i burzono powszechne sklepienie, aby wybudować nowe, zgodne z wymogami właśnie zaprowadzanej teorii. Oczywiście wszystkie te sklepienia były błękitne, jakżeby mogły być inne, tak, że wszystko to wyglądało [dla przytomnego] nawet dość zabawnie. Czas mijał a obietnica powszechnego błękitu złożona przez świątobliwych i uczonych mędrców nie mogła się jakoś doczekać spełnienia. W związku z czym zdwoili ono wysiłki i pokazawszy, iż tylko w nich nadzieja ratunku, rozpoczęli wielkie badania błękitu. Niektórzy powiadali, błękit, istnienie i dobro są tym samym. Inni sądzili, że błękitne mogą być tylko słowa [zwłaszcza ich nauki]. Wreszcie niektórzy odkryli nawet, że orzeczenie „jest błękitem” nie wnosi nic do treści zdania, do którego jest stosowane. Nie mogąc go odnaleźć niektórzy popełniali samobójstwa [rzecz jasna także błękitne]. Niewątpliwie zapanowała zaawansowana sytuacja egzystencjalna. Niemal wszyscy bali się, że niebo [tj. sklepienie] zawali się im na głowy i jednocześnie pragnęli tego [tzn. błękitu]. I tak waha się los błękitnych ludzi i błękitnej cywilizacji czy najpierw upadnie jej niebo czy ona.
284. Najogólniejszym terminem błękitnego świata było słowo „błękit” i inne równoważne mu słowa. Kiedy się pojawiło i kiedy zaczęto stosować negację, niektórzy mędrcy zaczęli twierdzić, że nie wszystko jest błękitne. Powstał nawet gorąco dyskutowany przez uczonych problem tego, co nie jest błękitne. Każda teoria starała się pokazać „istotę” błękitu i odróżnić od niego to, co nie jest niebieskie. Zastanawiano się z zapałem także nad znaczeniem terminu „niebłękit”. Działo się tak, ponieważ tym, na co patrzyli były słowa, a słowa różniły się od siebie tak, jak różnią się od siebie wyrazy „błękitny” i „niebłękitny”. Wiele teorii aspirowało do ogólności i jedyności, ponieważ wiele sobie obiecywano po stworzeniu „teorii ostatecznej”; mało kto świadomy był faktu, iż błękit jest czymś najzwyczajniejszym, a jego teorie są możliwe i wartościowe, lecz nie są [koniecznie] potrzebne. Ponieważ w imię tych, czasem przekształcanych w ideologie, teorii sprawowano władzę, rozpowszechniło się przekonanie, że „każdy ma swój błękit, ale nie ma żadnego błękitu obiektywnego”.
285. Nasz świat jest różnobarwnym światem, jego różnobarwność jest jego błękitem, to jest [właściwe] znaczenie [ogólnego] terminu „różnobarwny”. Nasz błękit nazywamy też istnieniem, a czasem prawdą.
286. Podstawowo prawda jest najzwyczajniejsza. Jako najzwyczajniejsza jest też najpowszechniejsza. Jako najpowszechniejsza umożliwia wszystko, ale sama nie może być [wyczerpująco] ujęta jak pewna rzecz szczególna. Dokładniej: może tak być ujmowana, ale za każdym razem jest to pewne ujęcie specjalne, mające swoje [naturalne] granice. Jeżeli zanika świadomość granic to teorie zaczynają pretendowac do całkowitości i wyłączności. To jakby uniemożliwia tworzenie innych teorii także przecież przez prawdę umożliwianych.
287. Prawda jest podstawą wszelkich kryteriów i każdego sensu. Także kryteriów i sensu własnych teorii, ale sama nie jest kryterialna, właśnie dlatego, że [za każdym razem] jest podstawą kryteriów. To, co tu powiedziałem, wyraża prawdę, ale nie przekazuje o niej [całej] informacji większej niż zerowa. To, co tu powiedziałem jest informacją o [szczególnych] kryteriach. One zawsze są skończone, mają swoje granice i dzięki temu mogą być przydatne.
288. Chociaż prawda nie jest kryterialna [tzn. kryteria są szczególne] to fałsz i kłamstwo są kryterialne, ponieważ są szczególnymi przypadkami tego, co przez prawdę umożliwiane. Pomimo, że fałsz jest kryterialny i skończony, nie opracowano tylu teorii fałszu, co teorii prawdy. Szczerze mówiąc prawie wcale ich nie opracowywano.
289. Ponieważ prawda jest zupełni zwyczajna to żaden komunikat nie przekazuje o niej informacji większej niż zerowa. Możemy posługiwać się słowem „prawda”, ale on [w przypadku skrajnej ogólności] nie nazywa niczego [szczególnego] , ponieważ nazywa coś zupełnie pospolitego [nazywa wszystko]. Jednak w uniwersum słów można przeciwstawić „wszystko” „czemuś” i kiedy zawęzi się do tego przeciwstawienia uwagę, powstaje cała klasa [dolegliwych] problemów. George Edward Moore pisał o „błędzie naturalistycznym” w traktowaniu dobra. Polega on na traktowaniu go jakby było jakimś specjalnym przedmiotem, rzeczą czy [złożoną i specjalną] własnością. Analogiczne rozumowanie stosuje się także do prawdy.
290. Choć nie może być przekazana słowem, które ją wyraża, prawda zupełnie tego nie potrzebuje i my także nie potrzebujemy specjalnych komunikatów. Tym, czego potrzebujemy jest prosta i zwyczajna świadomość, ale i jej potrzebujemy o tyle, o ile uległa [dla nas] zawężeniu, o ile uwikłani jesteśmy w pewną sytuację. Ale w szczególnych kontekstach [także kontekstach szczególnych teorii] słowo „prawda” samo jest zwyczajnym słowem, wyraża i przekazuje szczególne treści i na tym polega właściwe jego użycie.
291. Prawomyślność to świadomość granic i statusu myśli, opieranie się na tym, co stanowi ich podstawę. Myśl prawdziwego badacza [przyrodnika] nigdy nie próbuje dominować tego, na czym się opiera: materiału obserwacyjnego. Znając wagę myśli nie próbuje on zastąpić nią [całego] świata i rozwiązać [wszystkich] zagadnień. Nie ulega więc pokusie związanej z tak potężną zdolnością jak zdolność myślenia. Wie, że chociaż potężna, ma ona swoje granice.
292. Prawdomówność ugruntowana jest w świadomości prawdy, to także świadomość granic języka i jego zastosowań. Polega na mówieniu zgodnym z sensem, zakresem i znaczeniem słów jako wyrazów prawdy. Tak jak prawomyślność, prawdomówność należy do sztuk świadomości. Jednak istnieje przekonanie, zgodnie z którym być prawdomównym to mówić co się myśli [relacjonować swoje przekonania]. Jednak przekonania i myśli same mogą być fałszywe. Dlatego dla prawdomówności nie wystarcza samo relacjonowanie przekonań. Taka prawdomówność to tylko nie kłamanie [w sprawie treści przekonań]. W istocie „mówienie co się myśli] jest „prawdomównością” w sytuacji ideologicznych przesłuchań.
293. To co dotyczy prawdy, jej wyrażanie, nie ogranicza się do spraw języka, myśli czy aktywności poznawczej. Każde działanie jest umożliwiane przez prawdę i może się jej sprzeciwiać albo ją negować. Jeżeli używamy jakiegoś narzędzia tam, gdzie nie jest ono skuteczne, to postępujemy fałszywie. Ktoś, kto chciałby uszyć obranie używając młotka zamiast igły uchodziłby za wariata i nie byłoby nawet o czym mówić. Jednak ten, kto próbuje używać np. teorii prawdy [„obiektywnej”] do zaspokojenia [usprawiedliwienia] niedostatku odzieży wcale nie musi być postrzegany jako szaleniec [którym jest]. Aktywność świadomą prawdy nazywamy prawym postępowaniem.
w poszukiwaniu kłopotów
294. Mam zielone wieczne pióro. Wyrażenie tego nie nastręcza żadnego kłopotu i nie wymaga wysiłku. Umiem przecież mówić, a ono leży przede mną i [dzięki temu] widzę je przed sobą. Jednak gdybym spróbował się temu przeciwstawić, spróbowałbym skłamać, to znalazłbym się w pewnym kłopocie. Musiałbym mianowicie wziąć skądś jakąś inną nazwę koloru, mógłbym np. pożyczyć ją od ściany i powiedzieć, że to pióro jest białe. W ten sposób muszę wykonać pewien wysiłek, pewną dodatkową czynność. Dlatego mówi się „kłamstwo jest męczące”. Co więcej, chcąc wprowadzić kogoś w błąd, muszę wiedzieć jaki jest kolor pióra. Dlatego mówimy: „prawda [pióro] umożliwia kłamstwo”, „prawda jest podstawą [także] kłamstwa”. Fałsz jako negacja prawdy także jest przez nią umożliwiany, ponieważ negacja istotowo jest zawsze negacją czegoś. Wyrażamy to mówiąc obrazowo, iż „nie ma on swojego bytu w sobie”.
295. Jeżeli chodzi o pióro to kryterium kłamstwa i fałszu jest bardzo proste, jest nim kolor pióra. O takich przypadkach traktują teorie weryfikacji [empirycznej] wiedzy. W innych przypadkach fałsz także jest skończony i kryterialny.
296. Egzystencjalnymi kryteriami fałszu, jego sytuacji, są: lęk, agresja, [nadmierne] znużenie, [niezaspokajalne] pożądanie, rozpacz i cierpienie. Nietrudno zresztą wydłużyć tę listę. Wszystko to są skutki zawężenia świadomości stanu rzeczy. Także poszukiwania prawdy [jakby była ukryta].
297. W przypadku języka kryterium kłamstwa i fałszu jest bardzo proste. Po pierwsze słowa, zdania, czy opowieści fałszywe przenoszą informację równą zeru. Jest to informacja o przedmiotach, których mają [zdają się] dotyczyć. Jeżeli powiem, że moje pióro jest białe, to słuchacz dalej ma zerową informację o tym, jakiego ono jest koloru. Oczywiście może myśleć, że wie [iż jest białe] nabywając w ten sposób pewnego przeświadczenia. Po drugie, chociaż informacja jest równa zeru, to fałsz funduje przekonanie, że jednak jest ona większa. To jest konieczny warunek fałszu: zawężenie świadomości do przekonania, że jeżeli coś się mówi to efektywnie przekazuje się jakąś informację. Słysząc wypowiedź człowiek przytomny wie, że tym, z czym ma do czynienia są słowa, a one wiele umożliwiają, ale też do niczego [z koniecznością] nie obligują. Umożliwiają np. sprawdzenie koloru pióra, ale nie czynią go [dla niego] białym. Dlatego ten, kto usiłuje okłamać człowieka przytomnego [wolnego], okłamie, co najwyżej, siebie [sądząc, że ufundował mu jakieś przekonanie]. Oczywiście możemy formułować wypowiedzi przenoszące informację zerową i nie jest to kłamstwem ani błędem, jeżeli zdajemy sobie sprawę z charakteru tych naszych wypowiedzi.
298. Sądzić, że gdy nie mówi i nie myśli się prawdy, będzie się ją mogło wymyślić [osiągnąć na drodze dyskursywnego rozumowania] tak, aby mieć ją w swojej mocy jak jakieś narzędzie. Sądzić, że prawdę można mieć na własność, jak sprzęt chowany w pudełku. Poszukiwać kryterium pokazującego prawdę słów niezależnie od przytomności. To są błędy popełniane przez mędrców, filozofów i uczonych. To są sposoby używane przez władców, których [dlatego] nazywamy zdeprawowanymi.
299. Prawda nie może być efektywnie i całkowicie ujęta żadną szczególną definicją, nie ma też wyróżnionego kryterium [bo każde słowo samo jest przez nią umożliwiane]. Pomimo to teorie prawdy mają swoje miejsce i przekazują efektywnie informację o ile tylko są teoriami szczególnymi, teoriami świadomym tego, że termin „prawda” ma w nich specjalne znaczenie. Można powiedzieć, że o tyle są efektywne, o ile właściwa jest im cnota skromności, tj. o ile są świadome własnych granic [i nie czynią ich zarazem ograniczeniami].
300. O ile istniałaby teoria [lub przeświadczenie] prawdy pretendująca do [całkowitej] ogólności i wyłączności, podająca jedyne kryterium prawdy, to byłaby ona fałszywą teorią. Jednocześnie byłaby ona de facto właśnie teorią fałszu, ponieważ to on daje się tak ująć: w całości [istotowo] i kryterialnie. W tym sensie poszukiwanie [całkowicie ogólnych] teorii i kryteriów prawdy jest poszukiwaniem kryteriów i teorii fałszu, i tak szukając ukrytej prawdy odnajduje się fałsz. Istotnie to on jest tym, co stara się ukryć. Dlatego ukryta prawda nie jest prawdziwą prawdą.
301. W momencie pojawienia się sytuacji przeciwieństw i negacji prawda sama zaczyna być definiowana jako to, co ma być przeciwne kłamstwu, fałszowi, czyli na gruncie fałszu. Pierwotnym doświadczeniem jest tu doświadczenie fałszu i idące za nim doświadczenie niepewności [jako czegoś przeciwnego pewności] rozpoczyna się więc poszukiwanie szczególnej prawdy, która miałaby być całą prawdą [de facto szuka się więc kłamstwa czy fałszu a to dlatego, że sytuacja poszukiwania sama, wedle swoich reguł, odległa jest już od prawdy, jako oparta na doświadczeniu fałszu]. Oczywiście nie znaczy to, że w sytuacji negacji nie trzeba dążyć do jej opuszczenia [transcendowania], zakaz poszukiwania prawdy byłby równie błędny jak ustanowienie wyłączności jakiejś szczególnej teorii. Jednak rozpoczęcie poszukiwań [„ukrytej”] prawdy bywa wyjątkowo efektywną metodą jej zgubienia [dla siebie], wiem coś o tym. W przypadku sytuacji idzie przede wszystkim o uprzytomnienie sobie jej rzeczywistej natury. Dla tego, kto jest jej świadomy, nie jest już ona sytuacją, lecz stanem rzeczy, czymś co należy do świata, ale go nie stanowi.
poprzednia
strona
czytaj dalej
