ZAPISKI Z BŁĘKITNYCH RUIN.
„Kiedy
upadło niebo
Złomy
głazów zaległy równinę ziemi i
nic
Nie
przesłaniało szerokiego błękitu”
Kazanie
wierzbowego liścia
„nie ma
tu nic nadzwyczajnego”
„wędrując
w poszukiwaniu nauczycieli, codziennie przechodził obok
mistrzów”
otwarcie furtki
- Trzymam w ręce zielone pióro, to nie
jest zdanie, to nie jest sąd, to nie jest wrażenie, to pióro
jest zielone. To jest prawda, nic nadzwyczajnego.
- Pióro jest zielone, to umożliwia sąd, to
umożliwia zdanie, to umożliwia wrażenie. Prawda umożliwia to wszystko i
jeszcze o wiele więcej. W szczególności umożliwia zadawanie
pytań zaczynających się od „a gdyby to pióro
trzymał daltonista…”. Przyjrzyjmy się jeszcze
takim i innym pytaniom.
wierzbowy liść
- Wiosną liść jest mały, delikatny, jasnozielony.
Latem jego zieleń ciemnieje i krzepnie, jest mocny a w upalne dni rzuca
głęboki cień. Jesienią staje w barwie brązu i złota, nadchodzi wiatr i
oderwawszy się od gałęzi liść spotyka swój cień. W zimie
jest szary i coraz bardziej przejrzysty, jak korona drzewa,
które opuścił. W dni odwilży czuje się jego woń, gorzką i
trzeźwą. I tak to jest z liściem.
- To proste i nie ma tu nic trudnego, nic, co
stawiałoby opór, a jednocześnie są wszystkie możliwości.
Dlatego mówi się: „prawda jest jak
powietrze”. Jeżeli jednak ktoś żywi przeświadczenie o
niezwykłości prawdy, o jej szczególnym charakterze, to w
ogóle nie będzie wiedział, o czym tu mowa i dalej będzie
zadawał pytanie: „czymże jest prawda [w swojej
istocie]?” usiłując odnaleźć formułę, w której
mógłby ją [całą] zawrzeć i mieć w swojej mocy niezależnie od
pielęgnowania przytomności. Ale prawda jest jak powietrze [świat],
dostępna, zwyczajna, skończona i zawsze otwarta. Dlatego choć można ją
zamykać [dla siebie] nigdy nie jest zamknięta. Liść to prawda.
barwy i kształty
- Dzięki liściowi, dzięki temu, że taki jest, powyższe zdania [3] mogą to
wyrażać. Możemy powiedzieć: one są wyrazem liścia, wyrazem prawdy, jej
formą.
- Wyrażanie jest formą istnienia i formą uobecniania.
Teraz jest zima i wiosenne liście znajdują swój wyraz w tych
słowach, są przez nie obecne. To nie jest coś, co trzeba by specjalnie
[dyskursywnie] rozumieć, to coś, czego doświadczenie jest nieodzowne
dla wszelkiego rozumienia. Tak jak prawda jest gruntem umożliwiającym
wyrażanie, tak wyrażanie, jego umiejętność jest gruntem wszelkiej
wiedzy specjalnej [węższej]. Dlatego mówi się:
„kto nie ma doświadczenia w poezji, nie powinien brać się za
naukę, nawet, jeżeli czegoś w niej dokona to jak ślepiec [nie wiedzący
co właściwie zrobił]”.
- Wyrażanie jest łatwe i bardzo powszechne: szczery
śmiech wyraża radość, a proste słowa odsłaniają prawdę. Jednak
wyrażanie wymaga pielęgnowania, jest sztuką i twórczością.
Jego warunkiem jest przytomność prawdy, [która je umożliwia]
i umiejętność posługiwania się formami [wyrazu]. Ale umiejętność ta
jest dla nas czymś dosłownie naturalnym i kiedy nie pojawią się
przeszkody w naturalny sposób rozwija się ona wraz z nami.
Dlatego w sztuka ceni się autentyczność a w naukach prostotę [jako
należące do istoty twórczości]. Może być jednak i tak, że
liść zostanie uznany za coś bez znaczenia a szczere wyrażanie prawdy za
coś niestosownego. To się nazywa utratą podstawy. Wtedy poszukiwanie
prawdy staje się przedsięwzięciem nieskończonym.
- Głęboka zieleń jest wyrazem [dojrzałego] liścia,
także to zdanie jest jego wyrazem i jego własnością [na tym właśnie
polega wyrażanie]. Dlatego domeną wyrażania jest dziedzina własności, a
te mogą być [formalnie] ujmowane jako relacje jednoelementowe.
Mówimy „coś jest jakieś” i w ten
sposób dajemy temu czemuś [jego] wyraz [zdanie może być
wtedy przedstawione jako relacja jednoelementowa].
- Wyrażanie ma swoje prawa. Nie są to prawa,
którym ono podlega [niezależne od niego zasady rządzące jego
kształtem] lecz jego naturalne formy. Można je opisywać, ale nie można
ich wyczerpać, ponieważ wyrażanie jest twórczością. Jeżeli
poddajemy formy naszego wyrażania pewnemu rygorowi to, to poddawanie
także jest pewnym wyrazem, ono wyraża np. nasze dążenia czy upodobania.
Jedyna zależność, która decyduje o wyrażaniu to ugruntowanie
w prawdzie. Jeżeli wyrażamy liść [obojętne czy w biologii czy w
poemacie] lecz nie jesteśmy go przytomni to damy wyraz swojemu
zagubieniu i znajdzie ono właściwą sobie formę.
- To proste; wieje wiatr i [mówimy] liść
wyraża się w świście i łopocie, mówię i liść znajduje wyraz
w moim języku, w tej wypowiedzi. Liść świszcze na wietrze a my możemy
nazywać ten świst wyrażaniem, mamy wtedy wyraz i coś, co się wyraża i
możemy tak mówić widząc, co to oznacza [że liść świszcze]. W
czerwcową noc piwonia jest zapachem. Wtedy, wspominając niewidoczny w
mroku kwiat, naturalnie mówimy; ten zapach, czy to nie wyra
piwonii? jej obecność w ciemności. To właśnie jest charakterystyczne
dla samego tylko wyrażania, pewien mrok. Dlatego ten, kto skupia
[zawęża] uwagę na wyrażaniu czyni świat jakby mrocznym, traci z oczu
sam liść. Przytomny prawdzie bez trudu ją wyraża. Jednak ten, kto skupi
[zawęzi] uwagę na wyrażaniu dozna zatrzymania, będzie się zastanawiał
nad doborem barw, słów, formuł, i patrząc nań zacznie
poszukiwać liścia, który znajdzie się gdzieś jakby daleko.
To właśnie jest błędem, błędem w życiu, sztuce, nauce; zaciemnieniem
prawdy [dla siebie]. Kiedy aktywność oderwana jest od jej podstawy
pojawiają się wątpliwości, a wraz z nimi zagubienie prowadzące do
cierpienia a to właśnie nazywa się błędem [w filozofowaniu] i na tym
polega [możliwa] pułapka wyrażania: przedłożenie jej wyrazu nad samą
prawdę. To są proste słowa, ale jeżeli ktoś zacznie szukać tego, co one
wyrażają [jakby było czymś ukrytym] to staną się one, dla niego
niejasne [mroczne], będą metaforą [wyrazem] nie wiadomo czego.
- Naturalną funkcją wyrażania jest uobecnianie
czegoś, wskazywanie [uprzytamnianie] prawdy i odnajdywanie
[urzeczywistnianie] jej wprost, a więc rozjaśnianie sytuacji przez
dotarcie do stanu rzeczy, uprzytomnienie go sobie. Wyrażanie wskazuje,
ale rzecz odnaleźć musimy sami, ponieważ żadne słowa [wyrazy] tego za
nas nie załatwią. Jeżeli jednak widzimy jasno, ale zaczniemy domagać
się wyrazu [np. opisu] tak jakby był on ważniejszy to właśnie
przedłożymy wyraz prawdy nad nią samą i doświadczymy wątpliwości [chcąc
np. zastąpić rzeczywistość jej „teorią”].
Mówię o tym, ponieważ nieraz zetknąłem się z takim
nastawieniem, a i sam uległem pokusie „uczonej
mowy” nie zdając sobie sprawy jak bardzo oddalam się od
istoty nauki, której zadaniem jest przybliżanie,
rozjaśnianie prawdy [rzeczywistości] a nie odchodzenie od niej [w mrok
gąszczu ezoterycznych formuł]. To uleganie polegało właśnie na
przywiązywaniu większej wagi do technicznego wyrazu pewnych
[interesujących mnie zagadnień] niż do rzeczywistości stanowiącej ich
podstawę. W ten sposób wiedza stanowiąca dorobek nauki była
przeze mnie używana niezgodnie z jej naturalnym przeznaczeniem: zamiast
przybliżać oddalała, a próbując ją rozszerzać usiłowałem
wychodzić nie od prostej rzeczywistości, ale od wyrafinowanych
konstrukcji [wyrazów], które wydawały mi się tym
lepsze im bardziej były niezwykłe. Tak właśnie dawałem wyraz swojemu
zagubieniu, jednak wierzbowy liść udzielił mi swojej nauki.
- Jako naturalne wyrażanie jest powszechne, jest
niemal nieuniknione. Świadomie lub nie, zamierzenie albo mimo woli
każda wypowiedź [aktywność] wyraża mówiącego [działającego]
i jego sytuację. To niewątpliwie należy do mądrości: widzieć, co
znajduje swój wyraz, np. w tekście filozoficznym, albo
spojrzeniu sąsiada.
- Wierzbowy liść zmienia barwy, rzuca cień, pokrywa
się szronem, nie doznaje zatrzymania ani pośpiechu, to nazywamy
wolnością [którą jest prawda]. Zmiana barw, rzucanie cienia,
oszronienie, są naturalnymi wyrazami [prawdy] liścia. Wyrażanie jest,
bowiem [możliwą] naturalną realizacją wolności [prawdy], dlatego bez
[naturalnej] swobody wyrazu nie można mówić o prawdzie,
pozostaje ukryta i rozpocząć się mogą [zastępcze] poszukiwania. Te
słowa nie są instruktywne, ponieważ to, na czym opierają się
instrukcje, samo nie jest instrukcją [liść], ale właśnie ich rozumienie
[widzenie liścia] jest konieczne, aby móc kompetentnie [nie
ślepo] stosować wszelkie instrukcje. Choć można, o prawdzie nie trzeba
wiele mówić, ponieważ ona już jest, jeżeli jednak w jakiś
sposób utracimy jej doświadczenie to trzeba pielęgnować
zwyczajną świadomość [dla siebie]. Ta sprawa jest tak zwykła, że każdy
liść może zostać naszym nauczycielem. Także o wyrażaniu nie trzeba
wiele rozprawiać, trzeba tylko widzieć, jaki jest jego związek z
prawdą. Jeżeli jest ona dostępna, środki wyrazu nie pozostają ukryte,
nie stanowią problemu [kłopotu, trudności], choć mogą wymagać pracy.
To, co powiedziano o prawdzie i jej wyrażaniu, ponieważ było można
[mając do nich dostęp] jest dorobkiem i twórczością, to, co
powiedziano o prawdzie i jej wyrażaniu, ponieważ było [konieczne]
trzeba [coś powiedzieć] może być niebezpieczne, ponieważ zostało
powiedziane bez ich [istotnej] znajomości. Potrzeba prawdy rodzi się
bowiem z jej zasłonięcia. Widzący liść opisuje go bez trudu [dając
wyraz prawdzie], ale ten, kto uważa, że powinien go opisywać [zwłaszcza
będąc daleko] wyprodukuje tylko opowieści niewiarygodne, nawet jeżeli
jednobrzmiące z prawdziwymi.
- Liść jest prawdą. Rzeczywistość [istnienie] jest
prawdą. Co jest rzeczywistością? Wierzbowy liść i zielone
pióro i [ta] książka. Skupianie [zwężające] na wyrażaniu
jest stanem egzystencjalnym, to pewien sposób bycia,
egzystencji tego, kto przejęty jest ważnością wyrażania i jego
przejęcie się ustanawia tę ważność [dla niego].
jeden i
dwa
- Dzięki temu, że liść jest wiosną jasny, latem
ciemnozielony, jesienią barwny a zimą brązowy i przejrzysty możemy
powiedzieć, że on ma różne kolory. Liść
umożliwia zatem rozróżnianie. Umożliwia nam
mówienie o różnych jego barwach, umożliwia
wyrażanie siebie w sposób krótszy. Wyrażanie może
być teraz nie tylko krótsze, ale może być też bardziej abstrakcyjne,
możemy powiedzieć, że ma on różne barwy, zamiast je po kolei
wymieniać.
- Jednak „różne barwy”
oznaczają właśnie to, że jest on jasny wiosną, ciemnozielony latem,
barwny jesienią, brązowy i przejrzysty zimą.
- Umożliwiając mówienie o
różnicach liść umożliwia także ustanowienie
różnicy, ustanowienie tej kategorii rzeczywistości
stanowionej tj. rzeczywistości, w której żyją ci,
których to ustanowienie dotyczy, którzy czynią je
dla siebie wiążącym.
- Jak do takiego ustanowienia może dochodzić? Na
przykład tak, że zamiast na liściu skupiamy się na słowie
„różnica”, do niego zawężamy naszą
świadomość, to leży przecież w naszej mocy. Zawężamy i nie widzimy już
liścia, a tylko słowo i ono staje się dla nas ważne.
Dlaczego ważne? Może dlatego, że częściej mamy do czynienia ze słowami,
którym nadano już wagę cięższą niż waga lekkich liści.
Niewielu zna prawdę i niewielu doświadcza szczęścia, ale słowa
„prawda” i „szczęście”
poruszają tłumy i cóż znaczy liść wobec powagi
słów opisujących go nauk.
- Skoro patrzymy na słowo, skupiamy się na nim i
wiemy, że wyraża coś prawdziwego to wytwarzamy pewne specjalne pojęcie.
W tym przypadku jest to pojęcie różnicy. W ten
sposób język staje się tym, co [skoro ustanowiono już
różnicę] odróżnia i oddziela nas od liścia.
- Ustanowienie rozróżnienia i uczynienie
go tym, co podstawowe, sprawia, że język traci swoją przejrzystość tak
jak szyba, na którą, zamiast, przez którą się
patrzy. Zatem zaczynamy żyć w sytuacji świata różnic
stanowionych i to jest nasza prawdziwa rzeczywistość. Prawdziwa, bo ją
ustanowiliśmy [uczyniliśmy obowiązującą] i faktycznie w niej żyjemy
[zapomniawszy, co wyraża termin
„różnica”, on sam jest teraz ważny, to
barwy liścia same są postrzegane jako wyraz różnicy i
zróżnicowania].
- Rozróżnianie ma swoje znaczenie, swoją
podstawę i swoje naturalne granice, jest też rozróżnianie
ustanowione [poza tymi granicami]. Postawa odróżniania
ustanowionego to postawa, która sama siebie
odróżnia od wszelkich innych [wprowadzając
zresztą samo pojęcie „wszelkich innych”]. To rzecz
zwyczajna, skoro pojawia się słowo
„różnica” to można [w braku kompetencji]
zacząć je hipostazować, nie oznacza już ono po prostu barw liścia, ma
ono oznaczać coś jeszcze i to coś ważniejszego. Ma oznaczać właśnie, że
te barwy są „różne”, a nie tylko są
zwykłą czerwienią, zielenią itp. Tak [przez roztargnienie i
źródłową niekompetencję] może zacząć się poszukiwanie
„istoty różnicy”. Chociaż jest ona
zupełnie naoczna to jednak zwyczajna naoczność utraciła właśnie całą
atrakcyjność.
- Rozróżnianie [tylko]
skrótowo, ogólnie wyraża [ujmuje] stan rzeczy i w
ten sposób umożliwia sytuację rozróżniania
stanowionego poza jego naturalnymi granicami. To jest pewne
niebezpieczeństwo związane z użyciem terminów
ogólnych [jakim jest termin
„różnica”]. Z jednej strony są one
bardzo przydatne, są naturalnymi adaptacjami rozumu i języka [do
wyrażania bogactwa świata], z drugiej strony mogą być używane
niekompetentnie tzn. poza ich właściwym, w danym kontekście [stanie
rzeczy] znaczeniem, poza ich naturalnymi granicami właśnie. Skrzela
przydają się rybom w wodzie, ale wyjęte na ląd ryby duszą się nie mogąc
oddychać powietrzem. Kiedy mówimy o liściu
„różnica” oznacza jego barwy, kiedy o
arytmetyce pewną liczbę, jeżeli spróbujemy stosować ten
termin w obu przypadkach tak samo, to bez [stosownego, uzasadnionego]
uogólnienia popadniemy w kłopoty. Tym bardziej, jeżeli
zechcemy stosować termin „różnica” do
całego świata. Stanie się on wtedy zbiorem różnych, obcych
sobie „rzeczy”, a nasza kondycja niewiele będzie
się różniła od stanu ryb wyjętych z wody. To właśnie nazywa
się nadużyciem adaptacji i może skutkować urazem, chęcią odrzucenia tak
przecież przydatnej zdolności rozróżniania. Ta chęć
przejawia się np. w poglądach odrzucających wszelkie
zróżnicowanie, głoszących „całkowitą jednolitość
Bytu”. Jeżeli nadużywamy pojęcia różnicy to nawet
wierzbowy liść staje się zagadką, przecież ma różne barwy,
więc ile właściwie jest tych liści? Zamiast liścia pojawia się gąszcz
[wyobrażonych] różnych obiektów, z
których próbujemy rekonstruować pierwotne
doświadczenie np. posługując się metaforą następujących po sobie klatek
filmu. To, co umożliwiało nam łatwiejszy opis staje się
[niekompetentnie użyte] źródłem problemów
nierozwiązywalnych w sytuacji, która doprowadziła do ich
sformułowania. To właśnie tak jest Szanowny Czytelniku, jeżeli sądzisz
w tej chwili, że rozróżnianie i rozróżnianie
stanowione to są dwa „różne” obiekty
tego samego rodzaju i bycie różnymi należy do
samej ich istoty, to znajdujesz się właśnie w perspektywie
sytuacji stanowionej różnicy. Zawężenie uwagi do
różnic czyni, bowiem, prawdę niezrozumiałą. Nie ma w tym nic
niezwykłego [niespotykanego], muszę przyznać, że z pewnym trudem
przychodzi mi znalezienie odpowiednio wyraźnych sformułowań, praktyka
naszego współczesnego języka jest bowiem na wskroś
przeniknięta ustanawianiem rozróżnień, ba właśnie, właśnie
ta praktyka jest głównym narzędziem ustanawiania tego obrazu
świata. Świata, w którym wszystkie obiekty są przede
wszystkim różnymi obiektami.
- To nie jest [tylko] orzeczenie tożsamości, to nie
jest [wyłącznie] sąd o modalności: umożliwiając go wierzbowy liść jest
światem. To jest możliwe orzeczenie i możliwy sąd, możemy tak
mówić i ma to swoje miejsce i naturalną funkcję. Jeżeli
pytasz o to, co najważniejsze, to jest nim to, co [w Twoim
doświadczeniu] najzwyczajniejsze. Prostych słów nie trzeba
[mozolnie] rozumieć.
- Skoro rozróżnienia zostały ustanowione
[jako dla nas wiążące] to zaczynamy żyć w świecie różnic.
Wiatr kołysze liśćmi a my z przejęciem rozprawiamy o ich istotach i
cechach specjalnych. Jeżeli jednak rozróżnienia są po prostu
rozróżnieniami to, kiedy rozmawiamy o nich, szum liści stale
jest słyszalny [także w naszej mowie]. Tak zachowują się ludzie mądrzy
[przytomni].
- Rozróżnienia umożliwiają
mówienie o wielu rzeczach naraz, umożliwiają, w pewnej
mierze, ogólność wyrazu i dzięki niej, abstrakcję. Ponieważ
posługując się nimi można wyrazić krótko wiele spraw, są one
formami wolności. Jednak rozróżnienia stanowione [przez
zawężenie uwagi do różnic] są formą ograniczenia wolności,
ograniczenia jej dla nas. I na tym polega pokusa rozróżnień,
pokusa pojawiająca się [jako taka] np. w sytuacji pośpiechu, sytuacji,
w której chcemy dużo powiedzieć, ale nie
mamy czasu na znajomość z liściem. Nie tylko go nie mamy, ale nawet nie
zamierzalibyśmy go na nią „tracić”. De
facto jednak to, co powiemy pośpiesznie, będzie puste,
będzie wyrazem naszego pośpiechu, będzie więc pomimo rzeczywistości i
trzeba będzie jakąś „rzeczywistość” dorobić [np.
pojęciową].
- Rozróżnianie, jak każda adaptacja,
umożliwia chwałę i nędzę naszego gatunku, to znaczy naszą osobistą
chwałę i naszą faktyczną nędzę. No właśnie,
„chwała” i „nędza” czy nie
funkcjonują, w potoczności kultury, jako przede wszystkim różne?
Właśnie w ten sposób rozróżnianie staje się
egzystencjalnie wiążące. Kiedy staje się wiążące, zaczyna być
oślepiające. Czym jest „nędza”? Czymś
różnym od chwały. Czym jest „chwała”?
Czymś różnym od nędzy.
- Odróżnianie umożliwia pewne wyrażanie
zmian. Możemy mówić: liść przedtem był taki a teraz jest
inny i to nazywamy zmianą. Trzeba pamiętać, że to jest po prostu forma,
krótka forma opowieści o liściu [3]. Wyrażanie przez zmianę
umożliwia mówienie: oto zmienił się nasz liść. To także jest
coś, co liść umożliwia, w szczególności umożliwia nam
przecież wolność wyrażania.
- Kiedy pojawia się różnica i zmiana,
zaczynamy odróżniać barwę od liścia, liść od lata, lato od
jesieni. Możemy zacząć rozważać istotę liścia i istotę zmiany. Jeżeli
chodzi o liść, to lato jest [jego] ciemną zielenią.
- Wraz ze zmianą pojawia się przemijanie [jako
możliwa forma wyrazu, istnienia liścia].
- Wraz ze zmianą [odróżniającą] i
przemijaniem pojawia się możliwość ich ustanowienia jako nas
dotyczących i dla nas wiążących [kiedy skupiamy się na sobie]. W ten
sposób odnajdujemy się w sytuacji rzeczy
szczególnych i przemijających, a gorzki smutek staje się
naszym udziałem.
- Rozróżnienie, a wraz z nim zmiana,
przemijanie, czas, te słowa zwiększają wolność naszych wypowiedzi,
swobodę [ogólnego] wyrażania prawdy. Wiele możemy pojąć i
wiele zrozumieć. Jednak ustanowienie [wiążących] rozróżnień
jest zarazem ustanowieniem problemów, tych, które
nazywamy teoretycznymi i tych, które nazywamy
egzystencjalnymi, bo nas, w naszym byciu dotyczą. W ten
sposób zagadnienia stają się problemami. To właśnie jest,
także i przede wszystkim, ustanowienie samej kategorii
problemów jako czegoś, co trzeba
rozwiązać [zamienić na coś innego], problemy przestają być czymś, czym
można się zajmować [zagadnieniami], one zaczynają domagać
się rozwiązania. Wszystko to jest skutkiem skupienia się na sobie i
języku ustanawiającym kategorię różnicy i [w jej obrębie]
czyniącym nas czymś radykalnie różnym od liścia i świata. I
tak wolność rozróżniania może stać się ograniczeniem,
równie wielkim jak ona. Zamiast istnieć w świecie bogatym
różnorodnością, zaczynamy egzystować w obcym nam [dla nas]
wszechświecie.
- Obszarem, królestwem sytuacji
odróżniania jest dziedzina relacji szczególnego
rodzaju, a mianowicie relacji co najmniej dwuelementowych. Relacje
jednoelementowe mogą się tu pojawiać, ale zawsze jako człony
[uświadamianych bądź nie] relacji dwu lub więcej elementowych, np. mogą
pojawiać się w odróżnieniu o nich.
Dlatego prawda w tej sytuacji ma charakter relacyjny, jest relacją i
tylko relacją. Relacją, pomiędzy co najmniej dwoma,
odróżnionymi przedmiotami. Jeżeli rozróżnianie
jest naturalne to swobodnie możemy poruszać się w dziedzinie relacji
wieloelementowych dowolnie przekraczając jej granice, jeżeli
rozróżnianie jest ustanowione jako jedyne, to granice tej
dziedziny [odróżnień] stają się granicami świata.
- Co to jest relacja? Jeżeli coś [x] jest jakieś, to
nazywamy to [bycie czegoś jakimś] relacją jednoelementową [i
zapisujemy: R(x)]. Jeżeli coś [x] jest jakieś dla czegoś [y] to
nazywamy to [bycie jakimś dla czegoś] relacją dwuelementową [i
zapisujemy: R(x, y)], i tak dalej.
- Z perspektywy sytuacji rozróżniania
prawda staje się czymś szczególnym, czymś różnym
„od wszystkiego innego” i to należy do jej istoty.
W tej sytuacji jest też coś, co jest [właściwą] w niej
prawdą, to właśnie prawda relacyjna będąca naturalną w tych warunkach
formą prawdy.
- Będąc czymś różnym od wszystkiego innego
prawda może się zgubić i trzeba jej wtedy szukać w
dżungli zróżnicowanego świata. To się nazywa ustanowieniem
igły i stogu siana. To wszystko umożliwia liść, to wszystko umożliwia
prawda, umożliwia mianowicie ustanowienie sytuacji zbłąkania.
- Dwaj ludzie mówią
„różnobarwny liść”, jeden z nich wyraża
liść, a drugi [ustanowione] pojęcie, ale formalnie obaj
mówią to samo [i nie da się tego rozróżnić na
podstawie kształtu wypowiedzi, choć może dać się usłyszeć w jej
brzmieniu]. To właśnie należy do sytuacji rozróżniania,
prawda [liść] staje się pojęciem ugruntowanym w [zabsolutyzowanym]
pojęciu różnicy. Rozróżnianie,
uogólnianie, umożliwia [ułatwia] opisywanie dalekich
podróży tym, którzy sami nie widzieli mnogości
rzeczy doświadczonych przez podróżnika. Ułatwiając opisy
ułatwia też podróże [przez wytyczanie szlaków i
opisywanie tras], jeżeli jednak podróżnik znajduje się w
sytuacji [niekompetentnie ustawionego] odróżniania, to
podróżuje w świecie pojęć, słów i wyobrażeń.
Nawet będąc na miejscu wytrzeszcza oczy i usiłuje zobaczyć to, o czym
słyszał. Stojąc przed [słynnym] wodospadem próbuje poczuć
jego [sławną] niezwykłość. Tym sposobem to, co umożliwia penetrację
[poznanie] świata może równie skutecznie od niego odcinać.
Jeden podróżuje po świecie, a drugi [dla siebie] po mapie
myśli i pojęć [będącej w jego perspektywie czymś różnym od
świata ale zarazem stanowiącej jego świat]. Wtedy pojawia się
pragnienie dotarcia do prawdy [rzeczy], ponieważ skoro obraz został
ustanowiony jako coś różnego [zasadniczo] od jego
rzeczywistości przedmiotowej [i tylko tak] to stał się on zasłoną
rzeczywistości [a nie pewnym jej uobecnieniem, formą prawdy]. Może być
prawdziwy, ale jest czymś różnym od prawdy. Wszystko jest,
bowiem, różne od prawdy a ona sama staje się czymś, czego
trzeba szukać. Ale to przy pomocy czego się szuka
[rozróżnianie jako zasada podstawowa] tylko coraz bardziej
od niej oddala.
- Podstawową operacją na różnicowania jest
stwierdzanie [różnicy lub stanu zakładające
różnicę]. Jest to operacja dominująca w sytuacji
odróżniania.
na
ubitej ziemi
38.
Liść
umożliwia wyrażanie, wyrażanie umożliwia
rozróżnianie, a rozróżnianie umożliwia
przeciwstawienie. Liść umożliwia i to. Możemy
bowiem nie tylko odróżniać jego barwy, ale także
przeciwstawić je sobie, zieleń
może być wroga czerwieni tak jak wrodzy sobie byli Parys i Achilles.
Wiatr
kołysze liściem, liść trzyma się gałęzi, możemy powiedzieć: wiatr jest
przeciwny liściowi, wiatr i liść walczą ze sobą. To jest wyrażanie
szczególnego
rodzaju rozróżnienia [rozróżnienia przez
sprzeciw]. To może być formuła
ustanowienia [dla nas] sprzeciwu i walki [pomiędzy
odróżnionymi: wiatrem i
liściem]. Tak właśnie jest; jeżeli zawęzimy naszą przytomność do
sprzeciwu, to
sprawimy, że będzie ona musiała [jak się wtedy zdaje] stoczyć walkę
[aby
powrócić do swego pierwotnego stanu].
39.
Wiatr
wieje, liść świszcze i łopocze, obraca się
do góry i w dół, w prawo i w lewo, skręca się i
napina. To właśnie wyrażają
słowa; liść walczy z wiatrem i to jest prawda. Jeżeli znajdując się w
sytuacji
rozróżniania zawęzimy ją do sytuacji wrogości to świat
stanie się [w mniejszym
lub większym stopniu] obszarem walki, a prawda pojęciem, o
które trzeba, powinno
się, walczyć. To kolejna forma wyrazu, zdobycz [adaptacja] i zarazem
możliwe
zawężenie, które ofiarowuje [umożliwia] nam liść. Prawda
jest bowiem wolnością,
a wolność także możliwością dialektyki. Odtąd ból może być
czymś nie tylko
różnym od mojego istnienia, on się mojej egzystencji
sprzeciwia, muszę z nim
walczyć. Stare indyjskie teksty mówią, że istnieje piekło
walczących demonów,
często nie trzeba szukać go daleko.
40.
Powiedzmy
wyraźnie: obszar tego, co określamy
terminami „sprzeciw”,
„przeciwieństwo” jest obszarem, po
którym możemy się
swobodnie poruszać, słowa przeciwstawień są słowami, których
możemy swobodnie
używać [w naturalny sposób], stanowienie sytuacji
przeciwieństw jest także
czymś, co możemy swobodnie uczynić. Jeżeli jednak dokonamy takiego
ustanowienia
[ograniczenia świadomości] to skierujemy naszą [naturalną] wolność
przeciw niej
i tym samym ograniczymy ją [dla nas].
41.
Jeżeli
chodzi o prawdę to ustanowienie sytuacji
przeciwieństw czyni ją czymś, co istnieje przeciw
czemuś innemu. Tym
czymś innym jest kłamstwo, ono samo też nie ma swojego bytu w sobie,
lecz
istnieje [jest definiowane] jako przeciwieństwo prawdy. W ten
sposób koło się
zamyka pozostawiając prawdę na zewnątrz siebie. To właśnie jest
oderwanie od
gruntu [rzeczywistości]. To oderwanie zachodzi jednak tylko dla tego,
kto go
dokonuje, przecież nadal opiera się on na tym, co je umożliwiło: na
prawdzie.
42.
Jest
lato i liść jest zielony, mogę więc
powiedzieć, że jest taki, mogę też powiedzieć [tu muszę się chwilę
zastanowić],
że jest niebieski. Ten kolor niebieski muszę gdzieś znaleźć, muszę
skądś go
wziąć. Mogę go „wymyślić”, mogę go
„pożyczyć” np. od błękitniejącego nad
liściem nieba. Jednym słowem, aby zaprzeczyć liściowi [prawdzie] muszę
się wysilić
stając w obliczu pewnej trudności, której źródłem
jest samo przedsięwzięcie
„powiedzenia czegoś przeciw liściowi”.
43.
Kłamstwo
jest tym, co sprzeciwia się prawdzie,
tym, co utwierdza samą kategorię sprzeciwu [i jest przez nią
utrzymywane w jej
obrębie].
44.
Kłamstwo
jest umożliwiane przez prawdę, nie można
kłamać [sprzeciwiać się czemuś] nie znając prawdy [tego czegoś]. Jeżeli
kłamiemy tak jak to czynią np. uczniowie na egzaminie opowiadając coś
na
nieznany im temat, to nie kłamiemy na ten temat, kłamiemy w sprawie, w
której
prawda jest nam dobrze znana, a mianowicie kłamiemy, że coś wiemy tej sprawie [wiedząc, że
nie wiemy].
45.
Kłamstwo
[jego ustanowienie] wymaga zawsze pewnego
wysiłku, wysiłku wymaga także jego utrzymywanie i nic dziwnego, jest
przecież
walką. Dlatego mówi się: „życie kłamcy pełne jest
znużenia [jak życie
wojownika]”. Dlatego też sama egzystencja w sytuacji
ustanowionych
przeciwieństw jest po prostu męcząca.
46.
Jeżeli
doświadczasz trudności w mówieniu
[wyrażaniu] prawdy to wiedz, że nie prawda jest czymś trudnym, ale, że
sytuacja, w której się znajdujesz, jest fałszywa i Ty w
jakimś stopniu w tym
fałszu uczestniczysz [udzielasz jej mocy] inaczej sprawa w
ogóle by Cię nie
dotyczyła. A życie w sytuacji fałszywej [kłamliwej] jest trudne i
nużąco, bezsensownie,
znojne.
47.
W
sytuacji ustanowienia przeciwieństw [jako
ważniejszych od prawdy, jej wyrażania czy rozróżnień]
operacją podstawową jest
określanie, definiowanie określające jak powinno
być, choćby nawet się
temu coś, albo i wszystko, sprzeciwiało. Dlatego prawda domaga się
tutaj
definicji określającej relatywnie, określającej ją w przeciwieństwie do
kłamstwa. Jej logika jest tu logiką walki, kłamstwo jest wrogiem prawdy
a byt
wrogiem przeciwbytu [„niebytu”].
48.
W
granicach przeciwieństw mamy do czynienia z
przeciwnikami.
Przeciwnicy, uczestnicy walki, stają na jednym placu [boju], znajdują
się na
jednej płaszczyźnie i wytężają swoje siły, jeden przeciw drugiemu.
Dlatego
uznają się nawzajem w swoim bycie, walka jest bowiem uznaniem
przeciwnika za
kogoś. Dlatego [proste] kłamstwo jest formą uznania prawdy.
49.
To
także coś charakterystycznego dla sytuacji
sprzeciwu: sprowadza ona z koniecznością wszystkie przedmioty na tą
samą
płaszczyznę, ignoruje wszelkie [naturalne] hierarchie i
niewspółmierności.
Wszystkie przedmioty są po prostu członami relacji przeciwieństw.
Dlatego obraz
świata jest zdeformowany. Uznanie podstawowego charakteru
rozróżnień i
sprzeciwu jest bowiem błędem poznawczym [epistemicznym]. Jednak taka
jest
logika i świat walki; przeciwnicy są zasadniczo równi.
50.
Ale
po zwycięskiej walce nie ma
już
przeciwnika.
